Kupiłam Skodę Octavię II 2.0 TDI z 2008 roku z przebiegiem 172 tys. km. Auto, sprowadzone z Niemiec, nabyłam w polskim komisie. Co ważne, było cyklicznie serwisowane w ASO Skody w Niemczech. Po przejechaniu 180 km w trakcie jazdy zgasł silnik. W serwisie okazało się, że pękł wał korbowy i uszkodził głowicę.
W wyniku awarii cały silnik jest do wymiany. Samochód od miesiąca stoi w ASO Skody w Polsce. Rzeczoznawca orzekł, iż to wina materiału doprowadziła do kosztownej awarii silnika. Skoda nie poczuwa się do jakiejkolwiek odpowiedzialności, gdyż okres gwarancji już minął. Czy to normalne, żeby silnik (podobno jeden z lepszych na rynku) po przejechaniu 180 tys. km przestał działać? Czy serwisowanie auta w ASO nie ma żadnego znaczenia? Proszę o pomoc.
Użytkuję dwuletnią Skodę Octavię 1.4 TSI. Auto ma obecnie przebieg 42 tys. km. Gwarancja skończyła się w lutym br. W lipcu w serwisie Lelek w Gliwicach wymieniono w Octavii odpłatnie napinacz rozrządu. Dwa dni po naprawie usterka wystąpiła ponownie. Składałem reklamację dwukrotnie, ale serwis stwierdził, że naprawę wykonano poprawnie, według wytycznych Skody.
Zaproponowano mi odpłatną wymianę układu rozrządu. Moją Skodę Octavię wyposażono w łańcuch rozrządu, który powinien wytrzymać przebieg co najmniej kilkuset tysięcy kilometrów. Awaria, która wystąpiła, wynika z błędu konstrukcyjnego silnika. Volkswagen chwali się motorem 1.4 TSI, jednak według mnie powinien zorganizować akcję naprawczą tej jednostki.
W październiku 2010 roku kupiłem Skodę Octavię 1.8 TSI wyposażoną w dwusprzęgłową skrzynię DSG. Po przejechaniu zaledwie 100 km zauważyłem, że auto ściąga w prawo. Serwis stwierdził, że pojazd musi się dotrzeć. Kilometrów na liczniku przybywało, a Octavia nadal nie utrzymywała założonego toru jazdy. ASO wymieniła przekładnię kierowniczą, gumowo-metalowe elementy zawieszenia, ustawiła geometrię oraz wyważyła koła. Kierownik serwisu CRH Żagiel Auto w Lublinie stwierdził, że więcej nie może zrobić.
Samochód trafił wreszcie do importera, gdzie uznano, że Octavia 1.8 DSG ściąga, bo ten typ tak ma. Przed zakupem samochodu sprzedawca nie poinformował mnie o tej przypadłości. Rzeczoznawca oraz mechanicy Skody, którzy jeździli moją Octavią, zgodnie stwierdzili, że zachowuje się niepoprawnie.
Moja firma użytkuje samochody marki Skoda. Jednym z nich (Octavia Combi Elegance) jeżdżę osobiście. Auto jest jeszcze na gwarancji. Zgłosiłem w ASO problemy z radiem (wersja Stream). Zakwalifikowano je do wymiany. Jednakże ten model nie jest już dostępny i zaproponowano mi wariant Dance (przeznaczony do Fabii). Poinformowano mnie również, że radio Dance nie pokazuje wszystkich komunikatów (klimatyzacja, cofanie itp.) – w odróżnieniu od Stream. Importer przyznał na piśmie, że w radiu Dance nie będzie funkcjonowała wizualizacja temperatury ustawionej w urządzeniu Climatronic.
Odpowiedź taka świadczy jednoznacznie o tym, że radioodtwarzacz z CD po wymianie nie będzie działał tak samo jak wtedy, gdy był sprawny. W ASO dowiedziałem się, że dostępne są radia, które zapewniłyby taką samą funkcjonalność jak wersja Stream, ale niestety, kosztują więcej. Czy to jednak mój problem, że Skoda wycofała z oferty radio w wariancie Stream?
18 sierpnia 2010 roku firma, w której pracuję, zamówiła u dilera Auto-Perfect w Lesznie dwie Skody Octavie II Combi w wersji Ambiente. Specyfikacja wyposażenia obejmowała m.in. półautomatyczną klimatyzację Climatic i chłodzony przedni schowek. W połowie listopada 2010 roku Skoda wycofała z produkcji klimatyzację półautomatyczną, o czym poinformowała dilerów 2 miesiące temu. Sprzedawca zapomniał jednak powiadomić o tym naszą firmę.
