Interwencje - problem z ubezpieczycielem

Masz problem? Spróbujemy Ci pomóc

W tym dziale publikujemy zgłoszone przez Was problemy. Staramy się pomóc Wam w rozwiązywaniu problemów z dilerami. Zgłoś problem

Interwencje dotyczące wybranego modelu

W lutym 2012 r., jadąc autostradą A1 z Gdyni do Włocławka, na wysokości miejscowości Gajewo, zauważyłem na środku swojego pasa stojącego lisa. Nie zdążyłem go ominąć. Zatrzymałem się w miejscu dozwolonym, by zobaczyć, co się stało z samochodem. Dostrzegłem złamany zderzak. Zawiadomiłem policję oraz zarządcę A1. Następnego dnia auto po uruchomieniu odmówiło posłuszeństwa – silnik wszedł w tryb awaryjny. W serwisie okazało się, że pojazd wymaga poważnej naprawy (uszkodzone: zderzak, chłodnica wody, intercooler, powyłamywane plastiki, osłony itp.). Zwróciłem się do zarządcy A1 z prośbą o przekazanie mi numeru polisy ubezpieczyciela autostrady (Warta). Zgłosiłem szkodę w Warcie, lecz odmówiono mi wypłaty odszkodowania. Argumentowano to m.in. tym: „Ubezpieczony jako operator autostrady A1 wypełnił wszelkie obowiązki w zakresie właściwego jej utrzymania”.
Rover 25
Gdy jechałem rowerem po drodze publicznej, kierowca samochodu wymusił na mnie pierwszeństwo – doszło do kolizji. Ubezpieczyciel sprawcy – firma PTU – ma zastrzeżenia co do wartości uszkodzonych rzeczy. Rower, który kupiłem 2 miesiące wcześniej, kosztował 6 tys. zł, okulary – 96 dol., a zegarek – 23 tys. zł. Rower nadaje się do naprawy, lecz jego wartość wyliczono na 2,9 tys. zł, bo podobny znaleziono w internecie, okulary wyceniono na 30 zł, a zegarek pominięto, gdyż nie mam paragonu zakupu. Co robić?  
Ubezpieczony w firmie Benefia sprawca kolizji zniszczył w moim aucie zderzak. Żeby móc oszacować rozmiary uszkodzeń, Benefia skorzystała z usług fotografa – na podstawie jego zdjęć likwidator wycenia szkodę. W protokole fotografa zobaczyłem, że w pozycji „odszkodowanie” zaznaczył  on potrącenie w wysokości 50 proc. Na moje pytanie, skąd wziął taką wartość, odrzekł, że tego wymaga pracodawca, bo w przeciwnym razie zostanie mu odebrana część wynagrodzenia. Otrzymałem przelew w wysokości 227 zł. Nie wystarczy to na demontaż i lakierowanie zderzaka. ASO za naprawę żąda 1,3 tys. zł.
Uczestniczyłem w kolizji drogowej z autem ubezpieczonym na Litwie. Wezwana na miejsce policja orzekła, że jestem stroną poszkodowaną. Szkodę zgłosiłem telefonicznie u mojego ubezpieczyciela, czyli w firmie Aviva. Pracownik infolinii poinformował mnie, że mogę otrzymać odszkodowanie ze swojego autocasco. Nie zgodziłem się na tę propozycję. Przedstawiciel Avivy twierdzi, że w moim interesie jest ustalenie ubezpieczyciela sprawcy. Sądziłem, że z racji tak prostej i jasnej sytuacji, jak w tym przypadku, TU szybko przystąpi do likwidacji szkody. Niestety, od zdarzenia minęło wiele dni, a ubezpieczyciel nadal nie dokonał wyceny szkody w moim samochodzie.
W maju tego roku córka, prowadząc moje auto, miała kolizję z innym samochodem. Jego kierowca wymusił pierwszeństwo. Sprawca przyznał się do spowodowania kolizji. Towarzystwo ubezpieczeniowe sprawcy (Link4) zaakceptowało wycenę warsztatu, ale już po naprawie, nie kontaktując się z nami, przesłało informację, że po przeprowadzeniu własnego dochodzenia obniża wypłatę odszkodowania o 10 proc. z powodu przyczynienia się do kolizji.
Najechałem na załataną dziurę w jezdni. Niestety, kawał asfaltu wystrzelił spod koła prosto w podwozie auta. Siła uderzenia była tak duża, że zadziałał boczny airbag w fotelu kierowcy i kurtyna powietrzna. Na miejsce zdarzenia wezwałem policję, która sporządziła notatkę. Samochód nie ma zewnętrznych uszkodzeń poza tymi na podłodze. Ergo Hestia nie chce wypłacić odszkodowania.
