W czerwcu 2011 roku kupiłem nowe Renault Trafic. W październiku, po uruchomieniu samochodu, doszło do awarii wtryskiwaczy. Trafic przebywał w ASO 3 tygodnie. Serwis zweryfikował układ wtryskowy oraz wgrał nowe oprogramowanie do komputera sterującego silnikiem. Po wyjechaniu z warsztatu przejechałem zaledwie 200 km i auto odmówiło współpracy – silnik się wyłączył. Udało mi się go ponownie uruchomić po blisko 10 minutach i dojechać do domu. W czasie jazdy motor nierównomiernie pracował. W ASO okazało się, że uszkodzone są wtryskiwacze. W związku z powyższym bardzo proszę o pomoc, gdyż zamierzam wystąpić (na podstawie kodeksu cywilnego art. 560 par. 1) do Renault Polska lub sprzedawcy z żądaniem wymiany auta na nowe, wolne od wad.
W grudniu 2008 roku kupiliśmy Mastera w salonie Renault Zdunek w Gdańsku. 24 lutego 2011 roku silnik oraz turbosprężarka uległy awarii. Okazało się jednak, że te podzespoły nie nadają się do naprawy i trzeba je wymienić. Niestety, w czasie gdy wystąpiła usterka, auto nie było już objęte gwarancją producenta – skończyła się w grudniu 2010 roku.
Jak doszło do uszkodzenia? Pracownik ASO poinformował mnie, że w związku z tym, iż wadliwy wtryskiwacz podawał za dużo paliwa, nastąpiło zatarcie cylindra i wypalenie dziury w tłoku. Renault Polska zaproponowało 40-procentową bonifikatę na zakup silnika i turbiny. Części obecnie kosztowałyby blisko 40 tys. zł zamiast ok. 70 tys. zł. Po doliczeniu kosztów wymiany i pozostałych części za naprawę i tak zapłaciłbym ok. 60 tys. zł.
Pod koniec 2010 roku zleciłem wykonanie diagnostyki silnika w moim Renault Scénicu. Powód? Jednostce brakuje mocy, gdy obroty spadają poniżej 2000 na min. Mimo iż „renówka” dawno jest już po gwarancji, usługę zleciłem autoryzowanemu zakładowi Renault Zodiac w Krośnie. Gdy przybyłem po odbiór samochodu, dowiedziałem się, że po wykonaniu testu komputerowego mechanik odbył jazdę testową, podczas której została uszkodzona turbina. Na tym jednak złe wieści się nie skończyły – Scénica nie można było uruchomić. Badanie komputerowe wykazało, że niedomaganie motoru wynikało z niesprawności zaworu, a nie z uszkodzenia turbiny. Tak więc przyjechałem Scénikiem do ASO na kołach, a muszę wyjechać na lawecie. Serwis Zodiac nie poczuwa się do odpowiedzialności za zaistniałą sytuację. Chcą mi oddać uszkodzony samochód bez wyjaśnienia przyczyny usterki.
Jestem właścicielką Renault Mégane 1.9/120 KM z 2005 roku (przebieg 120 tys. km). Samochód od początku był serwisowany w autoryzowanym warsztacie Renault. W grudniu zgłosiłam w ASO, że coś stuka w silniku. Wymienili poduszki, jednak to nie pomogło. Po rozebraniu motoru okazało się, że panewki na korbowodzie są ukręcone. Silnik został zatarty. Renault zaproponowało mi 3 sposoby naprawy: zakup nowego silnika za 29 tys. zł plus koszty robocizny, zakup używanego motoru (21 tys. zł) plus robocizna oraz ekonomicznie nieuzasadnioną reperację zepsutej jednostki. Nie zgodziłam się na żadną z tych opcji. Znajomi podpowiedzieli mi, że wyjdzie taniej, jeśli sama kupię silnik. Okazało się jednak, że to nie takie proste, gdyż motory te są poszukiwane na rynku wtórnym – ma to związek z ich dużą awaryjnością. Nie do wiary, że w zadbanym i serwisowanym w ASO aucie mogło dojść do tak poważnej awarii.
Od ponad 5 lat jesteśmy lojalnymi klientami ASO Renault Alcar w Olsztynie. Serwisujemy Lagunę w powyższym warsztacie mimo wygaśnięcia gwarancji.
W 2010 roku w naszym aucie w czasie jazdy zatarł się silnik (prawie rok po zakończeniu gwarancji). Zaproponowano nam kupno nowej jednostki napędowej za 25 tys. zł. Nie zgodziliśmy się na to, bo koszt ten przekraczał wartość samochodu.
Kierownik serwisu zaproponował nam kupno używanego silnika od zaufanego dostawcy i zaproponował pośrednictwo w tym zakupie. Wyraziliśmy zgodę. Koszty miały nie przekraczać 5 tys. zł. Naprawa trwała bardzo długo. Okazało się, że musimy zapłacić 7 tys. zł. Nie mieliśmy wyjścia – zostaliśmy postawieni przed faktem dokonanym. Na używany motor olsztyński serwis wystawił fakturę w wysokości 3 tys. zł.
