Darmowe sprawdzenie VIN

Wprowadź Numer VIN
i sprawdź Historię Pojazdu

CENY PALIW
Pb95Pb98ONLPG
Najtaniej4.394.714.171.89
Średnio4.524.724.442.14
Najdrożej4.714.734.944.47

10 najczęstszych przekrętów. Szukasz używanego? Uważaj – szukają jelenia!

15 lis 10 12:12

Sprzedawcy używanych samochodów doszli do perfekcji w naciąganiu naiwnych klientów. Sposobów na bezpieczną sprzedaż aut w stanie przedzawałowym jest wiele, podobnie jak na przywracanie im, choćby na chwilę, ładnego wyglądu. Pojawiły się też sposoby na... wyciąganie zadatków i znikanie z pieniędzmi

Udostępnij
0
Skomentuj

Na pierwszy rzut oka rynek aut używanych nieco się cywilizuje. Pojawia się sporo komisów o wąskiej specjalności – np. auta poflotowe, o „czystej” historii. W wielu miejscach usłużni pracownicy na pytanie o powypadkową przeszłość samochodu wyciągają z kieszeni miernik i na naszych oczach sprawdzają, gdzie auto ma niefabryczny, grubszy lakier. Jest więc lepiej, jednak o wpadkę i kupno złomu na kółkach zamiast dobrego auta... chyba łatwiej niż kiedykolwiek. Tak samo jak łatwo jest po prostu o stratę pieniędzy.

Sposób pierwszy: szukaj mnie na Yahoo!

Towar jest pierwsza klasa, co widać po zdjęciach przy ogłoszeniu. Opis lakoniczny: pojazd (może to być zarówno samochód, jak i luksusowy motocykl) w idealnym stanie, zero wad, zadrapań, brak defektów mechanicznych. Zarejestrowany w Polsce. Cena: może nie superniska, podejrzana, ale na pewno atrakcyjna. Kontakt: mailowy. Bardzo często jest to adres na Yahoo.

Jak korzystnie sprzedać auto?

Co zrobić, żeby przyciągnąć uwagę potencjalnych klientów, radzimy, jak sprawić aby nasze auto przyciągało uwagę kupujących. Wystarczy kika prostych zabiegów aby samochód który chcemy sprzedać znowu wyglądał i jeździł niemal jak nowy?

Pytamy więc: gdzie można obejrzeć samochód? Odpowiedź przychodzi, o dziwo, w języku angielskim. „Samochód jest w wyśmienitym stanie, zero defektów. Jestem pierwszym właścicielem. Cena zawiera koszt dostawy. Polskie tablice rejestracyjne i papiery. Jesteś zainteresowany – pisz po angielsku”. Ponawiasz pytanie po angielsku: gdzie mogę obejrzeć auto?

Odpowiedź: „Auto jest w doskonałym stanie. Pracowałem przez rok w Polsce i tam kupiłem sobie ten samochód, ale teraz wróciłem do Londynu. Samochód nie jest mi tu potrzebny, szkoda żeby stał, więc sprzedaję. Nikt tu nie chce kupić auta z polskimi papierami, więc postanowiłem sprzedać je w Polsce. Cena atrakcyjna, bo chcę pozbyć się kłopotu”. Piszesz znów: jak mogę zobaczyć samochód? Odpowiedź: „Nie ma problemu, kolego. Warunki są następujące: wpłacasz 30 proc. kaucji, a ja wysyłam samochód. 70 proc. dopłacasz, jak auto ci się spodoba. Masz 5 dni, aby przetestować je i ewentualnie wycofać się z transakcji.

To chyba uczciwe? ”Albo: „Przyjadę nim do Polski. Chcę mieć jednak pewność, że traktujesz mnie poważnie. Wpłać 30 proc. ceny na konto w (...), prześlij potwierdzenie, a ja podejmę te pieniądze, gdy dogadamy się”. W obu wypadkach po wpłaceniu pieniędzy oszust znika. Możesz szukać go na... Yahoo! Jak go spłoszyć? Poproś go o skany polskich dokumentów, dostaniesz ze dwa listy w stylu „nie martw się, auto jest w idealnym stanie...”, aż w końcu zamilknie.

