Poznali się 15 lat temu. On, 18-latek przed maturą, ona – dojrzała, miała już swoje lata. Związali się dzięki panu Ryszardowi i są tak z sobą do dzisiaj. On, czyli Michał Płoski, ona – Octavia Super z rocznika 1963. Dlaczego zaczynamy od historii zakupu? Bo często jest tak, że jako małolaty zapalamy się do jakiegoś samochodu, kupujemy, bierzemy się do remontu (najczęściej budżet umożliwia zakup jedynie takiego auta), po czym okazuje się, że to jednak nie jest samochód, o którym marzyliśmy, albo coś nam nie pasuje bądź porzucamy projekt w trakcie remontu, bo tracimy do niego serce.

Może się wydawać, że stara Skoda nie ma w sobie nic specjalnego i po krótkiej fascynacji młody właściciel prędko się jej pozbędzie na rzecz czegoś szybszego, bardziej efektownego. Chyba że okaże się, że to z pozoru niezbyt ciekawe auto jest przemyślaną konstrukcją, zapewniającą bezproblemowe użytkowanie, w dodatku o ciekawej stylistyce.

Zaczynamy od krótkiego rysu historycznego. Początkowo planowano, że nowy model popularnego samochodu – miał trafić w ręce ludu, jednak jego cena była zbyt wysoka – otrzyma nazwę „Spartak”, tyle że podobna była już zastrzeżona przez holenderskiego producenta rowerów.

Zdecydowano się zatem na zastosowanie oznaczenia liczbowego według stosowanego przez firmę klucza. Model został więc nazwany „Skoda 440”: cztery cylindry, czterdzieści koni mechanicznych. Niemniej nazwa „Spartak”, chociaż nigdy nie pojawiła się na karoserii samochodu, weszła do powszechnego użycia.

Samochód na tle innych konstrukcji z krajów socjalistycznych wyróżniał się nowoczesną stylistyką, nadążającą za europejskimi trendami. Do tego dochodziły sprawdzone (choć bazujące jeszcze na przedwojennej konstrukcji) jednostki napędowe z blokiem odlanym z lekkich stopów. To rozwiązanie bardzo rzadko wówczas się spotykało, zwłaszcza w samochodach tej klasy.

Największą bolączką było przestarzałe zawieszenie, zarówno z przodu, jak i z tyłu oparte na wahaczach poprzecznych. Z „440-ką” wiązano wielkie plany eksportowe, dlatego obok wersji Standard powstawała także lepiej wyposażona odmiana Export. Linia modelowa składała się z: wariantów 440, 445 (z mocniejszym silnikiem) oraz kabrioletu o oznaczeniu 450 (dwa ostatnie powstały właśnie z myślą o zachodnich rynkach zbytu).

W 1959 roku Spartaka zastąpił nowy model – Octavia. Jednak z tym „nowy” trzeba być ostrożnym, bo w praktyce była to zmodernizowana, i to w niezbyt dużym stopniu, „440-ka”. Pewne elementy, które później znalazły się w Octavii, montowano w Spartaku już wcześnej, jednak to rok 1959 uznaje się za datę zmiany modelu. Najistotniejszą różnicą była nowa konstrukcja przedniego zawieszenia – teraz było oparte na sprężynach śrubowych i teleskopowych amortyzatorach. Octavia otrzymała też nowe deskę rozdzielczą oraz atrapę chłodnicy – to tyle z istotnych zmian. Model 440 zastąpiła Octavia, natomiast mocniejszą odmianę 445 – Octavia Super.

Właśnie taki model zobaczył Michał, gdy jeździł z kumplem rowerami. Początkowo wzięli go za Syrenę. Podczas oględzin z piskiem opon zatrzymał się koło nich Fiat 126p, którego kierowca najpierw poczęstował ich grubym słowem, a później rzucił: „Chcecie kupić”?

