Mercedes z charakterystycznymi pionowymi światłami zadebiutował w 1967 r. Początkowo dostępny był jako sedan, a w 1969 r. na salonie w Genewie pokazano coupé. Do wyboru były silniki Diesla o mocy od 55 KM do 80 KM i benzyniaki: 95-185 KM.

Rdza to największy problem auta

W 1973 roku auto poddano liftingowi. Odnowiony model można poznać m.in. dzięki innym tylnym światłom (nowe otrzymały charakterystyczne żebrowanie), w przednich drzwiach zlikwidowano fletnerki (małe szybki), przednią rejestrację przeniesiono spod zderzaka na zderzak.

We wnętrzu najbardziej widoczną zmianą było zastosowanie innej kierownicy. Obecnie w Polsce trudno znaleźć w pełni oryginalny egzemplarz. W naszym kraju sprowadzone pojazdy były wykorzystywane niemal do technicznej śmierci aut. W razie zużycia jakiejś części montowano to, co było dostępne, i nie dbano o zachowanie oryginalności.

Większość sedanów miała silniki Diesla i dlatego bardzo często były one wykorzystywane jako taksówki. Fakt, że Mercedes 115 nadawał się do tego doskonale, bo technika była niemal niezniszczalna. Trzeba jednak pamiętać, że technika to nie wszystko. Ważna jest również trwałość blach, a ta nie była najlepsza nawet w późniejszych modelach.

Rdza pojawiała się na niemal wszystkich metalowych elementach: rantach drzwi, klapach, nadkolach, podłużnicach oraz częściach zawieszenia czy na podłodze. Obecnie ten problem się pogłębił, bo przecież samochód ma już co najmniej 37 lat. Jest to tym bardziej kłopotliwe, że remont będzie bardzo drogi.

Z racji tego, że samochód był sprzedawany na rynku amerykańskim, pod poszyciem znalazło się dużo wzmocnień, które poprawiały bezpieczeństwo bierne. Obecnie naprawienie tych elementów jest skomplikowane, a przez to drogie, choć możliwe.

Części, w tym oryginalnych, nie brakuje. Decydując się na „115-kę”, trzeba się również liczyć z niekompletnym wyposażeniem wnętrza oraz zniszczoną tapicerką. Nie ma mocnych – czas robi swoje.

Limuzyna bez wspomagania

Jazda „115-ką” z dieslem to duża przyjemność, bo dzięki miękkiemu zawieszeniu czujemy się tak jak w limuzynie – auto płynie przez wszelkie nierówności. Gorzej jest podczas manewrowania. Ciężki silnik w połączeniu z brakiem wspomagania sprawia, że trzeba mieć dużo siły.

Jednak każdy fan będzie zachwycony charakterystycznym klekotem silnika. Tego doznania pozbawieni są właściciele benzyniaków. W tym przypadku częściej można liczyć na wspomaganie. Cenione są wersje 6-cylindrowe.