Sposób drugi: wabik

Większości z nas wydaje się, że wystarczy podjechać do innego miasta, aby ujrzeć zupełnie inną, lepszą ofertę używanych samochodów. Sprzedawcy o tym wiedzą, dlatego w internecie nie brakuje ofert przyciągających uwagę.

Przy niektórych wabikach na końcu długiego tekstu opisującego zalety samochodu albo gdzieś obok jest mała uwaga: „samochód sprzedany”. Łatwo ją przeoczyć, ale nawet jeśli żadnej uwagi nie ma, zawsze można powiedzieć: niestety, właśnie odjechał, ale mamy inny. Są i bezczelni sprzedawcy: „Kochany, jakbym miał Golfa TDI na placu, to bym w nim siedział i go pilnował, zamiast sprzedawać samochody”.

Tak czy inaczej: jeśli mamy jechać, aby obejrzeć jeden samochód, zwłaszcza stojący w komisie, nie warto. Zwróćmy też uwagę na jeszcze jeden trik: auta istniejące naprawdę, na zdjęciach mają założone ładne alufelgi i dobre opony. W rzeczywistości stoją na oponach przywiezionych ze złomu i zardzewiałych, nic nie wartych felgach stalowych. Ładne koła można dostać, ale trzeba za nie osobno zapłacić. Nie podoba ci się stan opon? „To nie jest nowy samochód!”.

Sposób trzeci: czyj to samochód?

Wśród właścicieli komisów samochodowych osób o krystalicznej uczciwości ze świecą szukać, ale wiadomo: jeśli kupię w komisie, to może i przepłacę, ale przynajmniej komis odpowiada za towar, który sprzedaje i jakby co, będę wiedział, kogo ścigać. Jedziesz więc obejrzeć auto, które stoi w komisie. Pracownik, owszem, ma kluczyki, chętnie auto otworzy i uruchomi, ale to nie jego samochód, tylko jakiegoś Roberta. On sam o aucie nic nie wie.

Chętnie da telefon do Roberta. Robert wszystko powie, to z nim trzeba się dogadywać. Tak, oczywiście, auto jest bezwypadkowe, sam Pan widzi. Coś stuka? No... może i stuka, ale nie mam pojęcia co, niech Pan sobie sam sprawdzi – może to jeden wtrysk? Kupisz auto stojące w komisie od prywatnej osoby i jeśli to silnik wydaje ostatnie stuki przed śmiercią, Robert – jako osoba prywatna – jest bezpieczny.

To sposób na „obejście” ustawy o sprzedaży konsumenckiej.

Sposób czwarty: razem oszczędzajmy na podatkach

„Czy wystawi Pan fakturę »po bożemu«, bo nie chcę mieć kłopotów ze skarbowym?”. „Jasne, nie ma sprawy. Muszę tylko spojrzeć w dokumenty, no wie Pan, za ile go mam na poprzedniej fakturze, chyba ze 34 tys., bo wie Pan, od zysku płacę podatek, ale na 34 to na pewno się da. 5-6 tys. różnicy to nie 15 tys., no nie?”.

Jeśli się zgodzisz i zapłacisz więcej niż jest na fakturze, to tak, jakbyś zrezygnował z ochrony prawnej, jaką daje klientowi komisu ustawa o sprzedaży konsumenckiej. Jeśli samochód okaże się złomem, będziesz oczywiście mógł go zwrócić. Nie ma sprawy. Dostaniesz zwrot pieniędzy na konto. Dokładnie tyle, ile zapłaciłeś – tzn. tyle, ile oficjalnie zapłaciłeś.

Sposób piąty: na miernik lakieru

W eleganckim komisie zajmującym się samochodami poflotowymi obok siebie stoją niemal identyczne, niestare, przyjemnie wyglądające auta, które młodość spędziły jako samochody służbowe.

Mają książki serwisowe, są zarejestrowane w Polsce. Chcesz niebieskiego Focusa kombi albo Opla Astrę – tu na pewno coś znajdziesz. Usłużny sprzedawca wyjdzie do ciebie z miernikiem lakieru i opisze stan auta – z grubsza. Warto położyć nacisk na „z grubsza”. Jeśli nie potrafisz sam ocenić stanu samochodu, nie polegaj na opisie: błotniki malowane, ale to przecież nic wielkiego, drzwi malowane, ale przecież wszystkie auta służbowe były przynajmniej raz zarysowane. Nic się nie dowiesz o aucie.

