Słychać tylko dochodzący spod maski cichy łoskot podwójnego łańcucha, ale w przypadku 420 SE wszystko ginie w zalewie porannego ruchu miejskiego we Frankfurcie nad Menem. Z kolei wizerunek Mercedesa odbija się w szklanych fasadach wieżowców, których wieże, niczym ogromne igły, wbijają się w błękit nieba.

Pośród wielu klas S, BMW serii 7 czy Audi A8 w ulubionym w tej klasie czarnym kolorze jasnobrązowe 420 SE robi duże wrażenie, zupełnie jak tweedowa marynarka jego właściciela. Ten metaliczny kolor ochrzczono mianem „Impala”. Trzeba mieć dużo fantazji, żeby kolor lakieru nazwać tak samo, jak gatunek antylopy. Określenie „Brasil”, nadane tapicerce prezentowanego egzemplarza, pasuje tu już lepiej. Podstawy siedzeń również są w brązowym kolorze, zatem taka kompozycja przypomina barwą brazylijski tytoń.

I właśnie to zainspirowało designerów do wybrania wspomnianej nazwy. Trzeba przyznać, że w tym kolorze Mercedes 420 SE wygląda wyjątkowo atrakcyjnie. Wśród innych czarnych limuzyn tej klasy wyróżnia się niczym czapeczka Nikiego Laudy wśród kapeluszy. Ma się wręcz wrażenie, że 420 SE miało podążać innym torem. Co do osiągów silnika tego modelu to trudno je jakoś przyporządkować. W 1989 roku ponadpółtoratonowy model miał motor z katalizatorem, o mocy 224 KM.

Modelem 420 SE podróżuje się płynnie, ale niezbyt szybko. Wersja z katalizatorem ma 224 KM. W przypadku W126 estetyka była ważniejsza od prostackiego zwiększania koni mechanicznych

Obecnie jego przeciwnikiem – zarówno pod względem masy, jak i mocy – mógłby być już nawet kompakt. Dobrze, że przynajmniej liczba 420 na klapie bagażnika budzi trochę szacunku. Przyznajemy jednak, że wersja 420 nie przyciąga tak majestatem, jak odmiany 500 lub 560.

Podstawą dla silnika wersji 420 była wykonana z lekkich metali jednostka V8 o pojemności 3,5 l (M116). Motor zadebiutował w 1969 roku w modelu W109/111. Jednak w W126 początkowo ten motor miał pojemność 3,8 l. Taka jednostka była instalowana od razu po debiucie samochodu w 1979 roku. Dopiero przy okazji liftingu w 1985 roku pojemność motoru zwiększono do 4,2 l.

Ten silnik przypomina swoim działaniem pojedynek piłkarza z biegaczem na 400 m. Jest tak dlatego, że pełnej mocy nie odczuwa się od razu i z dolnego zakresu obrotów, lecz przychodzi ona wraz z rozpędzaniem się. Jednocześnie napęd jest nieco spowalniany przez 4-biegową skrzynię automatyczną, dość wcześnie przełączającą na wyższe przełożenia. Jednak z drugiej strony luksusowa limuzyna nie musi przecież swym działaniem przypominać rączej gazeli.

Najbardziej zrównoważona stylistyka nadwozia – przynajmniej na tle wszystkich generacji klasy S – to zasługa projektu designera Bruno Sacco. Mimo że samochód jest komfortowy, to jednocześnie podczas prowadzenia wyczuwa się, że zawieszenie potrafi być w wystarczającym stopniu sztywne – z pewnością nie jest to przesadnie miękki pojazd, niczym kłębek waty.

Pierwszy właściciel ziemistą kolorystykę skomponował z tworzywem Brasil. Radio z nawigacją dołożono dodatkowo.

Powody do zadowolenia daje również wystarczająco precyzyjny układ kierowniczy. Kierowca ma na tyle duże wyczucie drogi, że nie będzie miał wrażenia, że pomiędzy kierownicą a kołami jest jakiś elektryczny łącznik wspomagania, który zakłóca radość z prowadzenia samochodu. Przy tych wszystkich zaletach nie powinno chyba dziwić, że Mercedes W126 to samochód, który bez problemu nadaje się do użytkowania przez całe życie. Albo nawet dwa życia.

Model 420 SE jest w naszej rodzinie już od 1996 roku, kiedy to kupił go mój ojciec – mówi Marcus Janke, wykwalifikowany specjalista ds. handlu zagranicznego z Frankfurtu. – Ojciec miał poprzednio model 280 SEL z 1983 roku i przeżył w nim poważny wypadek. Dlatego zdecydował, że następnym samochodem również będzie model W126. Miał blisko 27 tys. km na liczniku, gdy ojciec Marcusa kupił go w salonie Mercedesa we Frankfurcie.

W 2002 roku przesiadł się do S 430 serii W220. W tym czasie model 420 osiągnął dopiero 61 tys. km przebiegu – twierdzi Marcus. Obecnie na liczniku tego samochodu są tylko 83 tys. km przebiegu. We Frankfurcie jest jeszcze kilka takich aut, które w dalszym ciągu znajdują się w dobrym stanie i są użytkowane. Szklane pałace wkrótce znikną z odbicia wstecznego lusterka, ale specyficzny dźwięk spod maski na długo pozostanie w naszych uszach.

