W czerwcu 2009 r. kupiłem Kię Soul 1.6 CRDI w kolorze czerwonym. Pierwszy problem wystąpił po przejechaniu 16 tys. km – konieczna była wymiana turbosprężarki na nową. Naprawa w ASO niewiele pomogła, a Kia Auto Poland przeciąga temat. Druga sprawa to odpryski lakieru na zderzaku przednim, drzwiach oraz nadkolach. Zgłosiłem to w ASO i czekam na odpowiedź. Mam już dość odwiedzania serwisu Kii, przeciągania napraw i zbywania mnie. Próbowałem skontaktować się w tej sprawie z Kią Auto Poland, jednak importer odsyła mnie do serwisu.
W dniu 16.11.2010 r. zamówiłam u dilera Auto-Monika w Lublińcu nową Kię Sportage. Na poczet powyższego zamówienia wpłaciłam zaliczkę w wysokości
3 tys. zł. Termin odbioru auta ustalono na 31.01.2011 r., był jednak wielokrotnie przekładany. Po kilku miesiącach zwłoki otrzymałam informację, że samochód jest gotowy do odbioru, ale dokumenty auta, tj. książka pojazdu i wyciąg ze świadectwa homologacji, zostały skradzione.
W dniu 16.06.2011 r., po 7 miesiącach od złożenia zamówienia, otrzymałam fakturę oraz kserokopie książki pojazdu i wyciągu ze świadectwa homologacji. Wydział komunikacji odmówił rejestracji pojazdu bez oryginalnych dokumentów. Sprzedawca zaproponował wtórnik homologacji.
W lipcu br. diler wezwał mnie w celu odbioru auta. W odpowiedzi zażądałam rekompensaty za długi okres oczekiwania na realizację zamówienia oraz trudności związane z rejestracją samochodu.
Zwracam się z prośbą o zainteresowanie się historią ludzi, którzy uwierzyli firmie Kia i zrezygnowali z zakupu samochodów innych marek w 2010 r., kiedy można było jeszcze odliczyć VAT od ich cen. Kia kusiła rabatami i szybkim odbiorem aut w grudniu. Niestety, koreańska firma nie wywiązała się ze swoich obietnic.
Obecnie dowiedzieliśmy się, że auta będziemy mogli odebrać najwcześniej latem br. W Polsce pokrzywdzonych jest kilkaset osób. Wojciech Szyszko, prezes Kia Motors Polska, obiecał nam, że odbierzemy samochody w kwietniu br., do czego niestety nie doszło. Jednocześnie okazało się, że Kia w drodze losowania typuje osoby do odbioru Sportage’ów. Co na to sprzedawcy? Dilerzy sugerują, że możemy odstąpić od umowy. Szkoda, że nie podpowiedzieli nam takiego rozwiązania w ub.r., gdy można było jeszcze skorzystać z preferencyjnych ulg podatkowych. Ile jeszcze musimy czekać na odbiór małych SUV-ów?
Od kilku lat jeżdżę Kią cee’d w kolorze czerwonym. Auto regularnie serwisuję w ASO (2-3 razy w roku). Od niedawna zauważyłem łuszczący się lakier na masce silnika i drzwiach. Zgłosiłem problem do serwisu Marvel Kia w Łodzi, który odmówił mi naprawy gwarancyjnej ze względu na brak corocznego przeglądu powłoki lakierniczej. Gdy odstawiałem auto do serwisu, prosiłem o wykonanie wszystkich niezbędnych czynności. Skoro Kia daje na cee’da 7-letnią gwarancję na lakier, to chyba ASO powinna wykonać przegląd powłoki. Choć uważam, że inspekcja nadwozia nic by tu nie pomogła, bo auto ma wadę fabryczną.
Marcin Piekarczyk
Od połowy 2009 roku kilka razy w tygodniu nie działa otwieranie ani zamykanie samochodu „z kluczyka”. Problem najczęściej znika po ponownym uruchomieniu motoru. Pracownik jednego z serwisów Kii doradził mi wymianę kluczyka na mój koszt, mimo iż auto jest jeszcze na gwarancji. Koszt wymiany to 700 zł. Zgłosiłem się do ASO w Nadarzynie.
W sumie byłem tam aż pięciokrotnie. Nie przyniosło to żadnego efektu. Obecnie po raz kolejny zostałem zaproszony do ASO w celu naprawy usterki.
W marcu 2008 roku kupiłam nową Kię Sportage 2.0 Tour u dilera Ligas w Chrząstowicach. Auto kosztowało 77 tys. zł, miało być wyposażone w napęd na obydwie osie. Cena samochodu w wersji 4x4 wynosiła 77,9 tys. zł, a w wariancie z napędem na jedną oś – 69,9 tys. zł.