Choć statystyka to nie reguła, szkodowość we flotach jest ponadprzeciętna. Pomalowanych błotników nie warto bagatelizować, bo często pod spodem kryje się korozja i zniszczenie spowodowane poważnym „dzwonem”. Niski przebieg? Nie wszyscy (mówiąc delikatnie) zarządcy flot są uczciwi. Są tacy, którzy robią pierwszy, a potem co drugi przegląd u autoryzowanych dilerów, dzięki czemu przebiegi udokumentowane przez książki serwisowe są dwa razy niższe niż w rzeczywistości.

Zmieniać przebieg można wiele razy. Auta zmieniają stan licznika także na drodze pomiędzy aukcją poleasingową a placem sprzedaży. Wniosek? Czy kupujesz w komisie dilerskim czy od osoby prywatnej, nie rezygnuj z wizyty w warsztacie. Przed kupnem, oczywiście.

Sposób szósty: na zadatek - Jestem zdecydowany, chciałbym jednak jeszcze jutro podjechać do warsztatu, aby się upewnić. „Nie ma sprawy – chce Pan zarezerwować auto? Niech Pan wpłaci zadatek – 1500 zł, najwyżej go Panu zwrócimy”. Wizyta w warsztacie zwykle kończy się zmianą decyzji, bo auto nie jest takie, jak miało być. A zadatek... nie podlega zwrotowi, w przeciwieństwie do zaliczki. Znamy i takie przypadki, że autoryzowany diler (Peugeota) wziął zadatek, a do transakcji nie doszło, bo współpracujący z nim bank odmówił klientowi kredytu.

Doradca sprzedający auto (i kredyt) zapewniał, że problemu nie będzie. Ale zadatek, to zadatek – nie trzeba go zwracać. Dopiero namolność klienta w połączeniu z wysyłaniem listów do gazet sprawiły, że diler zwrócił pieniądze. A chodziło o naprawdę drobną sumę... Jaki na to sposób? Nie płać zadatków, nie płać też zaliczek! Jeśli okazja ucieknie, trudno, będzie nowa. Zwykle jednak nie ucieka, bo sprzedawcy też zależy, aby nam sprzedać.

Sposób siódmy: kręcenie liczników

Czy zawsze sprzedawcy zmieniają stan licznika? Nie, bo nie zawsze jest to potrzebne. Bardzo często jednak to robią, gdyż operacja jest banalnie łatwa, a klienci oczekują samochodów, które mają mniej niż 150 tys. km.

Samochody ze sfałszowanym przebiegiem sprzedawane są tak samo przez handlarzy spod ciemnej gwiazdy, jak i przez autoryzowanych dilerów, którym takie przekręty robić najłatwiej. Oczywiście, bardzo często niski stan licznika potwierdzony jest książką serwisową. Zrobić książeczkę – nic prostszego. Gotowe druki można kupić na Allegro.pl, a wlepkę da się wydrukować na domowej drukarence.

Jeśli auto przyjechało z zagranicy, tym trudniej przekręt zweryfikować – trzeba bowiem zwrócić się z pytaniem do zagranicznego serwisu, a ten nie ma obowiązku odpowiedzieć. Z autami zarejestrowanymi i serwisowanymi w Polsce jest łatwiej.

Podpowiadamy: w karcie pojazdu znajdziemy listę poprzednich właścicieli wraz z danymi adresowymi – zawsze można pofatygować się i zapytać listownie: „jaki przebieg miał samochód, zanim Pan go sprzedał?”. Problem pojawia się, gdy sprzedawca zgubił kartę i wyrobił nową.

Sposób ósmy: na wtórnik

Jak pozbyć się krępujących wpisów w karcie pojazdu – że np. auto było kiedyś taksówką, że miało instalację gazową, że było kiedyś samochodem firmowym? Zgubić ją! Wówczas ponosimy pewien wydatek, ponieważ aby wyrobić wtórnik, trzeba też wymienić dowód rejestracyjny i znaczki na tablicach, ale klient, któremu sprzedajemy samochód, jest odcięty od informacji.

