W Polsce to też nic nowego. Taksówkarze często wymagają dopłaty za jazdę w komfortowych warunkach. Zwyczajowa cena tej przyjemności to 10 zł, - oczywiście, o ile samochód w ogóle jest wyposażony w klimatyzację.

Dlaczego trzeba dopłacać? Bo włączona klimatyzacja sprawia, że zużycie paliwa rośnie. Dotyczy to oczywiście nie tylko żółtych, nowojorskich taksówek, lecz także aut europejskich. Powstaje tylko pytanie, o ile droższa staje się jazda w klimatyzowanym wnętrzu?

W małych autach wzrost może być gigantyczny

Jeden z niemieckich magazynów konsumenckich wyliczył, że w przypadku małego, miejskiego auta wzrost zużycia paliwa może sięgać nawet 5,7 l na każde 100 przejechanych w mieście km. Aż tyle? Przecież utarta formuła, którą można usłyszeć od prawie każdego sprzedawcy zachwalającego model z klimatyzacją, brzmi niezmiennie "pół litra, no... góra litr".

Specjaliści zapierali się, że jest to średnio zaledwie 0,5 l/100 km, ale trzeba przyznać, że większość z nich nie jest całkiem bezstronna - zazwyczaj pracują dla wytwórców układów klimatyzacji, a tym z kolei na pewno nie zależy, żeby odstraszać potencjalnych klientów. Tym bardziej, że klimatyzacja i tak nie ma ostatnio najlepszej prasy.

Podstawowe zarzuty to to, że nawet aktualnie używany czynnik chłodniczy R134a, który zastąpił niezwykle szkodliwy freon, nie jest wcale obojętny dla środowiska naturalnego, a żadna klimatyzacja nie zachowuje całkowitej szczelności. W dodatku lekarze ostrzegają, że gwałtowne zmiany temperatur mogą być bardzo szkodliwe, a wewnątrz zaniedbanego układu powstaje bardzo szybko istna wylęgarnia niebezpiecznych, chorobotwórczych drobnoustrojów.

Tymi problemami zajmowaliśmy się już wielokrotnie.

Tym razem postanowiliśmy sprawdzić naukowo, jaki jest wpływ klimatyzacji na nasze portfele. We współpracy z Dekrą w komorze klimatycznej sprawdziliśmy, jak zachowają się 4 modele samochodów należące do różnych klas. Do badań trafiły stosunkowo popularne modele: Fiat Panda 1.1, VW Golf 1.4, Mercedes C220 CDI i Opel Zafira 1.9 CDTI.

Badanie składało się z 12 prób, które poszczególne auta musiały przejść. Każda z nich trwała 20 minut, test odbywał się w warunkach laboratoryjnych, z włączoną i wyłączoną klimatyzacją, przy temperaturach 20, 28 i 33°C. Prędkości wynosiły 50 i 100 km/h. Według założeń testu temperatura we wnętrzu każdego z aut musiała przez cały czas wynosić 20°C, wilgotność, opory powietrza itd. symulowało stanowisko badawcze.

Ze względu na to, że próby odbywały się w idealnych warunkach, bez przyspieszeń i hamowania, wyniki zużycia paliwa wypadły nader optymistycznie. Szyby każdego z przetestowanych samochodów były zamknięte w czasie całego testu. W rzeczywistych warunkach żaden z testowanych modeli nie pali aż tak mało. Nie oznacza to jednak, że wyniki badań nie mają żadnego odniesienia do rzeczywistości - należy po prostu brać pod uwagę stosunek procentowy. Trzeba jednak pamiętać, że są to nowoczesne auta z dobrymi, dosyć oszczędnymi silnikami.

Szczególnie dwa spośród testowanych aut miały z założenia "lepsze karty" - wyposażone były w mocne, turbodoładowane diesle, których potężny moment obrotowy powinien ułatwić pokonywanie dodatkowych oporów. W dodatku w praktyce największy wzrost zużycia paliwa występuje zawsze podczas przyspieszania - a tego szczególnie w warunkach intensywnego ruchu miejskiego nie brakuje.

Zużycie paliwa zależy od warunków jazdy

Najmniej wzrosło zużycie paliwa przy włączonej klimatyzacji podczas jazdy ze stałą prędkością 100 km/h. Wyjątek: Fiat Panda. Wytłumaczenie jest proste - malutki, 4-cylindrowy silnik zużywa podczas ostrzejszej jazdy mnóstwo energii na własne chłodzenie. W przypadku mercedesowskiego silnika o mocy 150 KM obciążenie to jest doprawdy znikome. Poza mocą silnika olbrzymi wpływ na wzrost zużycia paliwa po włączeniu klimatyzacji mają też wielkość samochodu oraz zasada działania układu schładzającego.

