W półtorarocznej Fabii doszło do awarii mechanizmu różnicowego, polegającej na ścięciu zawleczek zabezpieczających sworzeń satelitów, w wyniku czego część ta wysunęła się i z czasem wytarła obudowę skrzyni biegów. Usterka ujawniła się, gdy doszło do wycieku oleju ze skrzyni. Po odholowaniu Skody do autoryzowanej stacji i demontażu skrzyni serwis odmówił naprawy gwarancyjnej, twierdząc, że to wina użytkownika. Powołałem rzeczoznawcę z PZM, który orzekł, że stan techniczny auta i jego podzespołów (opony, tarcze, sprzęgło, zawieszenie, podwozie, nadwozie) jest prawidłowy i świadczy o właściwej eksploatacji. Auto było serwisowane w ASO. Użytkuję już piątą Fabię i przebiegi do 200 tys. km nie robiły na nich żadnego wrażenia.
Od początku użytkowania Skody Fabii II zmagam się z głośno pracującą klimatyzacją. Przy przebiegu ok. 95 tys. km diler Polbis Auto z Olsztyna wymienił kompresor „klimy”. Niestety, problem wrócił tego samego dnia. Klimatyzacja przy temperaturze ustawionej powyżej minimum wydaje metaliczny dźwięk, dochodzący z prawej strony deski rozdzielczej. Auto użytkuję służbowo, spędzam więc w nim dużo czasu, a ten irytujący hałas jest męczący. Diler nie bagatelizuje moich uwag, ale nie może też nic poradzić. Telefoniczne rozmowy z działem reklamacji Skoda Auto Polska kończą się stwierdzeniem: „Proszę męczyć dilera”. Koledzy jeżdżący Fabiami z tego samego okresu mają identyczny problem.
Kupiłem w sklepie internetowym nowe felgi aluminiowe. Przyznaję, że do ich zakupu skłoniła mnie atrakcyjna cena. Nawet nie wiem, jaki jest producent obręczy. Natychmiast po ich założeniu wiedziałem, że coś jest nie tak – wyczuwalne było bicie na kierownicy. W serwisie opon dowiedziałem się, że dwie felgi są krzywe i nie nadają się do dalszej eksploatacji. Sprzedawca odmawia mi zwrotu pieniędzy za produkt niepełnowartościowy.
Do kwietnia 2010 roku byliśmy szczęśliwymi użytkownikami Skody Fabii 1.2/64 KM. Po przejechaniu 71 tys. km silnik naszego niespełna 4-letniego samochodu uległ poważnej awarii. Diagnoza brzmiała jak wyrok – trzeba go wymienić. Fabia była regularnie serwisowana w ASO. Po wymianie jednostki napędowej napisaliśmy do polskiego importera Skody pismo z prośbą o wyjaśnienie, dlaczego doszło do tak poważnego defektu. Odpowiedź specjalistów jest według nas infantylna. Słyszeliśmy, że te silniki mają wadę konstrukcyjną, do czego Skoda nie chce się przyznać.
W 7-miesięcznej Skodzie Fabii zaczęła schodzić farba ze zderzaków. Pomalowano je powtórnie w ASO Auto Wimar w Warszawie. Po miesiącu czynność trzeba było powtórzyć. Teraz przygotowuję się do 4. wizyty w lakierni!
Skoda na swojej stronie internetowej informuje, że "Gwarancja dożywotniej mobilności" (GDM) przyznawana jest na auta używane w przypadku wykonania przeglądu samochodu w ASO. Niestety, jest to wielkie oszustwo, o czym przekonałem się osobiście. Zleciłem wykonanie przeglądu mojej Fabii. Sądziłem, że otrzymałem GDM. Kiedy nastąpiła awaria i mój samochód w wyniku defektu cewki zapłonowej został odstawiony do warsztatu Skody, ze spokojnym sumieniem wynająłem auto zastępcze, za co niestety nie otrzymałem zwrotu pieniędzy, bo wykonujący przegląd autoryzowany serwis Skody nie wydał mi odpowiedniego znaczka.
Postanowiłem kupić używaną Skodę Fabię w komisie autoryzowanego dilera Skody POL-MOT w Warszawie. Wpłaciłem nawet zaliczkę w wysokości 11 tys. zł. Resztę kwoty (20,8 tys. zł) miałem pokryć z kredytu udzielonego przez jeden z banków. Podczas oczekiwania na dokumenty potrzebne do przerejestrowania Fabii pojawili się nowi klienci zainteresowani zakupem Skody. Zaczęli oglądać auto i skorzystali z jazdy próbnej.
Tablice rejestracyjne pożyczono z innego samochodu. Gdy spytałem, czy auto nie powinno mieć anteny, otrzymałem nieoryginalną o długości ok. 1 m. Firmowa z logo Skody ma długość 25 cm.
Zdziwiło mnie, że musiałem podpisać się pod klauzulą, iż nie będę zgłaszał żadnych roszczeń z powodu stanu samochodu. Taki zapis jest chyba niedozwolony w polskim prawie, czyż nie?
Pół roku temu kupiłem Skodę Fabię w salonie w Wejherowie. Po sześciu miesiącach użytkowania okazało się, że opony biją, więc udałem się do serwisu Skody. Uzyskałem informację, że ogumienie na tylnej osi jest uszkodzone - według pracowników ASO powodem była zła eksploatacja auta (zbyt mocne hamowanie). Nadmienię, że samochód wyposażono w ABS. Nie zgadzam się z diagnozą wejherowskiego serwisu Skody. Moją opinię podziela rzeczoznawca
- mam stosowną ekspertyzę.
Mam 4-miesięczną Skodę Fabię sedan. Przy prędkości ok. 95-110 km/h odczuwalne są drgania kierownicy. W czasie licznych wizyt w ASO Skody sprawdzono obie półosie wraz z przegubami i piasty obu kół (z łożyskami). Wymieniono nawet opony. Serwis twierdzi, w porozumieniu z importerem, że drgania mogą występować i że to normalne zjawisko. Po przekroczeniu ww. prędkości drgania ustępują. Są znacznie mniejsze, gdy Fabia przyspiesza, a nasilają się, gdy przy wspomnianej prędkości "wrzucam luz".
Pod koniec ubiegłego roku moja Skoda Fabia uległa wypadkowi. Sprawca kolizji był ubezpieczony w firmie Allianz. Odstawiłam samochód do autoryzowanego punktu obsługi Skoda Plichta w Wejherowie. Rzeczoznawca wycenił koszt naprawy na 2940 zł. W lutym 2008 roku otrzymałam decyzję firmy Allianz o przyznaniu odszkodowania, jednak w kwocie niższej o 1,5 tys. zł. Diler naprawił wszystkie szkody i żąda ode mnie zapłaty należności w kwocie 1,5 tys. zł. Usługa wykonywana była bezgotówkowo. Z jakiej racji zatem muszę dopłacać? Czy diler nie powinien dochodzić swoich należności od firmy ubezpieczeniowej?