Nawet jeżeli nie jest to wersja długa, to i tak znajdziecie w niej mnóstwo miejsca na nogi.

Mercedes 420 SE - Plusy/Minusy

Wersja 420 SE pojawiła się dopiero po liftingu w 1985 roku. Dobrą stroną tego modelu jest przydatność na co dzień, poza tym spalanie i zabezpieczenie antykorozyjne w drugiej serii (1985-92) są lepsze niż w autach produkowanych przed liftingiem (1979-85). Topowe egzemplarze wciąż rzadko spotyka się na rynku.

Podobno w przypadku samochodów z małymi przebiegami trzeba zachować ostrożność. Kiedy brakuje książki przeglądów lub gdy ślady zużycia nie odpowiadają podawanemu przebiegowi, również należy uważać.

Wszystkie Mercedes W126 przekonują wysoką jakością wykonania. Mimo to rdza często występuje w dolnej części ramy szyby, na tylnych błotnikach, w miejscu mocowania podnośnika, na rantach drzwi, a nawet poniżej reflektorów w komorze silnikowej. Ponadto warto zwrócić uwagę na wahacze wzdłużne.

Typowe jest również zużycie półosi i układów kierowniczych, a ponadto – wycieki oleju z silnika oraz skrzyni biegów.

Mercedes 420 SE - części zamienne

Dostępność podzespołów w Mercedesie oraz u niezależnych sprzedawców jest bardzo dobra. Trzeba jednak pamiętać, że rzadko spotykane elementy wyposażenia wnętrza będą drogie. Dużo pieniędzy potrzeba też na elektronikę, jednak w dalszym ciągu jest ona w porządku.

Ewolucja zamiast rewolucji – silnik V8 o pojemności 4,2 l, wykonany z metali lekkich, miał wewnętrzne oznaczenie M 116 E 42. M 116 w prostej linii wywodziło się z jednostki z 1969 roku – 3,5-litrowego, 8-cylindrowego silnika z modelu W109/111

Mercedes 420 SE - sytuacja rynkowa

Warto poszukać aut poliftingowych w wersjach 500 lub 560 (10 000-15 000 euro). Z kolei model 300 może być o połowę tańszy i mniej zniszczony, m.in. z racji niższej masy nad przednią osią. Wariant 420 to kompromis pomiędzy modelami 300 i 500, jednocześnie jest nieznacznie droższy od odmiany 300.

Warto zainteresować się autami sprowadzanymi z Japonii (kierownica po lewej stronie) – mają atrakcyjne ceny, niezbyt wysokie przebiegi i są w dobrym stanie.

Mercedes 420 SE - polecamy

Warto zapłacić o 1000-2000 euro więcej i kupić model, który nie będzie już wymagał nadmiernej renowacji. Podczas poszukiwań trzeba również zdawać sobie sprawę z tego, że nie ma aut z pełnym wyposażeniem – jest ono mniej lub bardziej kompletne. Wynika to z bardzo długiej listy opcji. W trakcie oglądania pojazdu warto nacisnąć wszystkie klawisze i sprawdzić, czy wszystko działa. W przypadku modelu 420 z katalizatorem samochód spełnia normę Euro 2.

Mercedes 420 SE - adresy

Kluby: www.klubw126.pl; www.s-klasse-club.de Literatura: Zdzisław Podbielski, „Poznajemy samochody osobowe świata. Pojazdy RFN”, WKŁ.

Mercedes 420 SE - historia

Mercedes zaprezentował klasę S model W126 podczas salonu samochodowego we Frankfurcie w 1979 r. Początkowo oferowano: 280 S/SE/SEL, 380 SE/SEL, 500 SE/SEL oraz 300 SD (w Ameryce Północnej).

Jesienią 1985 r. pojawiła się druga generacja W126, którą można rozpoznać po gładkich bocznych listwach. Model 260 SE zastąpił 280 S, a 300 SE/SEL – wersję 280 SE/SEL. Zupełnie nowe były: 420 SE/SEL, 560 SEL (od jesieni 1988 r. także 560 SE) oraz 300 SDL (do 1987 r.).

Od jesieni 1985 roku limuzynę fabrycznie przystosowywano do montażu katalizatora. Kolejnej jesieni element ten pojawił się w serii, ale poprzednia opcja pozostała w ofercie jeszcze do sierpnia 1989 r.

Wyjątkiem była odmiana 560 SEL ECE bez katalizatora, o mocy 300 KM (od 1985 do 1987 r.). W 1987 r. Mercedes zwiększył moc silników V8 – pozwoliło to skutecznie konkurować z BMW 750i. Ostatnia odmiana, z przełomu lat 1989/90, to 350 SD/SDL. Do 1992 r. powstało 818 036 egzemplarzy W126. Do dziś samochód jest uznawany za najbardziej luksusową limuzynę wszech czasów.