Trzy lata temu kupiłem Toyotę Corollę w topowej wersji Prestige. Auto jest częściowo sfinansowane ze środków PFRON. Niestety, trafił mi się felerny egzemplarz. Pierwszy problem pojawił się już podczas odbioru samochodu. Zaniżono wiek pojazdu prawie o 6 miesięcy.
W trakcie 2,5-letniego użytkowania Corolli jeździłem do ASO około 40 razy. W aucie zepsuły się m.in. 2 spryskiwacze reflektorów ksenonowych, 2 lampy ksenonowe, radio z CD i MP3, tylny czujnik parkowania, systemy: ABS, BA, EBD, VSC oraz układ bezkluczykowego dostępu do auta. Pojawiła się także nieszczelność dachu (zamoknięta podsufitka).
Nie wiem, jakie niespodzianki mnie czekają. Corolli nie mogę sprzedać jeszcze przez 2 lata, bo otrzymałem dofinansowanie z PFRON. Gwarancja producenta kończy się w sierpniu br. Prosiłem importera o nowy egzemplarz, ale zostałem odesłany z kwitkiem.
Toyota uważa, że z Corollą wszystko jest w porządku, gdyż serwis z lepszym lub gorszym skutkiem stara się usuwać zgłaszane usterki.
W numerze 42/2009 „Auto Świata” Redakcja zamieściła interwencję dotyczącą mojego samochodu – Corolli (3 miesiące po gwarancji urwał się zawór na czwartym cylindrze). Rzeczywiście, naprawa silnika została wykonana na koszt Toyoty, ale od tego momentu motor spala około 1,5 litra oleju na 3 tys. km. Niestety, dla importera jestem „niechcianym klientem”. Diler z Torunia zwodzi mnie od maja 2010 roku. W związku z tym wystąpiłem do Toyoty z pytaniem, co mam dalej zrobić z moją Corollą. Nie otrzymałem jednak odpowiedzi. Mam dość tego samochodu, a w zasadzie takiego traktowania – klient jest szanowany tylko do chwili, gdy zapłaci za auto.
Ubezpieczyłem Corollę w pakiecie minicasco w PZU. Według OWU odszkodowanie powinno być pomniejszone o 20 proc. Pięć miesięcy później włamano się do mojej Toyoty. Drzwi zostały uszkodzone w takim stopniu, że trzeba było je wymienić.
Postanowiłem usunąć szkodę bezgotówkowo, ponieważ zależało mi na szybkiej naprawie. Wybrałem serwis Toyota Bielany. Po kilku miesiącach po naprawie ASO zażądała dopłaty za usługę. Podczas wyceny szkody ani w chwili podpisywania pełnomocnictwa w PZU nikt mnie nie poinformował, że naprawa odbędzie się na innych warunkach niż zaproponowane przez PZU w kosztorysie – stąd niedopłata. Czy nie jest to próba wyłudzenia pieniędzy przez serwis Toyoty?
W maju br. kupiłem u dilera Toyoty w Chwaszczynie (Gdynia) używaną Toyotę Corollę. Według zapewnień sprzedawcy auto miało być sprawne technicznie. W drodze powrotnej do domu usłyszałem metaliczny dźwięk dochodzący z komory silnikowej. Okazało się, że trzeba wymienić kolektor ssący. Diler wiedział o tym. Wskazuje na to stosowna adnotacja na karcie przeglądowej, wpisana przez chwaszczyński serwis.
Zbigniew Boroński
25 sierpnia 2009 r. uległa awarii moja Toyota Corolla. Miało to miejsce 3 miesiące po upływie terminu gwarancji. Przez 3 lata przejechałem autem 52 tys. km, a wszystkie przeglądy wykonywałem w ASO.
Okazało się, że urwał się zawór na czwartym cylindrze w silniku. Koszt naprawy oszacowano na kilkanaście tysięcy złotych. Kupując Toyotę, nie spodziewałem się, że po 3 latach eksploatacji będę zmuszony remontować silnik, i to za takie pieniądze. Miałem nadzieję, że auta tej marki są bezawaryjne.
Sądziłem też, że japońska firma poczuje się odpowiedzialna za zaistniałą sytuację, jednak po upływie 27 dni dowiedziałem się, że producent udzieli mi jedynie 20 proc. rabatu na części. To niewiele przy tak kosztownej naprawie.
Od roku użytkuję Toyotę Corollę. Traf chciał, że brama wjazdowa uszkodziła drzwi samochodu. Corollę odstawiliśmy do serwisu Toyoty w Chwaszczynie k. Gdyni. Razem z pracownikiem obejrzeliśmy auto. Zwróciliśmy uwagę doradcy, że na szybach i karoserii jest wyczuwalna chropowatość. Taki nalot mają wszystkie auta parkujące w pobliżu stoczni. Problem ten jest znany serwisom w Trójmieście.
Po odbiorze auta z ASO okazało się, że wszystkie szyby
w Corolli (poza jedną) są gładkie, ale porysowane. Wyjątek dotyczył szyby
w uszkodzonych drzwiach, które naprawiono i zamontowano powtórnie. Taką opinię wydał rzeczoznawca. Co ciekawe, na fakturze wymienione są drzwi nowe, wycenione na 4444 zł. Nie wiem, w jaki sposób polerowane były szyby. Jedno jest pewne, że ktoś, kto to robił, nie miał o tym żadnego pojęcia.
Użytkuję Toyotę Corollę 1.4 D-4D ze stycznia 2005 roku Auto jest wyposażone w półautomatyczną skrzynię biegów MMT. Samochód sprowadzony był z Włoch jako bezwypadkowy. Włoski oddział Toyoty udzielił na Corollę 5-letniej gwarancji z ograniczeniem 160 tys. km.
W styczniu 2008 roku przy przebiegu 78 tys. km zgłaszałam w ASO problemy z klimatyzacją i skrzynią biegów. W marcu (już po gwarancji) poinformowałam ponownie o usterce przekładni - przestaje działać w trakcie jazdy, a żeby ją uruchomić, trzeba ponownie włączyć silnik.
W serwisie otrzymałam odpowiedź, że Corollę można naprawić na gwarancji jedynie we Włoszech.
W Polsce taka usługa kosztuje 10 tys. zł. Pracownik serwisu stwierdził, że skrzynie biegów w Corollach z 2005 roku nie były udane. Ponoć Toyota już dopracowała przekładnię MMT. Nie rozumiem, dlaczego mam płacić za błędy producenta.