Użytkowaliśmy samochód do 11 listopada – tego feralnego dnia nastąpiła awaria silnika. Przejechaliśmy do tego czasu około 10 tys. km. Pomoc drogowa odwiozła Lagunę do ASO w Olsztynie. Okazało się, że jednostka napędowa jest zatarta. Kierownik serwisu zarzucił nam nieprawidłową eksploatację samochodu – os-
karżył nas, że przejechaliśmy Laguną ponad 33 tys. km bez wymiany oleju.
Później wyszło na jaw, że serwis Renault sfałszował w lipcu stan licznika na fakturze za naprawę silnika. Właściciel salonu zapewnił nas, że samochód zostanie naprawiony bezpłatnie. Do dzisiaj nie mamy sprawnego auta. Otrzymujemy informacje o nowych kosztach, które już urosły do 4 tys. zł. Cały czas wmawia się nam, że źle użytkowaliśmy Renault i to nasza wina, że silnik ponownie uległ awarii. Brakuje nam już sił na walkę z dilerem.
W październiku 2008 roku kupiłam nowe Renault Mégane 1.6 o mocy 110 KM – spełniłam marzenie o wygodnym i niezawodnym pojeździe. Niestety, w aucie pojawiły się awarie i usterki, które uniemożliwiają normalne i zgodne z zapewnieniem sprzedawcy użytkowanie pojazdu.
Obecnie Mégane jest jeszcze na gwarancji. Do tej pory miał 4 poważne awarie. Za każdym razem pojawia się komunikat: „Sprawdź układ wydechowy”. Po weryfikacji problemu w ASO okazuje się, że ubywa oleju, bo silnik jest nieszczelny. Od sierpnia samochód stoi w serwisie. Niestety, mechanicy Renault nie potrafią poradzić sobie z tym mankamentem. Wkrótce skończy się gwarancja i będę musiała płacić za naprawy silnika.
Jesteście moją ostatnią deską ratunku. W lutym 2008 roku kupiłem nowe Renault Mégane kombi. Po przejechaniu około 1000 km skrzynia biegów zaczęła głośno pracować.
Walczę z Renault już ponad 2 lata. Wprawdzie importer zgodził się na wymianę przekładni na nową, ale jest ona jeszcze głośniejsza. Autoryzowana stacja obsługi nie chce naprawić samochodu i twierdzi, że „ten typ tak ma”. Nie zgadzam się z tym zdaniem. Dysponuję ekspertyzą rzeczoznawcy powołanego przez Renault, który wydał pozytywną dla mnie opinię. Ale jak widać, nie jest ona istotna dla importera.
W czerwcu br. odstawiłem Renault Kangoo do serwisu Rudnik w Ciechanowie. Samochód cały czas znajduje się w ASO. Pracownicy odmawiają wykonania naprawy gwarancyjnej.
Na początku serwis stwierdził, że powodem usterki Kangoo jest złej jakości paliwo, a dopiero pod naporem moich nacisków wysłał paliwo do analizy laboratoryjnej. Wynik? Przekroczone zanieczyszczenia stałe.
Próbkę paliwa pobrano bez mojej obecności, nie wiadomo czy obiektywnie. Nie mam więc pewności, że paliwo, które zostało przesłane do badania znajdowało się w zbiorniku Kangoo. Nie rozumiem dlaczego filtr paliwa nie spełnił swojego zadania, pomimo, że zalecany przebieg do jego wymiany (40 tys. km) nie został osiągnięty.
Od pewnego czasu mam problem z elektrycznym wspomaganiem układu kierowniczego w 6-letnim Renault Modusie. W ASO stwierdzono, że wymienić należy: elektryczne wspomaganie, kolumnę i drążek kierownicy. Łączny koszt naprawy oszacowano na 6,6 tys. zł. Ta wycena to jakiś absurd! Kilka miesięcy wcześniej chciałem sprzedać auto i kupić kolejną „renówkę”. Swój samochód zamierzałem oddać w rozliczeniu do komisu firmowego. Wówczas diler wycenił mojego Modusa na ponad 15 tys. zł. Teraz dowiaduję się, że naprawa ma kosztować niemal połowę jego wartości. To jakieś nieporozumienie. Na moje nieszczęście zamienniki do tego modelu nie występują na rynku.
W czasie jazdy samochodem do domu miałem wypadek z jeleniem. Na odcinku drogi nie ma odpowiedniego oznakowania, pobocze drogi jest mocno zarośnięte, co ogranicza pole widzenia. Ubezpieczyciel odmawia wypłaty odszkodowania. Swoją decyzję motywuje tym, iż nie ma informacji z nadleśnictwa o wzmożonym ruchu zwierząt w tej okolicy. Ergo Hestia zapomina o istotnym fakcie, że bezpośrednią przyczyną zderzenia było nagłe wtargnięcie jelenia na jezdnię – wyskoczył z zarośli – więc nie mogłem go dostrzec.