Odebraliśmy Skody, jedną z klimatyzacją półautomatyczną i chłodzonym schowkiem, a drugą, wyprodukowaną pod koniec listopada, bez klimatyzacji półautomatycznej i chłodzonego schowka. Podczas spotkania mojego dyrektora ze sprzedawcą i właścicielem salonu padło stwierdzenie, że w momencie odbioru aut nie mieliśmy zastrzeżeń. Diler Skody umywa ręce i twierdzi, że wszystko jest OK. Uważam, że dostaliśmy jeden samochód niezgodny z zamówieniem. Gdyby poinformowano nas o tym w porę, moglibyśmy zamówić klimatyzację automatyczną.
Kupiłem na aukcji poleasingową Skodę Octavię 1.6 FSI. W książce przeglądów nie ma niestety wszystkich wpisów. O pomoc zwróciłem się do dilera Skody, lecz ten odmówił udzielenia informacji na temat Octavii. Skontaktowałem się więc w tej samej sprawie z importerem Skody w Polsce. Tutaj też nic nie wskórałem. To jakaś kpina, żeby w kraju, w którym nagminnie cofa się liczniki kilometrów, nie można było zapoznać się z historią auta.
9 lutego br. zepsuła się moja niespełna roczna Skoda Octavia II, którą jeździłem wraz z rodziną po Włoszech. Zdarzenie zgłosiłem w Skoda Assistance. Tego samego dnia wieczorem przyjechała laweta. Kierowca porozumiewał się tylko w języku włoskim. Poinformowałem Skodę, iż jestem na zimowym wypoczynku z rodziną i półrocznym dzieckiem.
Niestety, do Polski wróciłem z całą rodziną na własny koszt, gdyż auto zostało we Włoszech. 22 lutego otrzymałem SMS od Skoda Assistance, iż wymieniony został prędkościomierz, jednak powód awarii nie jest jeszcze znany – w tym celu potrzebne są dalsze testy. Trzy dni później przyszedł SMS o treści, iż Skoda we Włoszech rozpatruje, czy naprawa miała być wykonana na gwarancji, czy na mój koszt.
7 grudnia 2009 roku kierowca ubezpieczony w Link4 uszkodził mój samochód (Skoda Octavia). Tego samego dnia zgłosiłem szkodę pracownikom infolinii Link4.
Dopiero 10 dni później ubezpieczyciel wyraził zgodę na naprawę według kosztorysu serwisu. 5 stycznia samochód był gotowy do odbioru. Serwis nie wydał mi jednak samochodu, gdyż nie otrzymał z Link4 potwierdzenia wypłaty odszkodowania.
Ubezpieczyciel twierdzi, że stosowną decyzję wyda po otrzymaniu faktur za naprawę. Rozliczenie szkody dotarło do Link4 18 stycznia. Teraz dokumenty musi zweryfikować specjalista. Trwa to tydzień. Wynik analizy? Trzeba wykonać ekspertyzę naprawionego samochodu. Doszło do tego 27 stycznia. To jeszcze nie koniec biurokracji.
Specjalista ma 3 dni robocze na analizę końcową dokumentacji, następnie dział merytoryczny przez kolejne 3 dni robocze podejmuje ostateczną decyzję, a dopiero wtedy zarząd ma 5 dni na podpisanie stosownej decyzji. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, dokument o wypłacie odszkodowania otrzymam po 70 dniach od zgłoszenia szkody.
Jestem właścicielem Skody Octavii II z 2005 roku. Samochód od początku użytkowania nie sprawuje się właściwie. Serwis twierdzi, że nie umiem jeździć autem – non stop „przestawiam” zbieżność. Po ostatniej kontroli zbieżności (już nie w ASO) okazało się, że prawa strona samochodu jest przestawiona względem lewej.
Pod koniec maja tego roku kupiłem Skodę Octavię II 1.9 TDI z 2006 roku u dilera ASO Jacek Korczyk w Bielsku-Białej. Już w dniu zakupu po przejechaniu 25 km zapaliła się żółta kontrolka układu wspomagania kierownicy.
Następnego dnia w ASO Korczyk skasowano błąd. To jednak nie pomogło. Okazało się, że należy wymienić przekładnię kierowniczą. Nowa kosztuje 6 tys. zł, regenerowana - 4 tys. zł. Uważam,
że używane samochody sprzedawane przez p. Jacka Korczyka powinno się reklamować nie jako "sprawdzone", lecz jako "umyte". Standardy kontroli obowiązujące w programie "Sprawdzone auto" są chyba za niskie, skoro klient kilka dni po zakupie musi dołożyć do samochodu 6 tys. zł.