• Nasz Hyundai Santa Fe był duży, wręcz majestatyczny, a do tego zużywał rozsądne ilości paliwa
  • We flagowym modelu Hyundaia można też liczyć na bogate wyposażenie – wersja 2.2 CRDi występuje w topowej odmianie Platinum z seryjnym napędem 4x4
  • Hyundai Santa Fe nigdy nie odmówił posłuszeństwa podczas naszego testu, jednak po rozebraniu auta na najdrobniejsze części znaleźliśmy kilka niespodzianek
  • Więcej takich tekstów znajdziesz na stronie głównej Onetu

Takich znajomych z pracy ma chyba większość z nas. To pracownicy, którzy nie robią wokół siebie szumu, tylko efektywnie i wytrwale dążą do celu. A tak się przypadkowo składa, że latem 2019 r. naszą flotę samochodów długodystansowych zasilił właśnie taki spokojny, a także wyważony kolega. Nazywał się Hyundai Santa Fe.

Mimo że wtedy był to jeszcze dość świeży model (prezentacja w 2018 r.), to od razu poczuliśmy, jak byśmy znali się z nim od zawsze. Na dodatek Hyundai Santa Fe to raczej solidny zawodnik, bo wobec jego 4,77 m długości i 1,89 m szerokości niektórzy testujący stwierdzili, że do miasta to już wartości niemal graniczne. Ale i poza miastem cały czas Santa Fe sprawiało wrażenie wielkiego, solidnego... misia. 2,2-litrowy turbodiesel z wysokim momentem obrotowym, płynnie i miękko działający ośmiobiegowy automat (klasyczna skrzynia z konwerterem) świetnie pasują do tego dużego i wygodnego SUV-a.

Hyundai Santa Fe – trochę "klepie" na zimno

Musimy jednak przyznać, że na zimno kultura pracy silnika 2.2 była co najwyżej przeciętna – na szczęście po rozgrzaniu ten niemiły dla ucha efekt niemal całkowicie znikał. Całkiem nieźle wypadło też zużycie paliwa, bo np. w czasie autostradowej jazdy z prędkością 140 km/h Santa Fe potrzebowało zaledwie ok. 7 l/100 km. "Mnie ten Hyundai charakterem przypomina nieco stare wersje Mitsubishi Pajero. Duży, wygodny, dostojny" – dziennik testowy potwierdza, że z Hyundaiem polubiliśmy się od samego początku.

Dlaczego więc średnie spalanie z całego dystansu 100 tys. km było o 1,5 l wyższe (8,5 l/100 km)? Zapewne dlatego, że na niemieckich autostradach pozwalaliśmy sobie od czasu do czasu na odrobinę szaleństwa i rozpędzaliśmy koreańskiego kolosa do prędkości rzędu 200 km/h. Może to was zaskoczy, ale Hyundai Santa Fe nie miał z tym większego problemu, i to pomimo solidnej powierzchni czołowej. Ale uwaga – takie zabawy to raczej na suchej nawierzchni. Nie dlatego, że na mokrym koreański SUV stawał się niestabilny. Nie, to kwestia zbyt słabego silniczka wycieraczek, który od prędkości rzędu 160 km/h wzwyż z wielkim mozołem przesuwał ramiona i piórka po szybie. Najwyraźniej twórcom auta nie przyszło do głowy, że ktoś może chcieć jeździć tak szybko.

Obrazu wygodnego krążownika dopełniają nieco leniwy i gumowaty w odbiorze układ kierowniczy oraz wygodne wielkie fotele. Obsługa multimediów? No właśnie. System zastosowany w tym egzemplarzu nie był nawet w 2019 r. jakoś wyjątkowo nowoczesny (dotyczy zwłaszcza nawigacji – sterowanie i grafika), ale za to okazał się nieprzesadnie skomplikowany. Nic w tym dziwnego, bo testowaliśmy egzemplarz z pierwszej fazy produkcji, wyposażony jeszcze w system starszej generacji. Zabrakło też najnowocześniejszych systemów wspomagających – nie żeby ich wcale nie było, bo nasz Hyundai Santa Fe miał na pokładzie np. rozpoznawanie znaków i układ utrzymania pasa. Zła wiadomość jest taka, że system czytający znaki w kółko się mylił, przez co nie mogliśmy mieć do niego zaufania. Z kolei najczęściej używanym przez nas przyciskiem do obsługi wyjątkowo nadgorliwego układu utrzymania pasa był… wyłącznik umieszczony na kierownicy.

Mieszane uczucia wywołał też wystrój wnętrza. Jednym się nie podobał ("paskudny kolor tapicerki"), inni go chwalili ("stylowy oraz pełen smaku"). Natomiast zgodność panowała co do prostoty obsługi – wszystko jest tak łatwe i mało skomplikowane, że czujesz się tu od razu jak w domu. Santa Fe chwaliliśmy też za przestronne wnętrze i obszerny bagażnik – czy pięć osób z bagażami, czy ekwipunek niezbędny do sesji fotograficznej, Hyundai ze wszystkim radził sobie doskonale.

