Do setki przyspiesza 4,7 s i może popędzić 288 km/h. Z pewnością tak niewielkie auto o tak potężnej mocy mogłoby być jeszcze szybsze gdyby nie ograniczona przyczepność przedniej osi. Ares, bo tak nazywa się ta szalona wersja jest przecież napędzany wyłącznie na przednią oś. Tuner starał się bardzo, by okiełznać narowisty charakter niewielkiej 500-ki. Pojawiły się nowe hamulce z tarczami o średnicy 322 mm, 18-calowe felgi z oponami Michelin Pilot Sport, oraz twarde zawieszenie KW Clubsport. Całe nawozie zostało mocno poszerzone z pomocą włókna węglowego.

Po takich zmianach znacznie bardziej pasuje do klimatu toru wyścigowego niż salonu fryzjerskiego. W niewielkim doładowanym silniku 1,4 litra wprowadzono zaawansowane zmiany, by nie odmówił posłuszeństwa już po pierwszym sprincie spod świateł. Pojawiły się m.in. nowe zawory, tłoki, wałek rozrządu, sprężarka, wał korbowy, chłodnice oleju, sprzęgło. Zamontowano też układ dolotowy wykonany z włókna węglowego oraz złowrogo brzmiący wydech.

Pięćsetka przyspieszająca do setki w niecałe 5 sekund może upokorzyć nie jeden szybki samochód, ale nie każdy właściciel Abartha może sobie pozwolić na tak zaawansowane modyfikacje. Gotowy Pogea Racing Ares kosztuje 59 tys. euro, a za taką cenę można mieć Porsche 718.