Q nie miał tyle roboty od czasu „Tomorrow never dies”. Dział personalizacji Aston Martina, nazywany na cześć twórcy wszystkich gadgetów Jamesa Bonda, właśnie wypuścił do sieci informacje o kolejnym projekcie. Już drugim w ciągu tego miesiąca.

Kilka dni temu pojawiły się zdjęcia modelu Vantage w wersji Red Bull. Dziś przyszedł czas na DB11. O ile Vantage z V12, któremu Red Bull dodaje skrzydeł, nie rzuca się specjalnie w oczy, tak o DB11 nie możemy powiedzieć tego samego.

Od teraz niebieski kolor będzie wam się śnić po nocach i niekoniecznie będą to same miłe sny. Zaffre Blue jest wszędzie, dosłownie. Niebieskie nadwozie, niebieskie wstawki w fotelach i w panelach drzwi oraz niebieskie szwy na desce rozdzielczej. Nawet felgi są w niebieskim kolorze. W środku to co nie posiada szafirowej barwy jest wykonane z czarnej skóry lub karbonu. Podobnie z zewnątrz - karbonowy spliter, lusterka i dyfuzor.

Na przekór fanom bondowskich gadgetów, Q skupił się tylko na stylistyce. Na próżno więc szukać katapulty, wyrzutni rakiet czy nawet lodówki z szampanem w podłokietniku. Pod maską również bez zmian. Do napędu DB11 posłuży 600-konne V12 z napędem na tylną oś.

Ale czas wyjaśnić czym tak naprawdę jest Q. „Q by Aston Martin” to nowo utworzony dział personalizowania samochodów. Każdy, bez wyjątku, może samemu zaprojektować samochód według własnego „widzimisię”. Oczywiście taka ekstrawagancja ma swoją cenę, którą zapewne poznamy podczas oficjalnej prezentacji na Geneva Motor Show w marcu. „Jedynym ograniczeniem jest Twoja wyobraźnia, każdy nowy projekt zaczyna się od pustej kartki papieru” - mów szef Q, dr Matthew Bennett.

Brzmi to bardzo ciekawie, ale też trochę niepokojąco. Do tej pory,Aston był podkreśleniem statusu eleganckiego gentleman'a, nierzucającego się w oczy, ale znającego się na rzeczy. Co będzie teraz? Czy odważne projekty bogatych klientów nie zniszczą statusu tej wspaniałej marki, która do niedawna miała nóż na gardle? Zapraszam do dyskusji.