Pan Andrzej z Poznania jechał swoim Volkswagenem zgodnie z przepisami. Gdy przejeżdżał obok kilkunastu prostopadle zaparkowanych aut, jedno z nich nagle włączyło kierunkowskaz i natychmiast wyjechało na jezdnię! Kierujący Golfem próbował uniknąć kolizji i prawie mu się udało.

Przy czym „prawie” czyni istotną różnicę, bo wyjeżdżający z miejsca parkingowego Fiat otarł się o jadącego jezdnią Volkswagena, zostawiając ślady na drzwiach i błotnikach, a nawet zderzaku. Niby szkoda niewielka, ale posiadacz Golfa bardzo o niego dbał, a teraz nie będzie już mógł powiedzieć, że jego auto nigdy nie przeszło naprawy blacharskiej. Czy można było uniknąć tego zdarzenia?

Owszem, ale inicjatywa musiałaby leżeć po stronie sprawcy, czyli kierowcy Punto. Wystarczy, że wyjechałby on na jezdnię dwuetapowo. Pierwszy etap to włączenie kierunkowskazu i delikatne wysunięcie się, o mniej więcej pół metra. Po tej czynności trzeba chwilę odczekać – np. licząc do trzech – aby kierowcy jadący jezdnią mieli czas na reakcję, czyli zahamowanie lub ominięcie.

W drugim etapie manewru kierowca Fiata mógłby wyjechać bezpiecznie na jezdnię, ponieważ wcześniej ostrzegł kierowców nadjeżdżających pojazdów o tym, co zamierza zrobić i dał im czas na przygotowanie się do tego.

Nie zapominajmy jednak, iż są sytuacje, w których widoczność jest tak ograniczona, że jedynym sposobem na bezpieczny wyjazd z prostopadłego miejsca parkingowego jest zaangażowanie obserwatora, który ostrzeże kierowców nadjeżdżających aut i da znak kierowcy włączającemu się do ruchu, że może wyjechać na jezdnię.