W skrócie

Właściciele nowych, eleganckich aut muszą być wyjątkowo zabiegani i rozkojarzeni. Wygląda bowiem na to, że notorycznie gubią kluczyki i regularnie trzeba im pomagać dostać się do aut. Bo jak inaczej wytłumaczyć olbrzymi ruch w branży awaryjnego otwierania zamków samochodowych?

Zwykle tuż po pojawieniu się na rynku nowego modelu specjalistyczne firmy informują, że już mają w swojej ofercie narzędzia pozwalające z łatwością sforsować jego zamki. Co ciekawe, najwyraźniej najczęściej muszą się gubić kluczyki do drogich i chodliwych modeli.

Wygląda też na to, że stosowane przez producentów zabezpieczenia antykradzieżowe są bardzo zawodne i uniemożliwiają prawowitym użytkownikom uruchomienie silnika - również w takich przypadkach wyspecjalizowani dostawcy potrafią pomóc w zasadzie od ręki. Immobilizery z miliardami kombinacji? Ich pokonanie to dla dobrze wyposażonych fachowców kwestia sekund, a najwyżej minut.

Firmy, które działają w tej branży, stanowczo odżegnują się od jakichkolwiek powiązań ze światem przestępczym, choć oferowane przez nie urządzenia sprawiają, że otwarcie i uruchomienie zamkniętego auta nie zajmuje dużo dłużej niż znalezienie kluczyków w kieszeni. Oczywiście, oficjalnie wszystkie te „zabawki” są sprzedawane wyłącznie certyfikowanym serwisom.

Niedawno w podwarszawskim Ożarowie Mazowieckim odbyło się międzynarodowe spotkanie tej branży – targi Interkey Service 2014. Organizatorzy twierdzą, że we wcześniejszych edycjach tej imprezy uczestniczyli goście z aż 50 krajów.

Targi te są „okazją do zapoznania się z najnowszymi technologiami i rozwiązaniami w ciągle rozwijającej się branży, w której nie można sobie pozwolić na chwilę zastoju” – jak przeczytaliśmy na ich oficjalnej stronie. Jak to na imprezie branżowej, poza stoiskami wystawców odbywały się liczne seminaria. Jakie? W poszczególnych salach prowadzono szkolenia z otwierania aut marek BMW, Mercedes, grupy Volkswagena, a nawet aut francuskich czy Fiatów.

Jak otworzyć np. najnowsze BMW serii 7?

Tego uczył uczestników imprezy Fernando Romero, Kolumbijczyk pracujący dla brytyjskiej firmy Keyprint. Na targach można było kupić od razu odpowiednie narzędzie i to całkiem niedrogo, za jedyne 50 euro, choć posługiwanie się nim wymaga sporej wprawy.

Na pytanie zadane przez dziennikarza, czy wie, kim są słuchacze jego wykładów, stwierdził: Jeśli ktoś zadaje dziwne pytania, to ja go pytam – co tutaj robisz? W najgorszym wypadku, jeśli uznam, że ma złe zamiary, wyrzucam go z zajęć. To jesteśmy spokojni!

Zresztą oferowane przez niego narzędzia to przy zestawach sprzedawanych przez libańską firmę Simon Touch zaledwie niegroźne zabawki. Macie nowe auto i dopłaciliście za wygodny system bezkluczykowy?

Firma, która oczywiście również wystawiała się na podwarszawskich targach, ma w swojej ofercie zestaw, który – oficjalnie – został przygotowany z myślą m.in. o tajnych służbach. Składa się on z dwóch niepozornych teczek. Wystarczy, że jeden, dajmy na to funkcjonariusz uprawnionych służb, zbliży się z taką teczką do osoby mającej w kieszeni bezprzewodowy kluczyk lub kartę, a w tym samym czasie drugi będzie stał ze swoją teczką przy pasującym do kluczyka aucie.