Zarówno Fiat Panda, jak i Opel Zafira mają klimatyzacje typu "reheat", czyli działającą na zasadzie ponownego ogrzania powietrza. W skrócie: zasysane powietrze jest najpierw chłodzone, a następnie nagrzewa się we wnętrzu samochodu. To marnotrawstwo energii, które znajduje odbicie w wynikach testu.

W mieście po włączeniu klimatyzacji Zafira zużywa blisko o 26 proc. paliwa więcej. Oczywiście ma na to wpływ również rozmiar wnętrza. W końcu dużo trudniej jest przewietrzyć salę balową niż małą komórkę - to w pewnym stopniu tłumaczy najgorszy wynik w całym porównaniu.

Również klimatyzacja Golfa działa według tej samej zasady, w tym przypadku jednak producent zastosował dodatkowo regulowaną sprężarkę. Dzięki temu układ tylko w razie potrzeby maksymalnie schładza powietrze.

Na podobnej zasadzie, ale jeszcze bardziej elastycznie, działa układ w Mercedesie. Jeżeli kierowca wybierze temperaturę pokojową, kompresor spręża czynnik do niższego ciśnienia roboczego, dzięki czemu stawia mniejszy opór silnikowi - zużycie paliwa wyraźnie spada. Nasz test pokazał, jak dużo mają jeszcze do zrobienia konstruktorzy. Dowiedliśmy też, że da się wyprodukować układy, które powodują relatywnie niewielki wzrost zużycia paliwa. Są one jednak jak na razie zbyt kosztowne, żeby mogły trafić do tanich samochodów.

Być może w przyszłości czeka nas "klimatyzacyjna rewolucja", bo producenci już teraz eksperymentują z zupełnie nowymi typami urządzeń, m.in. wykorzystującymi do chłodzenia dwutlenek węgla. Mają one nie tylko mniej zagrażać środowisku naturalnemu, lecz także być bardziej oszczędne.

A co z klimatyzacjami, które już teraz mamy w samochodach? Rozsądek pozwala obniżyć koszty paliwaNależy z nich korzystać "z głową". Jeżeli zamierzamy przejechać tylko kilka kilometrów, "klimy" lepiej wcale nie uruchamiać.

Jest wtedy i tak mało skuteczna, zamiast poprawiać samopoczucie, może tylko zaszkodzić, za to na pewno zwiększy zużycie paliwa. Nie wolno jednak o klimatyzacji zupełnie zapominać. Jeżeli już ją mamy, trzeba z niej korzystać, najlepiej w taki sposób, który prezentujemy na górze strony.

W przeciwnym wypadku bardzo szybko się zestarzeje i odmówi posłuszeństwa. Oczywiście, nieużywając klimatyzacji wcale, to uda nam się wprawdzie zaoszczędzić nawet kilkanaście zł na każde przejechane 100 km, jednak koszt naprawy zaniedbanej klimatyzacji to zazwyczaj co najmniej kilka tysięcy złotych.Poza regularnym, ale uzasadnionym uruchamianiem należy też raz na jakiś czas wykonać przegląd układu - popsuta, źle smarowana klimatyzacja może powodować jeszcze wyższe zużycie paliwa niż to wykazane w czasie badań.

Jak używać klimatyzacji?

Aby możliwie najskuteczniej schłodzić auto, przed ruszeniem powinno się na chwilę otworzyć wszystkie okna, żeby wypuścić nagromadzone powietrze zamknięte w aucie. Następnie trzeba zamknąć wszystkie okna, ustawić wentylację na cyrkulację wewnętrzną, włączyć maksymalny nawiew. W czasie dłuższej jazdy optymalna temperatura wynosi 20-24°C. Jeżeli upał na zewnątrz przekracza 30°C, choćby ze względu na własne zdrowie warto ustawić temperaturę na 25°C.

Podsumowanie

Chłodek w aucie kosztuje - tego byliśmy świadomi od samego początku. Jednak to, że zużycie paliwa może wzrosnąć nawet o 26 proc., zaskoczyło nawet nas. W dodatku niestety formułka, według której auto pali z klimatyzacją najwyżej litr więcej, jest niezbyt dokładna.

Wprawdzie my też uzyskaliśmy podobne wyniki, ale w warunkach laboratoryjnych, gdzie spalanie było znacznie niższe od rzeczywistego. W mieście zużycie może wzrosnąć o 2-3 l. Na krótkich odcinkach radzimy więc po prostu otworzyć okno. To powinno doraźnie wystarczyć. Jednak wniosek, żeby wyłączyć klimatyzację, jest nieuzasadniony. Bo przegrzany kierowca oznacza gwałtowny wzrost ryzyka spowodowania wypadku! Dla bezpieczeństwa chyba warto wydać kilkanaście zł na 100 km.