Sprawdziliśmy ile warte są raporty awaryjności
rrybicki, autor: Maciej Brzeziński, , 07.03.2011SPONSOROWANE:
- Które opony zimowe warto kupić?
- Zimowy niezbędnik kierowcy
- Jak jeździć zimą?
- Tani kredyt na samochód
- Tanie części tylko u nas!
Wyposażenie: Centralny zamek, Elektryczne szyby, Immobilizer, Wspomaganie kierownicy, ABS, Układ ...
Wyposażenie: Metalic, Alufelgi, Centralny zamek, Elektryczne szyby, Immobilizer, Wspomaganie ...
Wyposażenie: Metalic, Skórzana tapicerka, Alufelgi, Centralny zamek, Elektryczne ...
Sonda
Jak to możliwe, że ten sam model auta w jednym raporcie wypada doskonale, a w innym słabo? Co robią producenci, aby ich produkty wypadały lepiej?
Gdy ma się dużo danych, można z nich robić statystyki, a potem wykorzystywać je komercyjnie – sprzedawać lub przynajmniej budować na nich swój wizerunek. Tak właśnie robi kilka niemieckich firm, które sporządzają coroczne statystyki usterkowości aut. Sporo wyników swojej pracy udostępniają za darmo. Do wszelkich raportów statystycznych należy jednak podchodzić, jeśli nie z ostrożnością, to przynajmniej ze świadomością: skąd się biorą dane i jak się je potem obrabia.
Jedno jest pewne: żaden z raportów, które i w Niemczech, i w Polsce mają dużą siłę opiniotwórczą, nie pokazuje pełnego obrazu sytuacji. Nic dziwnego: ani ADAC, ani Dekra, ani TÜV nie mają monopolu na naprawy samochodów. Nie znaczy to oczywiście, że raporty te są nic niewarte – aby jednak je właściwie interpretować, warto wiedzieć, jak one powstają i czego nie uwzględniają.
Pracownicy automobilklubu ADAC, który swoim członkom zapewnia m.in. pomoc drogową i w razie potrzeby holowanie, skrupulatnie notują na miejscu interwencji: jaki samochód się zepsuł, ile miał lat, jaki przebieg, co było prawdopodobną przyczyną usterki itp. Mając kilkadziesiąt tysięcy takich miniraportów, można już pokusić się o sporządzenie solidnego rankingu niezawodności samochodów różnych marek.
>>> Sprawdź czy auta 2- i 3-letnie są trwałe
Wnikliwy czytelnik zapewne jednak już w tym momencie się zorientował, że raport ADAC bierze pod uwagę tylko te usterki, które zmusiły kierowców do wezwania pomocy drogowej. Jeżeli w samochodzie zapaliła się żółta lampka ostrzegawcza, auto dojechało na własnych kołach do serwisu i tam właściciel za naprawę zapłacił np. 1500 euro, zdarzenie nie ma szans „załapać się” na obecność w raporcie ADAC.
Jeśli jakiś model cierpi na typowe usterki, od ich rodzaju zależy, jak wysoko będzie w rankingu: te, które zmuszają do wezwania pomocy, są dla niego mniej korzystne; te, które pozwalają dowlec się do warsztatu, nie liczą się w statystyce. Wyjątków jest też zresztą więcej: jeśli np. importer lub producent aut danej marki podpisze z ADAC umowę na zapewnienie swoim klientom usług assistance, wyjazdów do unieruchomionych pojazdów, za które płaci partner biznesowy, nie uwzględnia się w statystykach.
Importer czy producent aut z kimś podpisać umowę o usługi assistance musi; jeśli zależy mu na dobrej pozycji w raporcie ADAC, wybierze właśnie tę firmę. To zresztą żadna tajemnica: wystarczy wejść na niemiecką stronę ADAC i dotrzeć do zakładki z raportem awaryjności, aby przeczytać stosowne zastrzeżenie. Z oczywistych względów raport nie obejmuje też zdarzeń, w których po uszkodzone auto przyjechała firma konkurencyjna, niewspółpracująca z ADAC.




