Programowanie kluczyków to fascynujący temat wykładu

Ponieważ kluczyki bezprzewodowe ciągle emitują sygnał, odbiornik w jednej z teczek może go odczytać i bez jakichkowiek zniekształceń przekazać do drugiej, odległej nawet o ok. pół kilometra teczki, która odbierze go i wyemituje, działając zupełnie jak oryginalny kluczyk. Łatwo, szybko i bez śladów! Producent na swojej stronie internetowej twierdzi, że urządzenie działa ze wszystkim autami z systemem Keyless-go, a nawet będzie kompatybilne z rozwiązaniami, które dopiero się pojawią i będą pracowały na zupełnie innych niż dotychczas częstotliwościach.

Co ciekawe, choć firma wystawiała się na podwarszawskich targach, to na jej stoisku dziennikarzom nie udało się obejrzeć tego zestawu – podobno nie był jeszcze wystarczająco dopracowany. Tymczasem na stronie internetowej producent zapewnia, że jest gotowy zaprezentować działanie systemu na dowolnym aucie i w dowolnym miejscu. O prezentacjach dla prasy rzeczywiście nie ma tam ani słowa. W tym biznesie nadmierna sława nie jest pożądana.

Specjalistyczny sprzęt do pokonywania zabezpieczeń antykradzieżowych jest już tak doskonały, że czasem... boją się go nawet przedstawiciele firm, które prowadzą legalną i oficjalną działalność – np. serwisów ślusarskich czy pogotowi zamkowych. Szef jednej z większych tego typu firm w Polsce przyznał się nam, że celowo nie kupuje najnowszych zestawów, które ułatwiłyby pracę zatrudnianym przez niego fachowcom.

Ten sprzęt jest zbyt skuteczny, za łatwy w użyciu, za szybki i nie zostawia żadnych śladów. Mam zaufanie do moich pracowników, ale nie chciałbym wystawiać ich na takie pokusy. Gdybym kupił taki sprzęt, musiałbym stale pilnować go i zamykać, bo bałbym się, że któryś z moich podwładnych postanowi po godzinach sobie trochę dorobić. Niby są uczciwi, niekarani i sprawdzeni, ale z drugiej strony, pokusa, żeby przejechać się bezkarnie dowolnym autem wziętym z ulicy, może podziałać na wyobraźnię. To tylko ludzie!

Do rozbrojenia fabrycznych elektronicznych systemów zabezpieczeń nie potrzeba wcale specjalistycznego „złodziejskiego” sprzętu

Bardzo często wystarczy zaawansowany komputer diagnostyczny, taki jakich używają serwisy samochodowe. Złodziej musi tylko dostać się do auta (to nie problem, jeśli nie obawia się uszkodzenia zamka) i podłączyć urządzenie do gniazda diagnostycznego. To wystarczy, żeby dopisać do pamięci sterownika kolejny, przyniesiony ze sobą kluczyk.

Fachowcom zadanie ułatwia też to, że auta, choć różnią się między sobą wyglądem, coraz częściej pod blachą skrywają te same rozwiązania. To właśnie dlatego w czołówce kradzionych w Polsce aut (w Niemczech zresztą też) są różne marki z grupy Volkswagena. Jeśli złodziej zainwestuje nawet kilka tysięcy euro w sprzęt radzący sobie z Volkswagenami, poradzi sobie również z technicznie bliźniaczymi Skodami, Audi, Seatami.

A że auta kradzione są coraz częściej na części, to ta unifikacja ułatwia też zbyt trefnego towaru – te same elementy można sprzedać właścicielom różnych modeli kilku marek. Od tej reguły zdarzają się oczywiście wyjątki, np. warszawscy złodzieje upodobali sobie auta japońskie – taka specjalizacja też nie jest kwestią przypadku, dzisiejsi złodzieje wybierają te modele, których zabezpieczenia znają na pamięć. Teraz nawet przestępca musi być fachowcem.

Kto zapłaci, ten otworzy każde auto

Paradoksalnie to, że nowe auta są tak skomplikowane i naszpikowane elektroniką, to nie przeszkoda, ale ułatwienie dla przestępców. Dostanie się do dowolnego samochodu i uruchomienie go to teraz już tylko zainwestowanie często dużych pieniędzy w odpowiedni, specjalistyczny sprzęt