W razie potrzeby kolejni właściciele mogą gubić karty pojazdu i całkiem zatrzeć ślady. Podpowiadamy: świeżo wydany dokument traktujmy z najwyższym podejrzeniem, nie wierzmy w roztargnienie sprzedawcy. Przy wyrabianiu wtórnika urząd wpisuje w dokument tylko aktualne dane.

Sposób dziewiąty: na wielu właścicieli

Czasem trudno uwierzyć, ile razy samochód zmienia właściciela w ciągu 2 miesięcy – np. pomiędzy aukcją poleasingową a miejscem sprzedaży docelowemu klientowi, czyli komisem. Czasem kilka razy. Samochód nie jest przerejestrowywany, dostajemy za to wraz z dokumentami plik faktur, które pozwalają odtworzyć historię auta i zarejestrować je.

To – z punktu widzenia prawa – legalne. Można auto dziś kupić, jutro sprzedać, choć nie można go w tak krótkim czasie przerejestrować. Niestety, w ten sposób zaciera się ślady różnych przestępstw, np. fałszowania książki serwisowej czy zmniejszania stanu licznika.

Jeśli nawet dojdziemy do tego, że taki fakt miał miejsce, nikt nie udowodni przestępstwa konkretnej osobie. Nikt więc nie poniesie odpowiedzialności karnej. Najgorsze, co grozi dilerowi, to zwrot gotówki. To jednak, jak już wspomniano, jest mało prawdopodobne, bo po pierwsze, często podpisujemy fakturę na niepełną kwotę, a po drugie, wpadka – np. spotkanie klienta z poprzednim użytkownikiem auta – to rzadkość.

Sposób dziesiąty: picowanie, zmiana kierownic, plastików

Warto przed sprzedażą auta dać nawet 1000 zł za porządne umycie go i odświeżenie, bo potem cena sprzedaży jest nawet o kilka tysięcy wyższa. Specjaliści od odmładzania aut nie są tani, ale skuteczni. Sprzedawcy często inwestują też w nowe obszycie kierownicy, wymianę plastików, które w niektórych modelach łatwo rysują się i odbarwiają.

Tylko partacze robią to tak, jak sprzedawca Passata, którego oglądaliśmy w jednym z warszawskich komisów: deska rozdzielcza była mokra od plaka, który pobrudził szyby, a nawet progi auta. Wszędzie plak, a plastiki zapyziałe jak wcześniej. Większość handlarzy robi to jednak tak przekonująco, że na pierwszy rzut oka nawet fachowiec da się oszukać.

Jakie masz prawa jako kupujący?

Masz duże prawa jako kupujący, bo polskie przepisy są dla sprzedawców bezwzględne. Warunek: nie możesz już na początku dać się złapać na jedną ze sztuczek, które są przez handlarzy stosowane na porządku dziennym.

1. Ustawa o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej oraz o zmianie Kodeksu cywilnego wprowadza termin „zgodność towaru z umową”. Przyjmuje się, że towar jest zgodny z umową, jeśli przez dwa lata od transakcji nie ujawnią się jego poważne wady. W przypadku towarów używanych strony mogą za porozumieniem skrócić ten termin do roku, ale nie bardziej. Skrócenie okresu odpowiedzialności sprzedawcy musi być wyraźnie ujęte na piśmie i nie może być żadnych niejsaności.

2. Aby kupujący mógł skutecznie domagać się czegokolwiek od sprzedawcy, wada musi być poważna. Jeśli auto było teoretycznie bezwypadkowe i okaże się, że miało malowany błotnik, wada może nie być uznana za wystarczająco poważną. Jednak już naruszenie konstrukcji, konsekwencje niedbale wykonanej naprawy blacharskiej – jak najbardziej.To samo dotyczy wyeksploatowanego silnika, którego naprawa lub kompletny remont pociągają za sobą znaczne koszty.

