Captiva na rynku jest już od 4 lat, a od wiosny przyszłego roku pojawi się model po liftingu. Zanim to nastąpi, Chevrolet zaaplikował autu dwie nowości multimedialne: nawigację oraz kamerę cofania.

Patrząc na potężną karoserię Captivy, od razu można się spodziewać, że mamy do czynienia z przestronnym SUV-em. I tak jest w istocie. Bez trudu zmieszczą się w niej wysocy pasażerowie. Pod warunkiem jednak, że nie będą chcieli zająć miejsc w trzecim rzędzie foteli. Podróżowanie odbywa się na niemal płaskich siedzeniach i będzie to denerwowało przede wszystkim w trakcie szybkiego pokonywania zakrętów – brak podparcia z boku jest wtedy bardziej odczuwalny. Cieszyć może natomiast dobra widoczność. Podczas manewrowania do tyłu pomocą służy dodatkowo kamera z kolorowym ekranem. Ten sam wyświetlacz pokazuje obraz z nawigacji.

Testowany egzemplarz to mocniejszy z diesli oferowanych w Captivie (słabszy ma 127 KM). Moc 150 KM nie robi wrażenia w dużym i ciężkim SUV-ie, ale trzeba przyznać, że zapewnia autu wystarczające osiągi. Oczywiście, o wgniataniu w oparcia podczas startu spod świateł nie ma mowy, ale uzyskiwane przyspieszenia wystarczą do tego, żeby sprawnie przemieszczać się w mieście oraz na trasie. Powody do zadowolenia daje również cicha praca jednostki napędowej oraz działanie skrzyni biegów – wszystkie przełożenia włącza się precyzyjnie. Mniej korzystnie kształtuje się niestety zużycie paliwa. W czasie testu samochód potrzebował nawet o dwa litry na 100 km więcej, niż obiecuje producent.

Konstruktorzy projektujący Captivę brali pod uwagę przede wszystkim względy komfortu. Miękkie zawieszenie sprawia, że samochód płynnie pokonuje wyboje. Jednak taka charakterystyka układu jezdnego nie sprzyja dynamicznemu przemykaniu krętymi odcinkami dróg. Na łukach nadwozie kołysze się niczym łódka na wodzie. W opanowaniu pojazdu przeszkadza dodatkowo układ kierowniczy, o którego precyzji praktycznie nie może być mowy, a zbyt silne wspomaganie utrudnia utrzymanie kierunku na wprost.

Cena jest atrakcyjna, a wyposażenie – bogate. Do pełni szczęścia brakuje tylko reflektorów ksenonowych, których nie można mieć nawet za dopłatą.