Czy stać cię na samochód? Zobacz, ile kosztuje utrzymanie auta
rrybicki, , 29.12.2011SPONSOROWANE:
- Tani kredyt na samochód
- Poznaj Peugeota 208
- Skoda Citigo bez tajemnic
- Skoda Superb: powyżej średniej
- Tanie części tylko u nas!
Wyposażenie: Metalic, Centralny zamek, Elektryczne szyby, Immobilizer, Wspomaganie kierownicy, ...
Wyposażenie: Metalic, Skórzana tapicerka, Alufelgi, Centralny zamek, Elektryczne szyby, Immobilizer, ...
Wyposażenie: Metalic, Hak holowniczy, Centralny zamek, Elektryczne szyby, Immobilizer, ...
Wyposażenie: Skórzana tapicerka, Alufelgi, Centralny zamek, Elektryczne szyby, Immobilizer, Wspomaganie kierownicy, ABS, ...
Sonda
Czy liczyliście kiedyś, ile kosztuje kupno samochodu i roczne utrzymanie go? Na wstępie powiemy, że dużo. Poniższy tekst pomoże wam podliczyć koszty, które ponosimy w formie różnych podatków i opłat wymuszonych urzędowo. Podpowiemy też, których haraczy da się, przynajmniej częściowo, uniknąć
Narzekasz, że towary i usługi, jakie kupujesz i zamawiasz, bo wymaga tego utrzymanie samochodu, są drogie? Jesteś zły na pazerne firmy, spekulantów paliwowych, szejków i innych wyzyskiwaczy? Policz dobrze, ile płacisz państwu i władzom lokalnym za prawo do posiadania i używania samochodu.
Szczególnie te ostatnie (np. władze Warszawy) pomstują na nadmiar samochodów, ograniczają swobodę używania aut na wszelkie sposoby, a jednak żyją z tego, że Pan, Pani, społeczeństwo korzysta z czterech kółek. Że płacimy, to wiemy. Ale ile? Prześledźmy krok po kroku opłaty „samochodowe”, do których tak przywykliśmy, że pojedynczo nie robią na nas większego wrażenia, choć utrzymanie auta nie kosztuje mniej niż pełnoprawnego członka rodziny.
W cenie samochodu, który kupujemy w salonie, zawarte są akcyza (uzależniona od wartości auta i pojemności silnika) oraz podatek VAT. Sprzedawca musi też podzielić się zyskiem z fiskusem. Tego sobie jednak do końca nie uświadamiamy – co nas obchodzi, jakie koszty poniósł sprzedawca? Z poziomu obciążeń fiskalnych zaczynamy zdawać sobie sprawę dopiero wtedy, gdy np. sami sprowadzimy sobie samochód z zagranicy (obciążenia są z grubsza takie same).
>>> Zobacz, na czym nie można oszczędzać
Zaczynamy od symbolicznych 500 zł, które państwo zwyczajowo kasuje od osób kupujących samochody za granicą. Dawniej tę kwotę pobierano pod pozorem obowiązku pokrycia kosztów wydania kary pojazdu. Co ciekawe, użytkownicy aut kupujący samochody w salonie dostawali ją za darmo, a dilerzy ponosili koszt zaledwie kilkunastu złotych; ci, którzy kupowali auta używane zarejestrowane wcześniej w Polsce, po prostu karty pojazdu nie musieli kupować.
Gdy zrobiło się głośno o tym, że opłata za kartę pojazdu to po prostu „haracz importowy” i jest ona niezgodna z prawem (nie chwaląc się, to właśnie „Auto Świat” zmobilizował tysiące ludzi do ubiegania się o zwrot tego „haraczu” – najbardziej uparci odnieśli sukces!), opłatę zmniejszono do 75 zł. To było jednak pyrrusowe zwycięstwo.
Obecnie, sprowadzając auto z zagranicy, płacimy 500 zł pod hasłem „opłata recyklingowa”. Następnie idziemy do urzędu celnego, gdzie płacimy akcyzę (taką samą jak w przypadku aut nowych) w wysokości 3,1 lub 18,6 proc. wartości auta – jeśli samochód ma silnik o poj. powyżej 2 litrów. Dalej naliczany jest podatek VAT – od wartości wyjściowej powiększonej o należną akcyzę – 23 proc. Jeśli podatek VAT zapłaciliśmy za granicą, nie musimy go płacić w Polsce.
Ale, ale... trzeba tylko pobrać z urzędu skarbowego zaświadczenie o tym, że nie musimy płacić podatku VAT, a że nie ma nic za darmo... zaświadczenie kosztuje 160 zł. To zwykła grabież! W przypadku nowego samochodu wszystkie podatki są wliczone w jego cenę – tak czy inaczej to ostatecznie my ponosimy ten koszt.