To były czasy, kiedy nikt jeszcze nie traktował starej Octavii jako zabytek, dlatego szybko udało się zebrać kwotę, której zażyczył sobie pan Ryszard: 300 zł. Jeszcze tylko dwa ruchliwe skrzyżowania, przez które Michał z bratem i kolegą musieli przepchać wypełnioną częściami zapasowymi nieruchomość, i z już dumą można było zakomunikować rodzicom: „Kupiłem samochód”! Jak nietrudno się domyślić, nie spotkało się to ze zbytnim entuzjazmem, tym bardziej że zbliżała się matura...

Nowy nabytek miał już swoje lata, bo był grubo po trzydziestce. Michał przeprowadził szybki remont, a w zasadzie kilka podstawowych napraw, w czym pomogli mu życzliwi sąsiedzi, i w drogę! I to nie byle jaką, bo z kolegami postanowił podbić Bieszczady. 400 km w jedną stronę, górskie serpentyny i powrót. I tutaj okazało się, jak dobrą konstrukcją jest Octavia, bo całą drogę spisywała się na medal.

No, prawie całą... Dwa kilometry od domu odmówiła posłuszeństwa, ale nie można jej za to winić. Jak trafnie ujął to Michał, studenckie paliwo szybko się kończy i Octavia wreszcie zaciągnęła do gaźnika jakieś paprochy z niemal pustego zbiornika. Wtedy klamka zapadła: samochód zostaje na dłużej, po czym rozpoczął się gruntowny remont do ostatniej śrubki.

O tym, że auto zostaje w rękach Michała, zadecydowały walory użytkowe pojazdu, które wcześniej doceniło również kilkaset tysięcy użytkowników tego modelu. Octavia, przeznaczona dla czterech osób, zapewniała całkiem przyzwoity komfort podróżowania. Niezależne przednie zawieszenie oraz koła o średnicy 15 cali dobrze sobie radzą z drogami o kiepskiej nawierzchni. Trzeba tylko pamiętać o jednej wadzie tego modelu: tylne wahacze mają tendencję do „podwijania”, przez co szybkie wejście w zakręt może skończyć się dachowaniem, a chyba większość dostępnych na rynku egzemplarzy nosi tego ślady.

Silnik (tu o pojemności 1,2 l i mocy 45 KM) jest elastyczny i umożliwia jazdę na 4. biegu zarówno z prędkością 40, jak i 110 km/h, przy zachowaniu rozsądnego spalania (średnio 9 l/100 km). Mocnymi stronami Octavii są też estetyka i jakość wykonania – drugorzędne dla użytkowników w krajach socjalistycznych, za to na Zachodzie przywiązywano do nich dużą wagę. Dwukolorowa tapicerka, podświetlane zegary z regulacją jasności, obrotowe popielniczki dla wszystkich pasażerów i aluminiowe listwy ozdobne sprawiały, że wnętrze wyraźnie odstawało od podobnych konstrukcji po naszej stronie żelaznej kurtyny. Oczywiście, na plus.

W aucie stosowano też wiele banalnie prostych rozwiązań, ułatwiających życie kierowcy. Ile litrów płynu do spryskiwaczy rozlałeś już, gdy próbowałeś uzupełnić jego poziom? A wystarczy zamontować wyjmowany zbiorniczek. Co zrobić, żeby bez problemu odpalić, kiedy auto długo stało? „Zapompować” układ ręczną dźwigienką ukrytą pod pompą paliwa. Takie zmyślne patenty sprawiały, że użytkowanie Octavii nie było udręką, a takie drobiazgi, jak gniazdo do podłączenia lampki serwisowej koło kolumny kierownicy czy zamykana z kabiny roleta chłodnicy na zimowe dni, dodatkowo ułatwiały eksploatację.

Życie zweryfikowało plany Michała i rozebrane nadwozie na 10 lat utknęło na kołkach. Pretekstem do ukończenia remontu okazał się ślub, do którego chciał pojechać swoją Octavią. Większość prac przeprowadził sam, włącznie z dorobieniem trudno dostępnych elementów blacharskich na własnoręcznie wykonanych tłocznikach.

