Nareszcie pojawiły się na salonie prawdziwe amerykańskie samochody: duże, z silnikami o wielkiej pojemności i mocy, sportowe, odlotowe prototypy - słowem takie, o których marzą wszyscy, którzy mają choćby odrobinę benzyny we krwi.

A jeszcze 2-3 lata temu amerykańska motoryzacja przeżywała głęboki kryzys, nie wiadomo było czy takie potęgi - ikony, jak GM czy Chrysler przetrwają. Przetrwały i dziś mają się znakomicie. Pomogło wsparcie państwa - wsparcie ale nie dotacje! GM i Chrysler dostały kasę na odbicie się od dna, ale pod warunkiem głębokiej restrukturyzacji i zwrotu pożyczki. Ford poradził sobie sam.

Dziś w USA po kryzysie w branży motoryzacyjnej nie ma śladu. Pożyczki dawno oddane, państwo nie dopłaciło do koncernów motoryzacyjnych nawet dolara. Produkcja idzie pełną parą, a Amerykanie szturmują salony nowych samochodów. I tradycyjnie kupują auta amerykańskie lub wyprodukowane w USA. W 2013 roku kupili 18 mln. aut. Dla porównania - w Europie Zachodniej pogrążonej nadal w kryzysie sprzedano w 2013 roku tylko 12,5 mln nowych samochodów.

Z tego 18-milionowego tortu największy kawałek udało się wykroić GM-owi, który sprzedał w 2013 roku na rynku amerykańskim 2,78 mln nowych samochodów. To oznacza wzrost o 7 proc. w porównaniu z 2012 rokiem. Ford sprzedał 2,5 mln aut, ale dynamikę ma lepszą, bo aż 10-procentową. Trzecie miejsce na podium zajęła Toyota - sprzedała w USA 2,2 mln samochodów i zwiększyła sprzedaż rok do roku o 7,5 proc. Trzeci z wielkiej trójki - Chrysler sprzedał 1,8 mln aut i zajął czwarte miejsce, ale dynamikę ma dobrą, bo 9-proc.

Nieźle w USA radzą sobie Azjaci: Honda ze sprzedażą 1,5 mln samochodów zajmuje 5. miejsce, tuż za nią - ze sprzedażą 1,25 mln aut - uplasował się koncern Hyundai/Kia (w USA występuje razem, na naszym rynku są to dwie oddzielne firmy). Tyle samo sprzedał Nissan.

Analitycy rynku motoryzacyjnego twierdzą, że apetyt na nowe samochody klientów w USA jest jeszcze większy. W 2020 roku amerykański rynek wchłonie ich zdaniem 20 mln nowych samochodów i będzie to - podobnie jak dziś - drugi po chińskim rynek na świecie.

Ożywienie na motoryzacyjnym rynku ma też swoje odbicie na salonie w Detroit. Producenci samochodów przestali się wstydzić prawdziwych, odlotowych projektów. Już nie muszą z przyczyn „politycznych" wystawiać małych, dziwnych, niepraktycznych pojazdów z silnikami od kosiarek za to ekologicznych i nie powodujących roztapiania lodowców. Dlatego w halach Cobo Center mogły pojawić się takie cudeńka na kołach jak nowa Corvette Stingray C7 R, nowy Ford Mustang, Lexus RC Coupe, Mercedes S 600 z silnikiem V12, BMW M3, Porsche 911 Targa, SRT Viper Stryker, czy Toyota FT-1.

Oczywiście te odlotowe pojazdy nie zaczną masowo występować na naszych ulicach. Ale trzeba je konstruować i pokazywać, bo to właśnie one wyznaczają trendy w motoryzacji, działają na emocje - a motoryzacja bez emocji, to jak lizanie lizaka przez szybę.