Sportowy czy nie – to akurat mało istotne. Ważniejsze, żeby samochód urzekał na pierwszy rzut oka. W przypadku takich klasyków, jak Mercedes 190 SL czy Porsche 356, jest to szczególnie pożądana cecha.

Niewiele było wcześniej dwumiejscowych samochodów, które kusiłyby tak mocno, jak model SL. Inaczej niż dzisiaj, gdy zmysłowo uformowane blachy, połyskujący lakier i chrom ustąpiły miejsca strefom zgniotu oraz plastikowym spoilerom, SL jest efektowne przede wszystkim w swojej pierwotnej formie. Wyobraźnia od razu przywołuje czasy, gdy Grace Kelly w chustce na głowie przemierzała Promenadę Anglików w Nicei. Być może 190 SL było pierwszym autem w damskim stylu – taka spódniczka z wycieraczkami. Jednocześnie wygląda bardzo po niemiecku. Nadwozie wydaje się niemal wyrzeźbione i oszlifowane. Całkowity kontrast w zestawieniu z Porsche 356.

Wyoblenia tego auta są spokojniejsze, trochę pulchne i nieszczególnie eleganckie. Za to bardzo sympatycznie wyglądają. Niewiele jest samochodów, które wywoływałyby u oglądających tak wiele pozytywnych reakcji. Spośród niezliczonej liczby wariantów wybraliśmy do porównania Super 90 Cabriolet (1960-63). Pod względem ceny, która wynosiła w czasach produkcji auta 16 500 marek, Porsche plasowało się na poziomie Mercedesa 190 SL (1955-62) i miało opinię budzącego trwogę na autostradach.

Takie postrzeganie tego samochodu utrzymało się do dzisiaj. Nowicjusze mogą być zszokowani, jak szybko potrafi jeździć 356 i jednocześnie – jak bardzo żyje własnym życiem. Stabilność podczas jazdy na wprost w czasach Porsche 356 nie była najważniejszym tematem dla firmy. Samochód lubi chadzać własnymi drogami, i to do tego stopnia, że gdy wyprzedza się ciężarówki, podmuch wiatru gwałtownie rzuca go na boki.

Nawet najlepsi podczas jazdy musieli popuścić cugli. Typowe dla Porsche są stojące pedały, które z racji wnikającego głęboko dużego nadkola są mocno przesunięte w prawo. Kierowca siedzi zatem nieco na ukos i – jak przystało na sportowy samochód – bardzo wyprostowany. Jeżeli chce włączyć trzecie przełożenie w 4-biegowej skrzyni, musi się lekko pochylić. We wnętrzu dużo jest lakierowanej blachy, a wyposażenie okazuje się raczej ubogie, ale trzeba przyznać, że atmosfera w aucie jest sympatyczna.

Z drugiej strony stoi Mercedes, który na tle Porsche jawi się wręcz luksusowo – połyskuje chromami, jest przestronny i ma znakomitą jakość wykonania. Biała kierownica wnika głęboko do wnętrza, a zaznajomienie się z przeznaczeniem niezliczonej liczby przełączników wymaga chwili zastanowienia. Tutaj niemal można pławić się w solidności charakteryzującej Mercedesy z lat 50. i 60. dwudziestego wieku. I nawet nie próbujemy zadawać pytań o sportowy charakter. Nie znajdziecie tu ani 6-cylindrowego silnika, ani wtrysku paliwa jak w słynnym bracie tego auta – modelu 300 SL. Mercedes 190 SL to po prostu piękny, świetnie wykonany dwumiejscowy samochód.

Do tego jego 4-cylindrowy silnik też ma swoje zalety, które w latach 50. budziły respekt. Przecież jednostka napędowa miała aluminiową głowicę, górny wałek rozrządu oraz dwa podwójne gaźniki. Podobnie wygląda sprawa z wydajnością – 105 KM z pojemności 1,9 litra.

Porsche nie jest tak mocne (90 KM z pojemności 1.6), a poza tym jego chłodzony powietrzem silnik typu bokser nie ma tak wysokiej kultury pracy. Na krótko wciskamy pedał gazu, żeby napełnić gaźnik, a następnie przekręcamy kluczyk w stacyjce. Jedynie 6-woltowa instalacja nie ułatwia zakręcenia rozrusznikiem, ale gdy się to już uda, słychać metaliczny dźwięk silnika typu bokser – inny niż w przypadku tradycyjnych jednostek, a jednocześnie typowy dla Porsche.

