Koleiny są nieodzownym elementem szutrowych dróg. Zagłębienia pod kołami i „garb” zieleni pośrodku – co w tym trudnego? Gdy mowa o typowej polnej drodze i słonecznym, suchym dniu, to nie ma potrzeby dłuższego zastanawiania się i taki odcinek pokonujemy z marszu.

Ale gdy opuścimy regularnie uczęszczane drogi, zagłębiając się w las lub na łąki, spadnie deszcz lub trafimy na miejsce pracy sprzętu leśnego czy budowlanego, nagle może okazać się, że stajemy na dość banalnie wyglądającej przeszkodzie.

Jazdę w koleinach podzielimy na dwie grupy: podążanie wzdłuż oraz pokonywanie ich w poprzek. W pierwszym przypadku największym problemem jest mały prześwit. W uprzywilejowanej sytuacji są pojazdy z niezależnym, pneumatycznym zawieszeniem (np. najnowsza generacja Jeepa Grand Cherokee), które można znacząco „podnieść” uzyskując zamiast standardowych 200-220 mm nawet ponad 300 mm prześwitu!

Znacznie prościej jest też w przypadku aut o terenowej budowie – np. we Wranglerze najniższym punktem osi jest tylko mała główka mostu. Delikatne SUV-y, nie dość że mają mniejszy prześwit, to zazwyczaj jest to wielka osłona (pół biedy gdy stalowa). Jeśli brakuje niewiele prześwitu na krótkiej odległości, a podłoże nie jest zbyt twarde (na skałach koleiny nie występują, ale wyschnięty piasek też szybko uszkodzi podwozie), ratujemy się, nabierając przed przejazdem nieco większej prędkości i pokonując newralgiczny odcinek rozpędem.

Brak zdecydowania to unieruchomione auto „siedzące na brzuchu”. Koła bezradnie kręcą w powietrzu i nie pomoże ani supernapęd ani blokady mostów. Co zrobić jeśli nie damy rady jechać koleiną? Staramy się podążać „okrakiem”. Nie zawsze jest na to miejsce (drzewa, krzaki, wąwóz).

Problem narasta, gdy zamiast twardego piasku pod kołami znajdzie się mokra glina czy błoto – koła mają bardzo słabą trakcję, a opuszczenie kolein to prawdziwe wyzwanie. Skręcenie kół nic nie da – samochód prowadzony jest jak po szynach. Trzeba zbudować – jak dla pociągu – „zwrotnicę”. Rozkopujemy łopatą koleinę, by koła mogły z niej „wyskoczyć”. Można też wrzucić na dno koleiny gałęzie czy kamienie, by koła miały stałe oparcie i były wyżej.

Podążając w koleinach wypełnionych wodą, nie widzimy faktycznej głębokości. Pokonując koleiny w poprzek jedziemy jak przez poprzeczny rów – pod kątem, tak by trzy koła zawsze były „na płaskim”. Gdy najeżdżamy prostopadle, koła jednej osi stają „pod ścianą”, co znacząco powiększa opór. W koleinach mamy do pokonania „dwa rowy pod rząd”, co może doprowadzić do dużego wykrzyżowania osi.