W listopadzie 2009 r. kupiłem nowego Opla Corsę. Zgodnie z zaleceniami producenta przeglądy okresowe wykonywałem w ASO. W maju 2011 r. po przejechaniu ok. 20 km miałem problem z zatrzymaniem samochodu – wjechałem na czerwonym świetle na skrzyżowanie. Prędkość pojazdu przed hamowaniem wynosiła 40 km/h. Po zatrzymaniu Corsy poczułem smród wydobywający się z prawego przedniego koła. Obie przednie felgi były bardzo mocno rozgrzane.
Corsę odstawiłem do ASO Rokicki. Na stacji poinformowano mnie, że przeczyszczono układ hamulcowy i wymieniono płyn hamulcowy. Zaproponowano też bym na własny koszt wymienił odbarwione tarcze hamulcowe. Obecnie zauważyłem, że Corsa nie hamuje tak skutecznie jak przed zdarzeniem wyczuwalne są drgania przenoszone na kierownicę. Moim zdaniem wszystkie uszkodzone elementy układu hamulcowego powinny zostać wymienione bezpłatnie. Do awarii doszło przy przebiegu ok. 13 tys. km.
W grudniu ub.r. Opel Corsa C prowadzony przez mojego syna został zepchnięty z drogi przez innego uczestnika ruchu, który był ubezpieczony w firmie Ergo Hestia. Sprawca przyznał się do winy. Rzeczoznawca TU orzekł szkodę całkowitą. W protokole z oględzin znalazłem wiele błędów – silnik wg rzeczoznawcy to 1.2 (benzyna), a nie diesel 1.7 DTI. Wyposażenie auta nie obejmowało m.in.: nawigacji, sensora deszczu, klimatyzacji automatycznej, radia z CD. Po moich uwagach likwidator dostarczył poprawioną wersję wyceny, na którą się zgodziłem. 27 grudnia 2010 r. Ergo Hestia zaproponowała mi odszkodowanie w wysokości 9502 zł, ponadto wartość wraku oszacowano na 4400 zł. Cztery godziny później TU obniżyło wycenę gotówkową do 6200 zł.
W marcu 2009 roku miałem kolizję, w wyniku której uszkodzony został tylny zderzak mojego 8-miesięcznego Opla Corsy. Wybrałem naprawę bezgotówkową w ASO Opel Ligęza w Jeleniej Górze. Usługa była dwukrotnie reklamowana. Za pierwszym razem serwis nie poradził sobie z lakierowaniem. Za drugim okazało się, że uszkodzone są zaczepy, a zderzak kwalifikuje się do wymiany. Serwis nie uznał mojej reklamacji, więc skierowałem sprawę do sądu. By móc eksploatować Corsę, wymieniłem zderzak na swój koszt w ASO Opel Kowalczyk w Głogowie. Cena identycznej usługi okazała się niższa o 600 zł.
W trakcie toczącego się procesu sądowego przesłuchanie świadków strony pozwanej ujawniło, że całość prac blacharsko-lakierniczych diler zleca podwykonawcy niemającemu autoryzacji Opla. Serwis Ligęza nie prowadzi żadnego nadzoru nad przebiegiem tych prac, dolicza jednak do ceny usługi swoją marżę. W efekcie koszt naprawy zostaje mocno zawyżony.
Przy wyborze autoryzowanego serwisu liczyłem na fachowe wykonanie naprawy blacharsko-lakierniczej, zgodnie z technologią Opla.
Użytkuję Opla Corsę 1.0 z 2004 roku. Jestem drugim właścicielem tego samochodu. W ciągu czterech lat konieczna była czterokrotna wymiana łańcucha rozrządu (raz do roku). W chwili obecnej ten element trzeba wymienić po raz kolejny. Autoryzowany diler Kaufman odmawia wykonania usługi, twierdząc, że należy wymienić pozostałe elementy napędu rozrządu na mój koszt. Nie zgadzam się z tym. Łańcuch ma 24-miesięczną gwarancję. Jeśli nie może być zamontowany bez nowego osprzętu, to gwarancja jest fikcją.
Marek Staworowski
W moim Oplu Corsie z 2006 roku notorycznie dochodzi do awarii dwumasowego koła zamachowego. Po raz pierwszy wymiana koła miała miejsce po przebiegu 34,2 tys. km. Następna interwencja serwisu z tego samego powodu konieczna była
w sierpniu 2007 roku. Samochód miał wówczas na liczniku przebieg 39,8 tys. km. Zaledwie 2 miesiące później (47 tys. km) trzeba było wymienić koło zamachowe po raz trzeci. W czerwcu tego roku serwis zamówił już po raz czwarty wadliwy element. Obecnie oczekuję na wymianę.
Ile razy można naprawiać Corsę z tego samego powodu? Może prościej byłoby wymienić samochód? Póki auto naprawiane jest na gwarancji, póty dyskomfort jest mniejszy. Ale gwarancja wkrótce się skończy. Co wówczas?