Bycie prawdziwym Alfisti wymaga cierpliwości. I dystansu. Według jednego z popularnych powiedzeń miłośnicy Alfy Romeo – w przeciwieństwie do fanów innych marek – nie pozdrawiają się na drodze, bo rano widzieli się już w warsztacie. Niekiedy można też usłyszeć, że każda Alfa, prędzej czy później, zmieni się w piękną nieruchomość. Tymczasem prawda jest taka, że osoby powtarzające takie opinie z reguły nie miały z włoską motoryzacją nic do czynienia. Ktoś gdzieś usłyszał od kolegi szwagra, że kupiona za kilka tysięcy złotych „156-ka” okazała się skarbonką bez dna, a kuzyn chrześniaka opowiadał, że jego sąsiad co 10 tysięcy kilometrów wymieniał zawieszenie w swojej „147-ce”...

Żebyśmy się jednak dobrze zrozumieli – nie mamy też zamiaru nikomu wmawiać, że np. taka Alfa Romeo 156 to wzorzec trwałości. Autor niniejszego tekstu, przy okazji szczęśliwy właściciel „156-ki” 2.5 V6 z 1997 roku, doskonale zdaje sobie sprawę ze słabych stron wiekowych Alf Romeo. Ale wie też, że zadbana i dobrze utrzymana „156-ka” wciąż potrafi dać mnóstwo frajdy z jazdy i przebija pod tym względem większość współczesnych, mocno otyłych modeli klasy średniej. Jest jednak jedno „ale”: starsze Alfy naprawdę wymagają troski, cierpliwości i odpowiednio zasobnego portfela. Bez tego ani rusz.

Rzut oka na stawkę zgromadzoną w Kielcach i już wiemy, że zdecydowana większość właścicieli tych aut wie, jak dobrze o nie dbać. Niektórzy jeżdżą swoimi Alfami na co dzień, inni traktują je jak weekendowe zabawki. Wszystkich zgromadzonych łączy też zamiłowanie do szybkiej jazdy. Wiadomo – cuore sportivo.

Kilku kierowców przed rozpoczęciem zawodów zmienia jeszcze opony z drogowych na semi-slicki, inni wyrzucają z wnętrz i kufrów niepotrzebne (czyt. „zbyt ciężkie”) wyposażenie – subwoofery, wzmacniacze i... dziecięce foteliki. Jeszcze tylko kaski na głowy, kamerki Go-Pro na szyby i ruszamy na rozgrzewkę. Na zapoznanie się z każdą z pięciu sekcji toru mieliśmy po pół godziny. Potem obiad, a po nim – deser, czyli pięć przejazdów na czas po całym torze, łącznie ze świeżo wyremontowanym odcinkiem leśnym.

Nasza załoga na Alfie Romeo MiTo Quadrifoglio Verde najpierw musiała oswoić się z nieco już zajeżdżonymi i noszącymi ślady przegrzania oponami swojego auta. Zabawnie zrobiło się zwłaszcza po lekkim deszczu, gdy na długim lewym łuku tył auta miał wielką ochotę na to, by wyprzedzić przód. Nerwowy tył to zresztą znak firmowy MiTo QV. Z jednej strony daje sporo frajdy, ale podczas jazdy na czas wymaga odpowiedniej dozy koncentracji. W sumie jednak obeszło się bez dużych strat, zarówno wśród ludzi, jak i sprzętu. Jedno z aut (Alfa 156 GTA) musiała wrócić do domu lawetą, ale tu zawinił raczej kierowca, który nieco zbyt optymistycznie zaatakował nawrót. W innym przypadku konieczna była wymiana amortyzatora, ale z tym każdy prawdziwy Alfista radzi sobie w mgnieniu oka.

Impreza przebiegła sprawnie i bez żadnych incydentów. W zdumienie wprawiła uczestników za to dziwna grupa ludzi z walizkami, którzy z pewnym momencie wyłonili się z lasu i postanowili przespacerować się po torze... Dzięki wzorowej postawie uczestników zamiast początkowo ustalonych czterech przejazdów na czas udało się zorganizować aż pięć. W stawce wyróżniały się zwłaszcza zmodyfikowane „156-ki”, „147-ka” w wersji z dieslem i bardzo głośnym (dymiącym!) wydechem, świetnie utrzymane modele GTV i niebieska Brera, wyposażona w światła do jazdy dziennej typu angel eyes. Wisienką na torcie był występ Alfy 75 3.0 V6 z 1987 roku, czyli ostatniej Alfy sprzed ery Fiata. Na uznanie zasługuje też dobry wynik Abartha Grande Punto, który przy seryjnej mocy 155 KM i z semi-slickami Pirelli Corsa na obu osiach zajął w klasyfikacji generalnej wysokie, 8. miejsce i utarł nosa kilku znacznie mocniejszym autom.