Jeep Grand Cherokee w Maroku: pustynia prawie pod ręką
rrybicki, autor: Przemek Wąworek, wydanie: 02/11, 29.03.2011SPONSOROWANE:
- Tani kredyt na samochód
- Poznaj Peugeota 208
- Skoda Citigo bez tajemnic
- Skoda Superb: powyżej średniej
- Tanie części tylko u nas!
Wyposażenie: Centralny zamek, Elektryczne szyby, Immobilizer, Wspomaganie kierownicy, ...
Wyposażenie: Metalic, Centralny zamek, Elektryczne szyby, Immobilizer, Wspomaganie ...
Wyposażenie: Metalic, Alufelgi, Centralny zamek, Elektryczne szyby, Immobilizer, ...
Wyposażenie: Metalic, Centralny zamek, Elektryczne szyby, Immobilizer, Wspomaganie ...
Sonda
Afryka często kojarzy się z czymś odległym i egzotycznym. W Maroku pustynne krajobrazy, Berberów i Arabów z ich zwyczajami oraz ciekawe zwierzęta spotkamy na każdym kroku, a odległość wcale nie musi być problemem
Warszawę dzieli od Almerii (miasto na południu Hiszpanii z popularnym portem promowym) około 3300 km. Dystans wydaje się duży, ale pamiętajmy, że podróżujemy po „cywilizowanej” Europie, praktycznie nie zjeżdżając z autostrad. Dwóch doświadczonych kierowców może pokonać odległość w dwie doby, a to oznacza, że szybciej zajedziemy na południe Hiszpanii niż do Albanii…
Kolejny krok to przeprawa promowa, która trwa około 7 godz. i kosztuje 600 euro w obie strony (za auto i dwie osoby). Warto przy tym „zainwestować” w kajutę, bo choć rejs nie jest długi, możemy odpocząć i nie musimy przeglądać całego menu licznych współpasażerów… Chwilę później można już rozkoszować się prawdziwie afrykańskimi klimatami. Marakesz, Fez, Casablanca, Agadir – o tych miejscach słyszał niemal każdy i bez wątpienia warto przynajmniej część z nich odwiedzić. Tym razem jednak skupimy się nie na opisie zabytków, a raczej miejscowych zwyczajów i odpowiedzi na pytanie, czy taką wycieczkę warto odbyć seryjnym samochodem.
Tym co rzuca się w oczy każdemu przybyszowi jest niezliczona ilość dzieci „atakująca” turystów. Najbardziej zapadł nam w pamięć obrazek dziewczynki biegnącej do auta po kamieniach, kilkaset metrów, na bosaka! Najczęściej jest to niegroźne zainteresowanie połączone z chęcią otrzymania drobnych prezentów, ale – sporadycznie – zdarzają się sytuacje z latającymi kamieniami i blokadami z kamieni na drogach – gdy kierowca wysiada uprzątnąć drogę dzieci pojawiają się znikąd (jak zwykle zresztą) i zabierają z auta, co wpadnie im w ręce.
Kolejnym elementem, do którego warto się przyzwyczaić jest fakt, że wszędzie (dosłownie) ktoś próbuje wcisnąć coś turystom. Przeważnie to pustynne minerały i metalowa biżuteria własnej roboty. Poza tym w większości miasteczek znajdziemy małe targowiska. Marokańczycy bardzo chcą też zostać naszymi „przewodnikami”. Oczywiście, najczęściej to zwykłe naciągactwo, ale czasem warto z takich usług skorzystać.
Za parę euro przewodnik oprowadzi nas po targu, zaś dzięki rozdawanym przez niego „łapówkom” w postaci drobnych dirhamów, będziemy mogli np. porobić trochę zdjęć. Przy okazji dowiemy się dokładnie, co widzimy, na co są konkretne zioła itp. Pamiętajmy też, że należy targować się bez skrupułów. Każdy „poważny” biznes jest obgadywany przy herbacie na siedząco. Ale uwaga – nie ma targów z kobietami. Przewodnik może też pojechać na objazd po okolicy, np. pokazać stare Kazby. W okolicy wydm można załatwić przejażdżki czy np. wycieczki na oglądanie wschodu słońca.