Podczas jazdy samochodem usłyszałem dziwne stuki w kokpicie. Po zatrzymaniu pojazdu nie zauważyłem żadnych niepokojących objawów. Uznałem więc, że mogę kontynuować jazdę. Stan nawierzchni drogi, po której się poruszałem, pozostawiał dużo do życzenia, obok niej prowadzono prace związane z budową autostrady. Po przejechaniu 1-2 km odpadło lewe przednie koło. Udało mi się wyhamować auto, tak by nie uszkodzić innych uczestników ruchu. Sprawę zgłosiłem ubezpieczycielowi z polisy autocasco. Rzeczoznawca firmy MTU sporządził protokół szkody, w którym wyszczególnił uszkodzone elementy. Po 3-tygodniowym oczekiwaniu na odpowiedź i kilku moich ponagleniach otrzymałem pismo z MTU z odmową wypłaty odszkodowania – moje roszczenie nie spełniało kryteriów wymienionych w ogólnych warunkach ubezpieczenia AC. Wygląda więc na to, że gdybym uderzył w inny samochód albo w bandę, uniknąłbym problemów, jakie mam teraz z ubezpieczycielem.
Na początku kwietnia 2010 roku miałem kolizję z autem ubezpieczonym w firmie Link4. Sprawca zdarzenia napisał mi stosowne oświadczenie. Dokumentację przesłałem e-mailem do Link4. W moim samochodzie uszkodzeniu uległy drzwi, tylny lewy błotnik i zderzak. TU wyceniło uszkodzenia na 2,4 tys.zł, serwis Opla w Raszynie – na 8 tys. zł. Link4 uzależniło wypłatę odszkodowania od okazania faktur za naprawę Astry.
Jestem użytkownikiem 4-letniego Volkswagena Golfa z silnikiem 1.4 TSI. Samochód serwisuję w ASO. W chwili obecnej ma przebieg 62 tys. km i jest po gwarancji. Żeby ustrzec się od ewentualnych kosztów naprawy Golfa, kupiłem odpowiednie ubezpieczenie Volkswagen Life Time (wariant pełny). Pod koniec maja 2011 roku zgłosiłem w ASO VW Euro Marketing w Lublinie nierówną pracę jednostki napędowej oraz drgania całego auta, uniemożliwiające normalną eksploatację. Serwis zasugerował ubezpieczycielowi – firmie Allianz – wymianę silnika. Towarzystwo ubezpieczeniowe odmówiło, gdyż stwierdzono, m.in. że serwis Volkswagena nie ustalił przyczyny usterki. Diler poprosił o pomoc importera. Firma Kulczyk Tradex zadeklarowała chęć pokrycia 30 proc. kosztów naprawy. Musiałbym zatem zapłacić 16 tys. zł. Czuję się oszukany. Nie po to zawarłem polisę w wariancie pełnym, żeby teraz naprawiać samochód za swoje pieniądze.
Audi A4
29 grudnia 2010 roku moje dwuletnie wówczas Audi A4 uczestniczyło w wypadku drogowym. Jadący z naprzeciwka kierowca Alfy Romeo stracił panowanie nad swoim samochodem na zakręcie. Sprawca wypadku był ubezpieczony w firmie PZM TU. 13 stycznia 2011 roku otrzymałem od ubezpieczyciela kosztorys naprawy na kwotę 18,6 tys. zł. Moim zdaniem jest on nieco zaniżony. Po kilku dniach telefonicznie skontaktował się ze mną pracownik PZM i poinformował, że w związku z moim zgłoszeniem prowadzone są czynności wyjaśniające. Zaproponował mi spotkanie na miejscu wypadku. Przystałem na tę propozycję. 22 marca 2011 roku otrzymałem z PZM pismo z odmową wypłaty odszkodowania. W uzasadnieniu napisano: „W trakcie postępowania wyjaśniającego, mającego na celu ustalenie stanu faktycznego wypadku i zasadności roszczeń ustalono, że zgłoszone i opisane w protokole oględzin uszkodzenia samochodu Audi A4 nie mogły powstać w takim rozmiarze w okolicznościach wskazanych w zgłoszeniu szkody”. W wyniku wypadku uszkodzeniu uległy: zderzak przedni, atrapa, reflektor ksenonowy, pokrywa silnika, lewy błotnik, wzmocnienie czołowe oraz przednie poduszki powietrzne. Nie zgadzam się ze stanowiskiem ubezpieczyciela. Moje reklamacje nic jednak nie pomagają. Czy wobec tego pozostaje mi wyłącznie postępowanie w sądzie?