W styczniu tego roku Sportage ugrzązł kilkakrotnie w terenie. Miałam trudności z poruszaniem się nim po zaśnieżonych drogach. Auto z napędem 4x4 nie powinno sprawiać takich problemów. Udałam się do ASO. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że wbrew umowie Sportage nie m napędu na wszystkie koła. Zgłosiłam wadę oraz zażądałam jej usunięcia, zanim upłynęły 2 lata od dnia zakupu pojazdu. Powołałam się na Ustawę z dnia 27 lipca 2002 roku o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej oraz zmianie kodeksu cywilnego (DzU z dnia 5 września 2002 poz. 1176, z późniejszymi zmianami).
Pismo reklamacyjne, zawierające jednocześnie żądanie wydania samochodu zgodnego z zamówieniem (zwrot posiadanego), wysłałam do sprzedawcy listem poleconym (salon Kia Kazimierz Ligas). Nie doczekałam się jednak odpowiedzi.
W marcu wyjechałem z salonu Soley w Radlinie nową Kią Vengą. W czasie podróży do domu spadł deszcz, więc – na moje nieszczęście – uruchomiłem wycieraczki. Okazało się, że jedna z nich (od strony kierowcy) była źle zamontowana. W konsekwencji porysowała przednią szybę. Następnego dnia udałem się do salonu i zgłosiłem, że wycieraczka jest źle zamontowana. Zażądałem, by wymieniono ją wraz z szybą czołową. Po pewnym czasie diler powiadomił mnie, że importer wykonał odpowiednie testy i stwierdził, iż odkształcenie wycieraczki mogło powstać np. podczas próby jej kradzieży, w związku z czym szyba nie będzie wymieniona na nową. Wycieraczkę otrzymałem w geście dobrej woli od sprzedawcy (firmy Soley).
Nie zgadzam się z tą opinią. Usterkę zgłosiłem następnego dnia po zakupie samochodu. Do tego czasu przejechałem Vengą zaledwie 165 km, poza tym była garażowana. Kto chciałby ukraść wycieraczkę auta, które dopiero weszło na rynek i nie jest jeszcze często spotykane na ulicach?
W październiku 2009 roku kupiłam po dwa komplety opon i felg aluminiowych do samochodów Kia Sportage, które zachwalali pracownicy ASO w Kielcach. Po założeniu kół do pojazdów (egzemplarze z lat 2008 i 2009) oraz przejechaniu ok. 100 km pojawiły się bicia na kierownicach obydwu aut.
Pracownicy ASO stwierdzili, że za bicie kół odpowiada błoto, które przykleiło się do felg – koła umyto.
Podczas piątej wizyty w serwisie okazało się, że 6 spośród 8 felg jest uszkodzonych – mają odkształcenia. Sprzedawca alufelg nie chce ich wymienić.
W 2008 roku kupiłem Kię pro_cee’d 1.6 CRDi. Dokonując wyboru samochodu, kierowałem się długim okresem gwarancji. Szybko doświadczyłem na własnej skórze, jak działa serwis Kii w Polsce. Naprawa powypadkowa trwała miesiąc (wymieniono: zderzak, lampy, błotnik i klapę bagażnika), a i tak przeprowadzono ją nierzetelnie. Elementy pomalowane różniły się kolorem od pozostałych. Serwis Auto-Latos z Dą-browy Górniczej zignorował moją reklamację i odesłał mnie do centrali Kii lub do... Mercedesa – u Niemców mogę wymagać.
W lutym br. zaświeciła się kontrolka poduszek powietrznych (a w samochodzie jest ich kilka). Serwis Kia Środula z Sosnowca zdiagnozował problem – przerwa na wiązce elektrycznej pomiędzy czujnikiem zderzeniowym a komputerem. Części miały dotzeć w ciągu 2 tygodni. Czekam już 3. tydzień, a potrzebnego elementu dalej nie ma. Cały czas pozostaję bez auta zastępczego, a przecież kupiłem nowy samochód z gwarancją, bo chciałem uniknąć nerwów podczas eksploatacji. Myliłem się.
Moje kłopoty z Kią cee'd zaczęły się od alarmu źle zainstalowanego przez dilera. Miesiąc po zakupie odpadły plastiki w bagażniku. Do tej pory wymieniono już m.in.: kolumnę kierownicy, roletę bagażnika (była postrzępiona), elementy przedniego zawieszenia, siedzisko fotela kierowcy (podczas jazdy samoistnie opadało), skrzypiące plastiki w bagażniku. Kilka razy zmieniano oprogramowanie komputera. Samoistnie pękła szyba przednia, pojawiła się korozja na tylnej klapie oraz przednim błotniku.
Podczas jazdy samoczynnie zapala się kontrolka "ESP off". Żeby ją wyłączyć, trzeba zatrzymać auto i zgasić silnik. Diler nie chce wymienić auta na wolne od wad.