Można by się pokusić o stwierdzenie, że 10 tys. km jazdy w parku prasowym to jak 20-30 tys. przeciętnej eksploatacji, ale byłoby to czyste gdybanie. Dlatego się tego nie podejmiemy. Pierwszy kontakt z naszym weteranem testów najnowszym Mitsubishi Lancer przyniósł mieszane wrażenia. Oto bowiem przednia część maski silnika okazała się wyraźnie matowa na tle reszty nadwozia. Nawet zakładając, że auto było myte dwa razy w tygodniu w myjni automatycznej, nie jest to znak jakości Mitsubishi.

Na szczęście to jedyna wpadka, wskazująca na ponadprzeciętne ślady zużycia. Zza nieco wyślizganej, ale dość dobrze znoszącej upływ czasu skórzanej kierownicy Lancera kokpit wygląda jak nowy. Żadnych przetarć, auto prezentuje się w środku tak, że mogłoby równie dobrze wyjechać z salonu. Nic nie trzeszczy, a prowadnice foteli nie mają wyczuwalnego luzu.

A co z elementami sterowania? Jak po 60 tys. km pracują przełączniki i pokrętła? Może trochę lżej niż w nowym aucie, ale wciąż bezproblemowo. Największa różnica występuje w siłach na kierownicy, które wyraźnie zmniejszyły się wraz z przebiegiem.

Przejdźmy teraz do zawieszenia naszego Lancera, które również dzielnie zniosło dziennikarskie testy. Nic w nim nie stuka, nie hałasuje, a auto stało się tylko minimalnie mniej zwarte na zakrętach, co po takim przebiegu na polskich drogach należy uznać za osiągnięcie. Dźwignia biegów nadal pracuje twardo, pewnie i przyjemnie – to jeden z mocnych atutów Mitsubishi.

Wiemy już, że Lancer dobrze znosi intensywną eksploatację. To może zachęcać do zakupu, wypada więc chociaż przez moment zająć się innymi niż odporność na zużycie walorami tego auta. Nasz Lancer ma bardzo bogate wyposażenie (w testowanej wersji Invitem.in. automatyczna klimatyzacja, 7 airbagów, system stabilizacji toru jazdy, podnoszone elektrycznie szyby, radio z Bluetooth, aluminiowe felgi, tempomat), a do tego dobrą cenę, przestronną tylną kanapę oraz agresywny wygląd.

Mitsubishi Outlander - Duży, ładny... terenowy?

Jedno z najczęstszych pytań po pierwszym kontakcie z Lancerem w wersji Sportback brzmiało: „czy to auto było tuningowane?”. Trudno się temu dziwić, patrząc na gigantyczny tylny spoiler. Naszym zdaniem Sportback wygląda nieco mniej harmonijnie od sedana, ale to już kwestia gustu.

Mitsubishi Lancer ma też kilka niedostatków, z których najistotniejszy to brak poziomej regulacji kolumny kierownicy. Wysocy kierowcy mogą mieć problem ze znalezieniem komfortowej pozycji.

Przy silniku o mocy ponad 140 KM przydałby się 6. bieg, co z pewnością pozwoliłoby obniżyć wysokie spalanie podczas jazdy pozamiejskiej. W sumie jednak Lancer po tak intensywnej eksploatacji okazuje się solidnym autem. Za podobną cenę konkurencja nie jest tak wylewna, jeśli chodzi o wyposażenie i moc silnika. Dokładniej o tym, jak nam się jeździ Lancerem po 60 tys. km, napiszemy w kolejnych odcinkach testu.

Podsumowanie

Jak na samochód, który przebywał przez 60 tys. km w rękach dziennikarzy motoryzacyjnych, Mitsubishi nosi tylko niewielkie ślady zużycia. To niemal cud, bo są marki, których auta po takich przygodach nadają się już tylko do gruntownej renowacji. Gdyby ktoś zapragnął nowego Lancera, to jest ku temu świetna okazja, bo bogato wyposażoną, podstawową wersję Lancera 1.8 można kupić za nieco ponad 58 tys. zł. Auto ma kilka wad, np. wysoki kierowca będzie siedział w nieoptymalnej pozycji, a bagażnik jest mały.