Po remoncie silnik przeszedł kilkakrotnie testy, pracując 5 godzin bez przerwy na specjalnie przygotowanym stelażu. Udało się zdążyć, ale „czeszka” pokazała pazur – nie wiadomo, czy była zazdrosna o wybrankę Michała, ale w drodze po kwiaty... zablokowała tylne prawe koło. Jak się później okazało, z winy źle wyregulowanego układu hamulcowego.

Estetyczna, funkcjonalna, przemyślana, dopracowana – długo można by wymieniać zalety, ale wystarczy powiedzieć, że Skoda Octavia spełniała zachodnie standardy. Dlatego trudno zrozumieć, dlaczego tak się śmiejemy z południowych sąsiadów, których kultura motoryzacyjna ma się do naszej tak, jak skoki przez przeszkody do jazdy na oklep po pastwisku... Pierwsza „oktawka” jest też dowodem na to, że nie żelazna kurtyna przeszkadzała w zdobyciu zachodnich rynków zbytu, lecz archaiczne konstrukcje, awaryjność i dysydenci.

Skoda Octavia Super - plusy i minusy

Skoda Octavia na pewno jest samochodem godnym uwagi. Przemyślana konstrukcja, niezłe jak na tamte czasy i pochodzenie osiągi, komfort i bezawaryjność są w niej dostępne w o wiele niższej cenie niż w podobnej klasy autach zachodnich. Trzeba jednak pamiętać, że nie osiągnie takiego statusu, jak pojazdy niemieckie, brytyjskie czy francuskie z podobnego okresu.

Skoda Octavia Super - części zamienne

Z dostępnością części eksploatacyjnych i zamiennych nie ma praktycznie żadnych problemów, szczególnie u naszych sąsiadów, a ich ceny są przyzwoite. Polecamy przeszukiwanie portali aukcyjnych. Oczywiście są takie części, których trzeba poszukać, jak np. oryginalne uszczelki drzwi i okien. Także znalezienie podzespołów blacharskich może wymagać czasu oraz cierpliwości.

Skoda Octavia Super - sytuacja rynkowa

Oficjalnie do Polski trafiło 2000 egzemplarzy Octavii – 1000 zwykłej i 1000 wersji Super. Ile przywieziono na własną rękę – nie wiadomo. Obecnie ceny są bardzo różne. Za około 3000 zł kupicie raczej dawcę części. Kompletny i jeżdżący, ale wymagający remontu egzemplarz to wydatek rzędu 6000-8000 zł. Można też kupić auto kompletnie odrestaurowane za 30 000-40 000 zł.

Oglądając konkretny egzemplarz, warto zwrócić uwagę na kilka istotnych rzeczy: czy nie przeprowadzono amatorskich napraw blacharskich, polegających na wspawaniu płaskich arkuszy blachy zamiast profilowanych i czy elementy gumowe, w tym wspomniane wyżej uszczelki, nie są sparciałe. Zwróćcie uwagę na stan chromów – fabryczne cechowały się bardzo dobrą jakością i nawet po 50 latach zachowują atrakcyjny wygląd. Pozwoli to zaoszczędzić sporo czasu i pieniędzy.

Skoda Octavia Super - nasza opinia

Najciekawszymi wersjami są bazujący na Octavii kabriolet Felicia (następca modelu 450) oraz Octavia TS (Touring Sport), będąca – można tak powiedzieć – zamkniętą wersją tej pierwszej. Obie są napędzane zasilanym dwoma gaźnikami Jikova silnikiem o mocy 50 KM (później 55 KM).

Modele te powstały, żeby zwiększyć atrakcyjność oferty Skody na zagranicznych, zwłaszcza zachodnich rynkach. Jeżeli decydujesz się na „zwykły” model, sprawdź, czy dany egzemplarz nie dachował (o tej przypadłości piszemy w tekście głównym). Istotne jest też, żeby był oryginalny. W czasach PRL-u naprawiało się tym, co było dostępne, dlatego mogą trafić się „skundlone” auta.