3. To, że sprzedawca o wadzie nie wiedział, nie zwalnia go z odpowiedzialności. Przepisy przyjmują, że jako profesjonalista zajmujący się sprzedażą aut powinien wiedzieć. Słowo „profesjonalista” jest ważne, ponieważ ochrona ustawowa dotyczy tych przypadków, gdy samochód kupiliśmy od firmy. Jeżeli kupiliśmy auto od osoby fizycznej, żadnej ochrony nie możemy oczekiwać. Prywatny sprzedawca nie odpowiada za stan samochodu, który sprzedaje, z wyjątkiem sytuacji, gdy dopuścił się oszustwa – np. przekręcenia licznika.

4. Poważną wadą są także wszelkie oszustwa maskujące rzeczywisty stan i wartość auta – np. zmiana stanu licznika czy podrobienie książki serwisowej.

5. W przypadku, gdy stwierdzimy poważną wadę auta, powinniśmy nie później niż w ciągu 2 miesięcy zgłosić ją sprzedawcy na piśmie. Telefony i uprzedzanie go o naszych roszczeniach nie mają sensu. Jeśli nie odpowie w ciągu 2 tygodni, w świetle prawa uznał nasze żądania.

6. Mamy prawo domagać się: odstąpienia od umowy, usunięcia wady lub obniżenia ceny. To sprzedawca wybiera, która opcja jest dla niego najkorzystniejsza.

Brak jazdy próbnej? To na lawetę i do warsztatu!

Czasem auto stoi na placu sprzedającego, nie mając ubezpieczenia. Jazda próbna jest więc niemożliwa. Co robić?

Zbadać inaczej! Jazda próbna nie jest tak niezbędna, jak ocena zrobiona przez dobrego mechanika w warsztacie. Jazda próbna często ma wręcz ograniczony sens. Handlarze mówią nawet, że warto dawać poprowadzić klientowi. Gdy już siedzimy za kierownicą auta, zwykle lepszego niż używane dotychczas, już czujemy się jego właścicielem. Zaś w warsztacie... nie trzeba jeździć, aby zobaczyć, czy podwozie jest całe, czy silnik pracuje zdrowo, czy nie puka koło dwumasowe, czy auto było rozbijane i lakierowane. To wszystko jest widoczne dla mechanika na postoju.

Na umowie ma być nazwisko prawdziwego sprzedawcy!

Kupujesz auto od handlarza? To kupuj od handlarza, a nie od poprzedniego właściciela, którego nazwisko figuruje w dokumentach, ale który pozbył się auta jakiś czas temu i już o tym nie pamięta. Aby zarejestrować samochód w Polsce, nie trzeba kupić go od osoby, na którą jest zarejestrowany. Jeśli sprzedawca ma faktury lub umowy potwierdzające zmiany właścicieli, na ich podstawie zarejestrujemy samochód. Jeśli jednak zgodzimy się, aby za prawdziwego handlarza podać jakiegoś Niemca, który sprzedał samochód pośrednikowi, automatycznie pozbywamy się możliwości zgłoszenia reklamacji. I narażamy fiskusa na szwank, a to może oznaczać dla nas kłopoty.

Auta, których nie ma

Sprzedawca tego samochodu ukradł czyjś profil na otomoto.pl. Samochód oferowany do sprzedaży przez anglojęzyczną osobę w rzeczywistości należał do kogoś innego.Sprzedawca zapewniał, że samochód sprzedaje wyłącznie dlatego, iż obecnie potrzebuje do pracy sedana, a szczęśliwiec, który go kupi ten „piękny samochód” nie będzie zawiedziony. Prosił o podanie nazwiska i adresu do przesyłki samochodu i o wpłatę depozytu w wysokości 30 proc. wartości auta. Reszty oczekiwał dopiero w 5 dni po dotarciu auta na miejsce – tyle czasu dał kupującemu, aby ten mógł podjąć ostateczną decyzję. Gdyby była negatywna, wpłacone pieniądze obiecywał zwrócić w całości.

Podobne oferty pojawiają się coraz częściej na otomoto.pl (i nie tylko tam), przy czym samo ogłoszenia są pisane po polsku i nie budzą raczej żadnych wątpliwości. Oszuści oferują motocykle, samochody osobowe, terenowe i quady, które akurat zabrali ze sobą za granicę, ale chętnie dostarczą je do Polski. Nigdy jednak auta nie można obejrzeć prze kupnem.

