Czy warto jechać daleko po samochód? Zobacz jak sprawdzić ogłoszenie
rrybicki, , 17.08.2011SPONSOROWANE:
- Tani kredyt na samochód
- Poznaj Peugeota 208
- Skoda Citigo bez tajemnic
- Skoda Superb: powyżej średniej
- Tanie części tylko u nas!
Wyposażenie: Metalic, Centralny zamek, Elektryczne szyby, Immobilizer, Wspomaganie kierownicy, ...
Wyposażenie: Metalic, Skórzana tapicerka, Alufelgi, Centralny zamek, Elektryczne szyby, Immobilizer, ...
Wyposażenie: Metalic, Hak holowniczy, Centralny zamek, Elektryczne szyby, Immobilizer, ...
Wyposażenie: Skórzana tapicerka, Alufelgi, Centralny zamek, Elektryczne szyby, Immobilizer, Wspomaganie kierownicy, ABS, ...
Sonda
Strzeżcie się, oszuści! Dziennikarze „Poradnika” będą teraz regularnie sprawdzać rzetelność ogłoszeniodawców. Oto wyniki pierwszego wyjazdu po auto
Internet rządzi. Teraz oferty sprzedaży używanych aut znajduje się nie w gazecie, i nie na giełdzie. Większość z nas rzadko zaczyna poszukiwanie samochodu od wycieczki po komisach. Szkoda na to czasu. Serwisy ogłoszeniowo-aukcyjne, jak Allegro.pl, Otomoto.pl, Mobile.eu załatwiają temat: w ciągu kilkudziesięciu minut możemy przejrzeć setki ogłoszeń z całej Polski.
Ciekawe auto, ale daleko - Pecha mamy wówczas, gdy najładniejszy samochód sprzedawany jest w innej części kraju oddalonej od naszego domu o 300 km lub więcej. Tak było i tym razem. Szukaliśmy konkretnego modelu – Mercedesa 190 lub W124. Miał być ładny, w wieku obojętnym, lecz w stanie pozwalającym przejeździć jeszcze 2-3 lata bez gigantycznych nakładów. Chętnie diesel.
I oto jest! „Stodziewięćdziesiątka” z 2-litrowym silnikiem Diesla z 1990 roku, nawet z „elektryką”, z przebiegiem 235 tys. km (co to jest dla takiego auta!). Stary, ale bezwypadkowy samochód za niecałe 7 tys. zł to dobra okazja. Obejrzeliśmy zdjęcia wielokrotnie i wydawało się, że to najlepsza w danej chwili oferta w internecie. Była tylko jedna wada: samochód można było obejrzeć w Zblewie, w woj. pomorskim. To ok. 300 km z Warszawy.
>>> Kupujesz używane auto? Sprawdzaj je, gdzie tylko się da
Niby nie od dziś wiadomo, że taka wycieczka to ryzyko straty czasu i pieniędzy na dojazd, ale raz się żyje! Do wyjazdu przekonał nas także rzeczowy sprzedawca, który w rozmowie telefonicznej potwierdził zapewnienia dane w ogłoszeniu.Wyjazd zaplanowaliśmy na 6 rano. Zaopatrzyliśmy się w CB-radio, mobilny internet (aby ewentualnie w trasie przeglądać także inne oferty), nawigację GPS i szybki samochód.
Postanowiliśmy, że po drodze zajrzymy do mijanych komisów samochodowych – a nuż coś się trafi. Oglądaliśmy też Mercedesy klasy C, które dziwnym trafem (a może po prostu świadczy to nie najlepiej o tym modelu) kosztują tyle samo lub mniej niż starsze, ale zadbane Mercedesy 190. Dwa takie auta znaleźliśmy w komisie znajdującym się na trasie przejazdu. Jeden za prawie 14 tys. zł i drugi za niewiele ponad 9 tys. zł. Inspekcja zajęła nam w sumie kilka minut. Oba odrzuciliśmy i ruszyliśmy na spotkanie „190-ki”.
Naga prawda - W Zblewie na parkingu zobaczyliśmy auto podobne do tego ze zdjęć, ale na żywo niebudzące już dużego entuzjazmu. Zajrzeliśmy do wnętrza. Na tylnej kanapie pokrowiec, być może fabryczny, bo idealnie dobrany do koloru tapicerki, po prostu trudno go zauważyć. Gorzej, że tylne podłokietniki wygniecione są nie mniej niż ten w drzwiach kierowcy, tak jakby samochód przez rok lub dwa jeździł jako taksówka.