Motor wydaje się nieco leniwy i oporny podczas ruszania, ale powyżej 2500 obr./min zaczyna się żwawiej kręcić. Dopiero przy 5500 obr./min silnik uzyskuje maksymalną moc 90 KM i trzeba powtarzać jak mantrę, żeby nigdy nie kręcić go ponad 5800 obr./min. Wyższa wartość oznacza strefę śmierci dla jednostki – tę granicę przekroczysz tylko raz. Zatem nic dziwnego, że 90-konna wersja ma opinię auta, które nie lubi jazdy z pełnym gazem w podłodze. Specyfikacja techniczna podaje, że prędkość maksymalna to 180 km/h (z oponami 165) i wówczas silnik kręci się 5700 obr./min, ale większość egzemplarzy bez trudu osiąga szybkość 185 km/h.

Dzisiaj podczas jazdy tym samochodem zadowoliliśmy się 160 km/h, a wówczas strzałka obrotomierza wahała się pomiędzy 3000 a 5000 obr./min. W trakcie prób przyspieszeń 356 minimalnie wygrywa ze 190 SL. Jakie to ma jednak znaczenie? Ważne, żeby włączać kolejne biegi, wsłuchiwać się w dźwięk silnika typu bokser i korzystać z uroków tego modelu.

W tym przypadku dochodzenie do granic możliwości zawieszenia jest raczej regułą niż wyjątkową sytuacją. Jeżeli jednak traktuje się 356 delikatnie i czysto prowadzi na zakrętach, to nie ma obawy o to, że tył będzie próbował wyprzedzić kierowcę. Zastanawiające jest to, jak dobrze prowadzi się tego staruszka również na drogach o gorszej jakości. Dziwić mogą ponadto solidne hamulce oraz wystarczająco precyzyjny układ kierowniczy.

W przypadku Mercedesa doznaje się zupełnie innego rodzaju przyjemności z prowadzenia. Jego 4-cylindrowy silnik pilnie wywiązuje się ze swojego zadania, ale w górnym zakresie brzmi w wysilony sposób. Można go kręcić do 6400 obr./min, ale szczerze mówiąc, wcale nie chce się tego robić. Czterobiegowa skrzynia płynnie pracuje, ale drogi prowadzenia dźwigni są długie. Trzeci bieg ma krótkie przełożenie i nie pozwala na zbyt dużą szybkość (120 km/h przy 6200 obr./min), a na czwartym niemal nic się nie dzieje i rozpędzanie jest powolne.

Mercedes miękko resoruje nawet na kiepskich drogach, widoczność jest doskonała, oczy wędrują nad zgrabną linią maski, a do tego dochodzi przyjemność z podróżowania pod gołym niebem. Oczywiście, autem można również jeździć szybciej. Jednak wówczas układ kierowniczy pracuje na maksimum możliwości i podczas gwałtownych zmian kierunku karoseria mocno się pochyla z racji miękkiego układu jezdnego, a opony z białymi rantami zaczynają efektownie piszczeć. A kiedy chcesz skutecznie zahamować, to powinieneś otworzyć drzwi i zacząć szorować butami o asfalt.

Nasza opinia

Dwa niemieckie modele z wyższej półki z lat 50., dwa przeciwieństwa. To porównanie pokazuje, jak różne potrafi być podejście konstruktorów do tematu dwumiejscowych otwartych modeli, które stworzono po to, żeby dawały jak największą przyjemność z prowadzenia.

W efekcie oba samochody w niemal identyczny sposób zapewniają frajdę z jazdy, choć każdy z nich robi to po swojemu. Mercedes daje wrażenie większego komfortu, podczas gdy Porsche okazuje się w pełni sportowym modelem. W końcówce sympatia bardziej przemawia za Porsche 356 i dlatego to ten kabriolet wygrywa porównanie. W tym pojedynku jest samochodem, o którym zbyt szybko nie zapomnisz.