Za blisko 400 tys. zł można kupić hybrydowego Mercedesa klasy S – wiadomo: limuzyna, ponad 270 koni pod maską, a do tego uspokajający sumienie napęd hybrydowy, który nie tylko obniża zużycie paliwa, lecz także emisję znienawidzonego CO2. W zasadzie wszystko jest w porządku (czy można w ogóle narzekać na „eskę”?), ale gdzie radość z jazdy?

Range Rover Sport to zupełnie inna bajka. Gdy podchodzimy do auta, mamy wrażenie, że zostało ono zaprojektowane nie dla ludzi przeciętnego wzrostu, lecz dla rodziny Guliwera. Duże, 20-calowe koła przekonują nas, że ten samochód naprawdę wiele potrafi i sprawdzi się nie tylko na asfaltowych drogach. Wsiadamy do środka i pierwsze zdziwienie: wcale nie jest tak przestronnie. Nie żeby było mało miejsca, ale z zewnątrz wydawało się, że w aucie będzie można biegać.

Drugie zaskoczenie? Superszlachetne wykończenie. Rozumiemy, że ten pojazd w prawdziwie trudnym terenie raczej się nie pojawi, ale skórzana tapicerka najwyższej jakości, aluminiowe dodatki czy drewniane wstawki równie dobrze mogłyby się znaleźć w luksusowym samochodzie prezesa spółki notowanej na giełdzie.

Wsiadamy. Lewa ręka automatycznie ląduje na szerokim „parapecie” boczka drzwi, na którym umieszczono też panel sterowania szybami i lusterkami. Znalezienie wygodnej pozycji nie powinno sprawiać żadnego problemu, chyba że mamy ponad 2 m wzrostu. Jeśli tak, nie zamawiajmy elektrycznie sterowanego szyberdachu, gdyż zabiera on sporo przestrzeni nad głową. Wszystko urządzono przejrzyście, z jednym, małym wyjątkiem: na kierownicy nie można już było umieścić więcej przycisków. Przyznajemy jednak, że dzięki temu łatwo obsługuje się radio, tempomat, telefon i komputer pokładowy. I to wszystko bez odrywania rąk.

Tylną kanapę wyprofilowano w taki sposób, że najwygodniej będzie podróżować na niej 2 osobom, choć szerokość Range’a jest wystarczająca dla trójki podróżnych. Tylnych siedzeń nie można też przesuwać, choć oczywiście da się je złożyć. Przy normalnym położeniu kanapy bagażnik ma 450 l – bezpośredni konkurenci oferują na tym polu więcej.Za to co do dynamiki i kultury pracy 3-litrowego turbodiesla nie zgłaszamy żadnych zastrzeżeń.

Wciśnięcie pedału gazu do oporu podczas ruszania powoduje „wystrzelenie” ważącego ponad 2,5 tony auta z taką siłą, że głowa kierowcy opiera się na zagłówku. Towarzyszy temu charakterystyczny świst turbiny i powietrza opływającego karoserię – pudełkowate, wysokie nadwozie Sporta nie jest najlepszym przykładem rozwiązań aerodynamicznych.W związku z tym wydawać by się mogło, że samochód powinien sporo palić. Nic bardziej mylnego! Mimo usilnych prób („automat”, jazda autostradą i duży udział ruchu miejskiego w cyklu pomiarowym) Range Rover Sport zużywał średnio ok. 11 l/100 km – o 2 l więcej niż mówi fabryczna norma. Ale czy tak ciężkie auto może palić mniej? Nie zapominajmy, że mimo całej luksusowej otoczki Rangepozostaje autem terenowym, zbudowanym na ramie, ze stałym napędem 4x4 i klasycznym reduktorem.

Nad komfortem podróżowania czuwa standardowe zawieszenie pneumatyczne z systemem Terrain Response i kilkoma trybami pracy: w zależności od potrzeb auto można podnieść, obniżyć lub przy dużych prędkościach utwardzić. Fanów wypraw terenowych ucieszą z pewnością „elektroniczni pomocnicy”, którzy dostosowują napęd do warunków jazdy (piasek, błoto, śnieg).

Pod wieloma względami Range Rover Sport jest pojazdem niepowtarzalnym. Dotyczy to także ceny. Patrząc na wyposażenie standardowe, autu nie można nic zarzucić: nawigacja, 20-calowe felgi aluminiowe, system przeciwdziałania przechyłom, fotele sterowane elektrycznie, skórzana tapicerka i wiele innych mniej lub bardziej przydatnych rzeczy. Podstawowa odmiana kosztuje 79,1 tys. euro, czyli ok. 315 tys. zł.

Dodatkowe wyposażenie naszego testowego egzemplarza oznacza wydatek ponad 15 tys. euro (blisko 60 tys. zł), co niebezpiecznie przybliżyło cenę do kwoty 400 tys. zł. Bezpośrednia konkurencja jest tańsza, ale ponieważ powyżej pewnego pułapu pieniądze nie mają dużego znaczenia, stawiamy na Range’a!

PODSUMOWANIE - Range Rover Sport to samochód, który wyrósł z wieloletniej terenowej tradycji brytyjskiej firmy. Jego bezpośredni konkurenci są jednak przede wszystkim pojazdami luksusowymi, dopiero później stawia się na off-roadowe talenty. Range ma coś więcej. Oczywiście, większość użytkowników tego pojazdu nie pobrudzi jego kół zbyt często, ale taka możliwość zawsze istnieje.