Zwykłe samochody mają kluczyk: w formie pilota, scyzoryka. W Porsche starają się bardziej i nadają mu nawet kształt sylwetki nadwozia. Astony nie mają kluczyka. Ciężka metalowo-szklana kostka, którą się otwiera i uruchamia auto, określana jest jako Emotion Control Unit – jednostka kontroli emocji.

Zawsze sobie ceniłem brytyjskie poczucie humoru, a akurat trzymanie w dłoni ECU do testowego Astona N430 nie pomaga mi w opanowaniu emocji. Widzę, że poprzedni dziennikarze także mieli z tym problem – szkiełko nosi drobne ślady upadku. Zafascynowany precyzją wykonania masywnej kostki ostrożnie obracam ją w dłoniach. Inni producenci mianem ECU zwykli nazywać komputer sterujący pracą silnika. Aston rozwinął ten skrót na swój sposób. Wspaniały kluczyk to istotnie tylko miły początek doznań.

Aston Martin Vantage jest sprzedawany już od blisko 10 lat. Jego linia to ostatnie dzieło Henrika Fiskera, zanim odszedł z Astona, żeby produkować auta pod własnym nazwiskiem. Jak pokazał czas, lepszy okazał się w designie niż prowadzeniu biznesu. Fiskery Karmy już nie są produkowane, podczas gdy najmniejszy z Astonów wciąż zachwyca i jest w sprzedaży.

Zgoda, wersja N430 stanowi poniekąd próbę zwrócenia uwagi na model, któremu trudno już bić się z najnowszymi sportowcami o superlatywy. Na rynku są szybsze i mocniejsze samochody. Tyle że Astona nie kupuje się po to, by licytować się z kolegami w knajpie na liczby. Wstawienie sobie Vantage’a do garażu jest raczej podyktowane sercem niż potrzebą posiadania auta „mocnego w liczbach”.

N430 to wersja hołdująca wyścigowemu zaangażowaniu Astona, a w szczególności – sukcesom w wyścigach długodystansowych na Nürburgringu. Ten tor to naturalne środowisko Vantage’a – tu testowano prototypy. Z kolei kolorystyka naszego egzemplarza (jedna z 5 dostępnych w N430) przypomina lakierowanie historycznych bolidów, które pod koniec lat 50. XX wieku triumfowały w swej klasie w 24-godzinnym wyścigu Le Mans, a także zwycięskiego DBR9 z 2007 r. Sam Aston określa charakterystyczne żółte obramowanie grilla jako lipstick – szminka.

Jednak „umalowane usta” jedynie podkreślają główne ogniwo łączące N430 z wyścigówkami: 4,7-litrowe V8 z suchą miską olejową jest niemal identyczne z tym, które napędza wyczynowe egzemplarze. Władanie nim to istna rozkosz dla zmysłów. Zaczyna się od uruchomienia wspomnianym już ECU. Wkłada się go do umieszczonej wysoko na desce rozdzielczej szklanej szczeliny i dociska. Na wyświetlaczu pojawia się napis Pure Aston Martin i rozlega (so)czysty ryk. Tak, to „wolny ssak” i jak wiele innych z tego gatunku jest zagrożony wyginięciem. Aston już podpisał kontrakt z Mercedesem-AMG na dostawę silników 4.0 biturbo, które trafią do modelu nowej generacji.

Być może wtedy zniknie też z oferty wspaniała ręczna skrzynia. Sprzęgło chodzi z dużym oporem. Poruszenie masywnego lewarka z precyzyjnym krótkim skokiem też wymaga znacznej siły. Za kierownicą z grubym wieńcem obszytym alcantarą masz szowinistyczne skojarzenia – w tym aucie czujesz się jak facet. Filigranowym, wąskim pedałem gazu (też jest „oporny”) panuję nad posłusznymi 436 KM, czyli mniej więcej taką mocą, jaką ma szybsze BMW M4. Subiektywnie jednak odnoszę wrażenie, że Aston jest mocniejszy.

Na mokrej nawierzchni zapewnia zadziwiająco dobrą trakcję, nie muszę się kurczowo trzymać niskich obrotów. Nieco gorzej dogaduję się z układem kierowniczym, na który nałożono zbyt gruby filtr informacji zwrotnych. Momentami zwalniam, żeby nacieszyć oczy detalami wnętrza. Czuć tu ręczną robotę, zamiłowanie do detalu, zapach skóry i... chyba kleju? To też wizytówka Astona – przecież to wyrób manufaktury.

Przejażdżka niestety nie jest długa. Po zatrzymaniu auta wyłączam silnik, kluczyk wysuwa się ze szczeliny. Mam wrażenie, jakbym chował do kieszeni cząstkę tego wozu. I czuję, że nadal włada on moimi emocjami.

Moim zdaniem

Vantage N430 subiektywnie dostarcza głębszych doznań, niż sugerują to osiągi na papierze. Moc oddaje z brytyjską godnością, choć w głębi duszy to potężny muscle car. Fenomenalne jest zestawienie wolnossącego silnika z ręczną skrzynią biegów. Niewiele firm oferuje dziś takie połączenie. A jeszcze mniej jest takich, które potrafią tak wspaniale dopracować detale.