Strona główna » Raporty

Zobacz która gwarancja jest najlepsza! Czyli - Jaka jakość aut, takie i gwarancje

gwarancja, gwarancja na auto, warunki gwarancji, gwarancja na samochód
Podczas gdy niektóre firmy zastanawiają się, czy przedłużyć gwarancję na auta do 3 lat i czy to nie za duży ciężar, inni mają gotową odpowiedź
Następne zdjęcie
Podczas gdy niektóre firmy zastanawiają się, czy przedłużyć gwarancję na auta do 3 lat i czy to nie za duży ciężar, inni mają gotową odpowiedź

Podczas gdy niektóre firmy zastanawiają się, czy przedłużyć gwarancję na auta do 3 lat i czy to nie za duży ciężar, inni mają gotową odpowiedź

Dwuletnia gwarancja na nowy samochód to żadna łaska. Nawet gdyby jej wcale nie udzielano, klient z zepsutym autem nie byłby pozostawiony samemu sobie, ponieważ przepisy każą sprzedawcy naprawiać lub wymieniać wadliwą rzecz w ciągu 2 lat od kupna. Producenci samochodów dają jednak gwarancję, gdyż jest to korzystne dla obu stron: dla producenta, bo tryb wykonania obowiązkowych świadczeń (naprawiania na własny koszt pojazdów, które z natury są awaryjne) precyzuje w sposób dla siebie wygodny, a dla klienta, bo ma zagwarantowane czarno na białym, że bezpłatna naprawa się należy i po pomoc może się zwrócić nie tylko do sprzedawcy, lecz także do dowolnego salonu marki. Gorzej, że mało który nabywca czyta warunki tej umowy, które, dodajmy, często rozczarowują.

Coraz więcej producentów chce przekonać potencjalnych klientów o wysokiej jakości swoich produktów, dlatego udziela dłuższej niż jest to wymuszone przepisami, 3-letniej gwarancji. Taka oferta przekonała już niejednego do kupna samochodu tej, a nie innej marki. Słusznie, bo choć korzystanie z długiej gwarancji kosztuje (trzeba używać oryginalnych materiałów eksploatacyjnych, przestrzegać interwałów serwisowych i „książkowo” dbać o auto oraz za wiele rzeczy płacić), to jednak unikamy ryzyka poniesienia kosztów nagłej usterki. Tą bronią postanowiła zawalczyć Kia: zaproponowała 7-letnią gwarancję na całe auto. Wprawdzie jej warunki mają kilka wyłączeń, ale... jest ich mniej niż w niejednej gwarancji 2-letniej!

W przypadku większości marek ochronę można przedłużyć za opłatą – tak przynajmniej głoszą reklamy. Gdybyśmy jednak szczegółowo wczytali się w warunki, okazałoby się, że najczęściej dokupiona ochrona serwisowa nie ma wiele wspólnego z gwarancją. W większości przypadków są to po prostu ubezpieczenia od usterki. Czy to różnica? Tak, i to spora! Rzecz w tym, że w przypadku gwarancji organizatorem, płatnikiem i wykonawcą naprawy jest producent auta lub jego przedstawiciel. W przypadku ubezpieczenia od usterki za naprawę płaci ubezpieczyciel, ale jeśli tego nie zrobi, naprawa nie zostanie wykonana albo trzeba jej koszt pokryć samemu. Ubezpieczenie od usterki – jak każda polisa – zawiera duży katalog wyłączeń, które mają sprawić, że statystycznie koszt asekuracji jest większy niż świadczenia, jakie możemy otrzymać z jej tytułu. Zwykła, pełnowartościowa gwarancja oznacza, że jeśli zepsuje się silnik, to bez znaczenia jest, co się stało – gwarant naprawia.

 A ubezpieczyciel? Szczegółowo wymienia w umowie, które elementy i jakiego rodzaju usterki podlegają tej „gwarancji”, a które nie. Dowiemy się więc, że np. awaria głowicy silnika (droga rzecz!) podlega bezpłatnej naprawie, ale np. z wyjątkiem sytuacji, gdy dojdzie do jej przegrzania lub pęknięcia. Innymi słowy: zapłacą za usunięcie tylko tych usterek, do których raczej nie dojdzie. Jeśli mamy do wyboru kilka wariantów o różnym zakresie ochrony, z reguły w miarę sensowna jest tylko opcja najdroższa. Na cenę takiego ubezpieczenia decydujący wpływ ma ryzyko. Statystycznie, kupując ubezpieczenie, zapłacimy więcej niż za serwisowanie samochodu na własną rękę.

Niektóre firmy mają jednak zupełnie inną ofertę. Decydując się np. na pakiet serwisowy proponowany nabywcom BMW, płacimy z góry za wszelkie rutynowe czynności serwisowe. Pakiety ograniczone są czasem i przebiegiem – najdroższe trwają najdłużej 6 lat i 200 tys. km. W tym czasie gwarantujemy autu darmową (czytaj: opłaconą wcześniej) wymianę oleju, klocków, sprzęgła oraz bezpłatne naprawy. Jedyny kłopot to cena: pakiet Ultimate na 6 lat i 200 tys. km dla BMW 3 kosztuje nawet 35 tys. zł, a w przypadku „siódemki” – aż 55 tys. zł. To dużo, ale być może i tak mniej, niż zapłacilibyśmy w sumie przez ten czas za obsługę samochodu.

Jeśli chodzi o gwarancję producenta, to wprawdzie daje ona poczucie bezpieczeństwa, jednak często ma ona pełno luk. Firmy uchylają się od bezpłatnego naprawiania tzw. elementów eksploatacyjnych, co nie dziwiłoby, gdyby nie  zadziwiająco szeroki w wielu wypadkach katalog wyłączeń. Można zrozumieć, że gwarancji nie podlega zużycie klocków hamulcowych i tarcz, bo te bardzo łatwo zniszczyć przez nieuważną eksploatację. Ale dlaczego gwarancja nie obejmuje pasków alternatora, pompy wodnej i klimatyzacji w Nissanie, Mitsubishi i innych markach? Czemu Subaru nie daje gwarancji na układy wydechowe? Czyżby z powodu tego, że rdzewieją? Jaki wpływ na awarie tych elementów ma użytkownik? Albo dlaczego firmy kwalifikują dwumasowe koła zamachowe w dieslach jako części eksploatacyjne, niepodlegające bezpłatnej naprawie, skoro są to zwykłe części mechaniczne? Dlaczego w przypadku problemu z oponami wielu producentów odsyła właścicieli aut do firm oponiarskich, choć uszkodzenia opon często wynikają z wady zawieszenia, co producent ogumienia łatwo stwierdzi i odeśle skarżącego się klienta z kwitkiem? Odpowiedź jest prosta: bo tak jest taniej!

Szybki kredyt samochodowy w Santander Consumer Bank

Maciej Brzeziński | 18.01.2010
| |
Dodaj do teczki

Partnerzy

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu


Allegro.pl otoDom.pl otoWakacje.pl otoPraca.pl platnosci Ceneo.pl cokupic.pl paygsm.pl