Test nawigacji na drogach lokalnych i szutrowych
rrybicki, autor: P. Wąworek, A. Jedynak, wydanie: 01/12, 25.01.2012SPONSOROWANE:
- Tani kredyt na samochód
- Poznaj Peugeota 208
- Skoda Citigo bez tajemnic
- Skoda Superb: powyżej średniej
- Tanie części tylko u nas!
Wyposażenie: Skórzana tapicerka, Alufelgi, Centralny zamek, Elektryczne szyby, Immobilizer, Wspomaganie kierownicy, ABS, ...
Wyposażenie: Skórzana tapicerka, Szyberdach, Alufelgi, Centralny zamek, Elektryczne szyby, Immobilizer, Wspomaganie ...
Sonda
Urządzenia wskazujące drogę są coraz bardziej dokładne i wzbogacone o dodatkowe funkcje. Dlaczego namawiamy więc do nieufności? Bo nasz test był szczególny
Większość użytkowników nawigacji samochodowych stawia im dość proste zadania: prowadzenie od punktu A do B. Często znajdują się one w tym samym mieście (odpada konieczność szukania nieznanej ulicy na planie) lub dalej (nie trzeba ślęczeć nad mapą z kalkulatorem zliczając odległości pomiędzy miastami). Urządzenia dobierają trasę według kryteriów zadanych przez kierowcę: najkrótszą, optymalną itp. Robią to szybko i całkiem dobrze.
Skąd więc tytułowa nieufność do nawigacji? W trakcie naszego testu postawiliśmy przed urządzeniami dwa, znacznie mniej typowe zadania. Po pierwsze, skontrolowaliśmy czy elektroniczni pomocnicy rozróżniają status prawny drogi – słowem, czy korzystanie z ich wskazówek zabezpieczy nas przed nieprzyjemnym spotkaniem ze strażą leśną. Po drugie, chcieliśmy zobaczyć, jaka jest dokładność map w odniesieniu do dróg szutrowych, bocznych itp. Do testu wybraliśmy nieco lepsze (czyli też droższe) urządzenia firm Blow, Mio, TomTom i Garmin. Ostatnia nawigacja nie była typowo samochodowym produktem, raczej turystycznym z możliwością wykorzystania w aucie.
Wydawałoby się, że tego typu funkcje, w takim urządzeniu powinny być najbardziej dopracowane. W trakcie jazdy korzystaliśmy też z pokładowych nawigacji w Nissanie X-Trailu i Toyocie Hilux. Poznawanie urządzeń w Warszawie przyniosło pierwsze nadzieje i ostrzeżenia. Blow pokazuje mnóstwo zakazów, jeśli więc tak dobry będzie również w terenie, możemy zapomnieć o przykrych doświadczeniach z leśnikami! Zakaz wypatrzyliśmy także w Mio, ale tam znalazł się od w absurdalnym miejscu – trzeba więc uważać…
>>> Która nawigacja ominie korek? Auto Mapa kontra Navigon Traffic Live i TomTom HD Traffic
Pierwsze prawdziwe zadanie wydawało się bardzo proste – to próba dotarcia na poligon w okolicy Sulejówka (od kilku lat bardzo wyraźnie obstawiony zakazami wjazdu). W miejscu oznaczonym GPS-em jako N 52o18’36’’/ E 21o16’37’’ w TomTomie urywa się droga, Blow pokazuje zaś zakaz i każe zawrócić – duży plus!
Niestety, później nie było już tak dobrze. Podróżując w okolicy Puszczy Kampinoskiej drogą wskazaną przez wszystkie nawigacje, odbyliśmy (na szczęście miłą) rozmowę z panem leśniczym. Skończyło się na upomnieniu… Szybko przekonaliśmy się, że nawigacje za nic mają przepisy o jeździe po lasach.
Poszukując doświadczeń odwiedziliśmy również pogranicze Warmii i Mazur oraz Bałtów. Wnioski ze wszystkich tych miejsc są w zasadzie identyczne. Nawigacje zawierają w swojej pamięci sporo dróg o nawierzchni szutrowej, ale zupełnie nie mają pojęcia o ich statusie prawnym. Bez skrupułów wprowadzają na zakazy (ramka obok), pod szlabany i w mało pewne szlaki. Oczywiście, tłumaczenie na wiele się nie zda…
Korzystniej (choć nie rewelacyjnie) wypadają testowane urządzenia – właściwie mapy, którymi dysponują – w kategorii siatki drogowej. Wyznaczenie szlaku „off-road” w Blow może być wręcz niebezpieczne – nawigacja wyznacza takie ścieżki, że asfaltu nie zobaczymy prawie wcale. Ale z drugiej strony, nie wszędzie drogi i skrzyżowania pokrywają się z rzeczywistością – stosunkowo często widzimy rozgałęzienia i boczne drogi, których na mapach po prostu nie ma. Którędy wtedy pojechać? Zaufać nawigacji czy intuicji? Jest trzecie wyjście: najlepiej wspomagać się mapą.































