Myśląc o wymianie elementów zawieszenia, trzeba dość wyraźnie określić swoje oczekiwania. Być może wystarczy zastąpić tuningowymi same amortyzatory? Jeśli zależy nam na większej sztywności, znajdziemy produkty będące zamiennikami seryjnych – polecane są np. Bilsteiny B6. Ale są one dobre przede wszystkim na szosę – żeby auto mniej się bujało. Myśląc o eksploatacji samochodu w terenie (i innych jego modyfikacjach) trzeba pójść dalej.

Najlepiej jeśli możemy znaleźć przygotowany, kompletny zestaw do swojego auta. Nie jest to tania opcja, ale gwarantuje bezpieczne osiągnięcie zamierzonych efektów bez licznych prób – zdecydowanie odradzamy kombinacje w stylu „sprężyny to pasują od Żuka i są grubsze – powinny dać radę”. Po konsultacji ze specjalistami z działu 4x4 największego krajowego dystrybutora części – Inter Carsu – zdecydowaliśmy się na zestaw OME (Old Man Emu). Dzięki kompleksowemu zamówieniu nie było obawy, że amortyzatory będą za krótkie albo że zabraknie istotnego elementu podczas montażu.

Z katalogu przewidzianego dla L200 wybraliśmy sprężyny przednie opisane jako: „lift 10 mm, obciążenie dodatkowe do 50 kg” (dodatkowe kilogramy spożytkowane będą przez wyciągarkę, orurowanie i płyty). Na tylną oś miały trafić resory: „lift 20 mm, resory medium load” – to najdelikatniejsza opcja przewidziana do tego modelu (a tylna oś również ma stałe, dodatkowe obciążenie wynikające z zabudowy i wyposażenia). Do tego zamówiliśmy wzmocnione amortyzatory z serii Nitro Charger oraz konieczne elementy montażowe: śruby i szekle resorów oraz zestaw polibuszy (tulei).

Taki komplet oznacza wydatek 6500 zł (w sklepie Inter Carsu). Znacznie łatwiej zdecydować się na niego, gdy nasze zawieszenie jest częściowo zużyte lub uszkodzone – ma wyeksploatowane amortyzatory albo np. „przysiądnięty” resor.

Chcąc podnieść auto bardziej, poza elementami zawieszenia trzeba by było również wymienić przynajmniej przewody hamulcowe z tyłu, które praktycznie nie mają „zapasu” długości. Trzeba też przygotować się na znacznie szerzej zakrojone prace warsztatowe i wyższe koszty całej operacji. Nie bez znaczenia jest wyraźne pogorszenie komfortu jazdy na szosie (takie zawieszenie to położony wyżej środek ciężkości i mniejsza stabilność), gdyż autem często pokonujemy znaczące trasy.

Gdy już wybierzemy zestaw, lepiej skorzystać z pomocy mechanika. Co prawda nie są to nazbyt skomplikowane operacje, ale narzędzia warsztatowe i podnośnik z pewnością się przydadzą. Drobną różnicą techniczną w zmienionym zestawie są smarowane śruby mocowania resorów.

Nowe zawieszenie na pewno jest mniej „skoczne” – auto lepiej trzyma się ziemi, nie daje się tak łatwo jak na seryjnym wprowadzić w rezonans na kolejnych pofałdowaniach drogi i później dobija podczas szybkiej jazdy po nierównościach. L200 również trochę mniej się buja. W terenie efekt jest bez wątpienia zauważalny, choć nie należy go przeceniać – zdolności pokonywania terenu wzrosną minimalnie (tak samo jak niewiele poprawił się prześwit i wykrzyżowanie osi), raczej wzrośnie trochę prędkość bezpiecznej jazdy.