Benzyna, diesel czy gaz? Szukamy, sposobu na tanią jazdę
rrybicki, autor: Piotr Wróbel, wydanie: 50/11, 22.01.2012SPONSOROWANE:
- Tani kredyt na samochód
- Poznaj Peugeota 208
- Skoda Citigo bez tajemnic
- Skoda Superb: powyżej średniej
- Tanie części tylko u nas!
Wyposażenie: Metalic, Centralny zamek, Elektryczne szyby, Immobilizer, Wspomaganie kierownicy, ...
Wyposażenie: Metalic, Skórzana tapicerka, Alufelgi, Centralny zamek, Elektryczne szyby, Immobilizer, ...
Wyposażenie: Metalic, Hak holowniczy, Centralny zamek, Elektryczne szyby, Immobilizer, ...
Wyposażenie: Skórzana tapicerka, Alufelgi, Centralny zamek, Elektryczne szyby, Immobilizer, Wspomaganie kierownicy, ABS, ...
Sonda
Ceny paliw szaleją, podwyżka goni podwyżkę, a kwaśne miny mają zwłaszcza właściciele diesli. Wiele wskazuje na to, że popyt na używane ropniaki nieco spadnie. Benzyniaki rzadziej mają kosztowne usterki, ale więcej palą. Może więc gaz?
Mało kto się tego spodziewał: olej napędowy kosztuje dziś znacznie więcej niż benzyna 95-oktanowa. A będzie jeszcze gorzej: od stycznia ceny diesla ponownie pójdą w górę – kończy się bowiem okres przejściowy i Polska będzie musiała dostosować wysokość akcyzy do poziomu obowiązującego w innych krajach UE.
Efekt? Na stacji zapłacimy co najmniej o 15 gr więcej niż dotychczas, czyli 5,75-5,80 zł/l. Cóż, jazda autem z silnikiem wysokoprężnym przestanie więc już być tak korzystna finansowo jak do niedawna.
Różnica w koszcie przejechania 1 km (wynikająca głównie z niższego spalania) zmniejszy się bowiem na tyle, że nawet dwie, trzy kosztowne naprawy (turbina, układ wtryskowy, koło dwumasowe) zapewne zniwelują ją całkowicie. Wygląda więc na to, że rynek wtórny nie będzie już „połykał” nowoczesnych silników wysokoprężnych tak ochoczo jak dotąd. Może zatem stary dobry diesel z lat 90. XX w.?
>>> Auto poleasingowe: okazja czy mina?
Problem w tym, że większość z nich jest już zużyta, a poza tym rząd od pewnego czasu grozi wprowadzeniem wysokiego podatku dla właścicieli „kopciuchów”.
Benzyniak to z reguły znacznie bezpieczniejszy wybór: części i robocizna są tańsze, a ryzyko poważnej usterki – znacznie niższe. Łatwiej też o egzemplarz z małym przebiegiem. Cóż, wszystko pięknie, ale jeśli komuś zależy na naprawdę taniej jeździe, też nie będzie do końca zadowolony. Małe auta miejskie potrafią bowiem spalić nawet 7-8 l benzyny na 100 km i do wyniku diesli z podobną pojemnością skokową nigdy się nie zbliżą.
Możliwości są dwie: pierwsza, znana od dawna, to montaż instalacji LPG, zaś druga, czyli zakup auta zasilanego sprężonym gazem ziemnym (CNG), dopiero zaczyna funkcjonować w świadomości polskich kierowców. Oczywiście, można się zżymać, że jeśli kogoś nie stać na samochód z dużą pojemnością skokową, to zamiast „psuć” je gazem, powinien raczej kupić sobie... bilet miesięczny.
Jak jednak wykażą nasze obliczenia wykonane na przykładzie używanego Fiata Pandy (od 2003 r.), montaż gazu nawet w małym benzyniaku może przynieść wymierne oszczędności, a w większych autach... jeszcze większe. Dlaczego akurat włoski maluch posłużył za przykład do obliczeń? Odpowiedź jest prosta: to niedrogi, popularne samochód, który jako jeden z nielicznych można kupić w każdej z czterech wersji zasilania.
Niestety, zakup używanego pojazdu wyposażonego w instalację LPG to spore ryzyko. Łatwo trafić na skatowanego wołu roboczego wyposażonego w tani układ zamontowany w partyzanckich warunkach. Gaz służy przecież do oszczędzania i mało kto wydaje na takie auto więcej, niż kosztuje utrzymanie go na chodzie. Lepiej kupić zadbanego benzyniaka i przerobić go na gaz we własnym zakresie: w zależności od rodzaju układu i silnika zapłacimy od 2 do 5 tys. zł.