Niestety, na koniec testu okazało się, że trudy związane z naszym maratonem odcisnęły piętno na kilku detalach wnętrza. Tapicerka i kierownica są w kilku miejscach wyślizgane do połysku, na boczku fotela kierowcy pojawiło się przetarcie. Oczywiście, należy wziąć poprawkę na to, iż Santa Fe nie miało u nas łatwego życia, więc egzemplarze z podobnym przebiegiem, tyle że z rąk prywatnych, powinny wyglądać nieco lepiej. Kolejny minus za braki montażowo-jakościowe w wykończeniu (i to już nie kwestia trudów testu ani braku odpowiedniej pielęgnacji). Otóż w trakcie testu kilka razy odpadł materiał, którym obite są słupki A. Zdarzyło się to nawet w trakcie jazdy.

Hyundai Santa Fe – z 4x4 w standardzie

Nie sprawdziliśmy za to, jak Hyundai spisałby się w terenie. Choć w topowym dieslu 2.2 CRDi napęd 4x4 jest w serii, testy offroadowe odpuściliśmy m.in. ze względu na niewystarczająco osłonięte podwozie, a z holowania dużych przyczep zrezygnowaliśmy z powodu mikrej – jak na moc oraz gabaryty naszego "maratończyka" – dopuszczalnej masy przyczep z hamulcem (2 tony). Dla niektórych może to być całkiem poważna wada.

Wyjątkowo ciekawi byliśmy, jak wypadnie końcowy demontaż. No i wypadł nieźle, choć kilka brzydkich detali, niestety, się znalazło. O ile nagar na trzonkach zaworów i w układzie dolotowym to norma (kto śledzi nasze testy, zna ten temat bardzo dobrze), o tyle w przypadku Hyundaia nagaru jest już całkiem dużo (więcej niż w innych współczesnych dieslach, które rozebraliśmy po 100 tys. km). Do tego – zaolejona Turbosprężarka, a także mocno wytarta jedna z dolnych prowadnic łańcucha rozrządu. Niewykluczone, że spory wpływ na to miała wymiana oleju w trybie long life – zgodnie z zaleceniami producenta co 30 tys. km. Pamiętajcie: we współczesnym turbodieslu z filtrem cząstek stałych olej lepiej wymieniać co ok. 15 tys. km, a jeśli samochód jeździ więcej w mieście niż w trasie – nawet częściej.

Hyundai Santa Fe - zabezpieczenie antykorozyjne?

Jak to w koreańskim samochodzie: niezłe, ale mogłoby być trochę lepsze. Ze względu m.in. na nierównomiernie nałożony wosk w tylnych podłużnicach widać już powierzchniowe wykwity. Ale to koniec złych wiadomości, bo reszta podzespołów wypadła bez większych zastrzeżeń, więc na koniec Hyundai Santa Fe dostaje od nas piątkę. I dużo ciepłych słów, bo choć od zakończenia testu nie minęło jeszcze wiele czasu, to już za Hyundaiem zdążyliśmy zatęsknić.

Hyundai Santa Fe – dane techniczne

Dane techniczne Hyundai Santa Fe 2.2 CRDi
Rodzaj t.diesel R4/16
Pojemność silnika 2199 cm3
Średnica cylindra x skok tłoka 85,4 x 96 mm
Napęd rozrządu łańcuch
Moc maksymalna 200 KM/3800 obr./min
Maks. moment obrotowy 440 Nm/1750-2750 obr./min
Prędkość maksymalna 203 km/h
Skrzynia biegów automatyczna 8b
Napęd 4x4
Długość/szerokość/wysokość 4770/1890/1703 mm
Rozstaw osi 2765 mm
Masa własna/ładown. (rzeczywista) 1919/488 kg
Hamulce: przód/tył tarczowe wentyl./tarczowe wentyl.
Pojemność zbiornika paliwa 71 l
Pojemność bagażnika 625-1695 l
Ogumienie (testowe) 235/55 R 18 

Hyundai Santa Fe – koszty

Koszty Hyundai Santa Fe 2.2 CRDi
Przejechane kilometry 101 331 km
Ubezpieczenie 13 480 zł
8564,9 l ON (5,84 zł za litr) 50 019 zł
Olej na dolewkę (2,8 l) 172 zł
Opony letnie: 1 kpl. ContiSportContact 5 235/55 R 18 2720 zł
Opony zimowe: 1 kpl. Conti WinterContact TS 850 235/55 R 18 3480 zł
Przegląd po 30 000 km 1282 zł
Przegląd po 60 000 km 1798 zł
Przegląd po 90 000 km 1276 zł
Przeglądy łącznie 4356 zł
Cena Hyundaia Santa Fe 2.2 CRDi AWD w wersji Platinum bez wyposażenia dodatkowego (2019 r.) 237 400 zł
Obecna wartość auta 174 280 zł
Koszty po 101 331 km 74 227 zł
Koszt 1 km 0,73 zł
Koszt 1 km z utratą wartości 1,36 zł

Hyundai Santa Fe – naszym zdaniem

Do dziś Hyundai Santa Fe kojarzony jest przez większość testujących jako przyjemnie relaksujący krążownik szos. Trochę w amerykańskim stylu – stara szkoła w najlepszym wydaniu. 200-konnego diesla 2.2 cechuje rozsądne spalanie, a 8-biegową skrzynię – miękka i płynna praca. Ocenę końcową (samochód otrzymał piątkę) obniżyły drobne niedoskonałości wykryte po rozebraniu auta na części.