Pamiętacie informację o tym, że Jon Olsson sprzedaje swojego przerobionego Lamborghini Huracána? Gdy pojawiła się na początku roku zastanawialiśmy się jaki samochód stanie w garażu narciarza. I nikomu do głowy nie przyszło, że może to być Rolls-Royce! Sam Olsson przyznaje, że rozważał Nissana GT-R, Ferrari FF i Audi RS 6, jednak ostatecznie wybór padł na Rollsa, którego posiadanie zawsze było jego marzeniem. Auto dobrze wpisuje się w potrzeby sportowca, bo może pomieścić wygodnie cztery osoby, a ekipa towarzysząca Jonowi ostatnio nieco się rozrosła, a poza tym auto ma na tyle dużą powierzchnię dachu, że spokojnie zmieści się na nim dodatkowy bagażnik do przewozu nart i innych akcesoriów do spędzania wolnego czasu.

Jon zamówił swojego Wraitha pół roku temu i od razu po odbiorze przekazał holenderskiej firmie tuningowej Absolute Motors, która podkręciła podwójnie doładowany silnik V12 z fabrycznych 632 do 810 KM i moment obrotowy podniesiony z 800 do niemal 1150 Nm, obniżyła zawieszenie i założyła felgi o średnicy 24 cali ze specjalnymi oponami z oznaczeniami George The Rolls.

Dodatkowe modyfikacje to dwa reflektory LED na atrapie chłodnicy i cztery założone na bagażniku dachowym. Olsson tłumaczy, że często jeździ na narty na północ Szwecji, a w jego kraju taka elektrownia jest podstawowym elementem wyposażenia.

Sam bagażnik zamocowany został na wytrzymałych magnesach i przetestowany na trasie z Roterdamu do hiszpańskiej Malagi podczas pierwszej trasy Rollsa na dystansie ponad 2,2 tys. km. Jon Olsson na razie wozi na dachu deskę do Jet Surfingu i dodatkowe kanistry paliwa, ale zimą zamierza kosz dachowy zamienić na boks do przewozu nart i zimowego sprzętu sportowego.

Przeróbki Wraitha uzupełnia specjalny wydech zaprojektowany i wykonany przez firmę Quicksilver, który sprawia, że Rolls brzmi jak piekielny potępieniec, jest też folia-kamuflaż na całej karoserii oraz przyciemniane szyby.

Jon Olsson pochwalił się już nowym nabytkiem na swoim vlogu, nie omieszkał też sprawdzić zdolności do palenia gumy przez George The Rollsa. Samochód robi piorunujące wrażenie, ale jedno jest pewne – z takim wyglądem i brzmieniem nie ma co liczyć na zaproszenie na spotkanie właścicieli RR.