Kasowanie błędów: sprawdzamy, czy warto zainwestować w tester diagnostyczny?
rrybicki, autor: Piotr Szypulski, wydanie: 10/11, 10.03.2012SPONSOROWANE:
- Tani kredyt na samochód
- Poznaj Peugeota 208
- Skoda Citigo bez tajemnic
- Skoda Superb: powyżej średniej
- Tanie części tylko u nas!
Wyposażenie: Centralny zamek, Elektryczne szyby, Immobilizer, Wspomaganie kierownicy, ...
Wyposażenie: Metalic, Centralny zamek, Elektryczne szyby, Immobilizer, Wspomaganie ...
Wyposażenie: Metalic, Alufelgi, Centralny zamek, Elektryczne szyby, Immobilizer, ...
Wyposażenie: Metalic, Centralny zamek, Elektryczne szyby, Immobilizer, Wspomaganie ...
Sonda
Zawsze radzimy, żeby przed zakupem auta używanego dokładnie je sprawdzić, np. w ASO przy użyciu komputera diagnostycznego. A może taniej będzie kupić własny tester?
Urządzenia diagnostyczne, na które jeszcze niedawno mogły sobie pozwolić tylko duże warsztaty, potaniały tak bardzo, że są już w zasięgu finansowym każdego kierowcy. Najprostsze testery diagnostyczne, pozwalające na odczyt informacji o błędach ze sterownika silnika, kosztują mniej niż zapłacimy za jedno tankowanie.
Czy warto się na taki zakup skusić? Jeśli ktoś ma nadzieję, że wydając kilkaset złotych na tester, całkowicie uniezależni się od warsztatów, to będzie rozczarowany. Jednak w pewnych sytuacjach urządzenie może okazać się bardzo przydatne.
Wszystkie auta z silnikami benzynowymi sprzedawane na rynkach zachodnioeuropejskich od 2000 r. oraz diesle od 2004 r. muszą być wyposażone w znormalizowany system diagnostyki pokładowej EOBD. Jego głównym zadaniem jest czuwanie nad układami odpowiedzialnymi za skład spalin. Samodiagnoza ma sygnalizować wystąpienie usterki, w wyniku której mogą one stać się bardziej toksyczne, niż przewidują to normy.
>>> Zobacz również: Tanie auto, droga naprawa. Uwaga! Po gwarancji czekają cię wydatki
Nadzorowana jest więc praca elementów układu zapłonowego i wtryskowego, m.in.: wtryskiwaczy, cewek, przepływomierza powietrza i czujnika położenia wału, oraz czujników dostarczających informacji potrzebnych sterownikowi silnika – sond lambda i sensora temperatury zasysanego powietrza. Ponieważ większość awarii silnika i jego osprzętu ma wpływ na poziom emisji spalin, można liczyć na to, że elektronika je w jakiś sposób wychwyci.
Pokładowe systemy samodiagnozy są zwykle bardziej rozbudowane, niż wymagają tego standardy określone w przepisach. Jednak do zaawansowanych funkcji, takich jak m.in. rejestrowanie kodów usterek związanych z pracą układu hamulcowego, systemów kontroli trakcji, airbagów czy klimatyzacji, można dostać się jedynie przy użyciu narzędzi przeznaczonych do obsługi aut konkretnej marki lub drogich urządzeń uniwersalnych.
Postanowiliśmy sprawdzić, czy tester kupiony za ok. 400 zł może przydać się przy ocenie stanu samochodu używanego. Zacznijmy od aspektu psychologicznego: sprzedawca, który wie, że jego auto ma mniej lub bardziej ukryte wady, prawdopodobnie zareaguje nerwowo na widok nabywcy uzbrojonego w sprzęt diagnostyczny. W komisach zdarzało nam się, że handlarz – widząc w ręku oglądającego np. profesjonalny tester grubości lakieru – sam sugerował wybór innego samochodu. „Komputer” działa zwykle jeszcze lepiej!