Uważaj, zanim kupisz

VW Passat, Golf i inne z silnikiem 2.0 TDI, szczególnie te z początku produkcji. Auta, ktore przyjeżdżają do Polski mają za sobą 150--200 tys. km przebiegu i w wielu przypadkach pierwszeobjawy usterek.Nowy nabywca ma w perspektywie: naprawę zespołu sprzęgła z kołem dwumasowym, naprawę turbosprężarki, wymianę głowicy silnika, remont zawieszenia. Nie zrekompensuje mu tego niskie spalanie na trasie! Lepsza opcja: 1.9 TDI, ale też nie całkiem pewna. Ponadto: w Passatach sypie się przekładnia kierownicza. To wszystko nie są tanie rzeczy – sama wymiana głowicy (często nie da się naprawić!) kosztuje nawet 10 tys. zł!

Fiat Punto/Alfa Romeo Selespeed (a także inne auta z przekładnią manualną zautomatyzowaną). Korzyść z takiej przekładni tym mniejsza, im słabszy silnik. O dobrych osiągach lepiej zapomnieć. Przyjemność z jazdy jest żadna. Usterka w kilkuletnim samochodzie – bardzo prawdopodobna, naprawa – bardzo droga.

Opel Corsa C Easytronic. Auto samo zmienia biegi – zupełnie jak Fiat lub Alfa Romeo z przekładnią Selespeed. Sama przyjemność? Niezupełnie. Bowiem w skrzyniach tych psują się sterowniki, a wraz z nimi sprzęgło i kilka detali. Często wszystko naraz. Autoryzowane serwisy proponują naprawę za... prawie 10 tys. zł, co niemal dorównuje wartości auta lub ją przekracza. Jeśli potrafimy znaleźć fachowca, zrobi to taniej, ale i tak 3 tys. zł może „pęknąć”. Lepiej wybrać auto z normalną przekładnią.

Mercedes W211. W pierwszych wersjach notorycznie „padają” automatyczne skrzynie biegów, elektronika, czasem hamulce, problemem jest korozja. Nissan Micra. Zdarzają się niespodzianki, jak uszkodzenie elektrycznego wspomagania kierownicy zintegrowanego z przekładnią. Rachunki za naprawę w ASO są wielotysięczne, nie zawsze da się uszkodzone wspomaganie zregenerować.

Ford Mondeo. Rdzewieje jak mało który samochód. Na rynku jest wiele naprawdę bezwypadkowych aut, która mają drzwi, klapy i progi zaatakowane korozją perforacyjną.

Peugeot 307. W samochodach z silnikami Diesla (szczególnie starsze wersje) problemem jest trwałość zespołu sprzęgła i koła dwumasowego. Ponadto nie są rzadkością problemy z elektroniką (szczególnie w dieslach, ale nie tylko) i kłopoty z notorycznie przepalającymi się żarówkami przednich i tylnych świateł.

Audi/VW Multitronic. Przekładnia Multitronic (nie mylić z Tiptronikiem) działa wyjątkowo płynnie. Choć wydaje się, że zmienia biegi, tak naprawdę jest to bezstopniowa przekładnia CVT z zaprogramowanymi pozycjami, dzięki czemu udaje ona zwykłą skrzynię automatyczną. Działa to, jak powiedziano, świetnie, ale do czasu. Prawie każdy Multitronic albo już się zepsuł, albo dopiero się zepsuje. Uwaga: ceny napraw mają co najmniej 4 cyfry!

Poleć
Udostępnij
0

Przeczytaj również:

gazeta
W tym tygodniu w sprzedaży: A w nim: Wskazujemy auta, które nie są odporne na korozję oraz co psuje się w elektronice samochodów. Sprawdzamy też kto produkuje trwalsze diesle, BMW czy VW? Oceniamy czy warto założyć instalację LPG i czy opłaca się regenerować amortyzatory ze zmiennym tłumieniem.

Z kategoriiZobacz więcej »

Pokaż więcej

10 najczęstszych przekrętów. Szukasz używanego? Uważaj – szukają jelenia! (slajd 1 z 7)

Reklamy
Koniec bloku reklamowego