Lincoln

Audi A4 kontra BMW serii 3 i Volvo S60 - tym jeździ biznes

Lincoln Town Car (test używanego)

Większości osób amerykańskie samochody kojarzą się z wielkimi pontonami, które lekko szturchnięte w poniedziałek, bujają się aż do soboty. Są z natury niezbyt szybkie, za to - wyposażone w mocarne silniki widlaste - na sam rozruch zużywają więcej paliwa, niż dowolna Skoda przez cały rok. Żeby było zabawniej, za przeniesienie napędu na tylne koła odpowiada ospała automatyczna skrzynia, zwykle czterobiegowa, gdzie nadbieg traktowany jest jak manna z nieba. Cóż, nie da się ukryć, że trochę w tym racji jest. A Lincoln Town Car, jeden z najbardziej charakterystycznych amerykańskich samochodów, wcale nie aspiruje do tego, aby opinię tę zmienić. Bo i po co, jeżeli idealnie odpowiada klientom, dla których został stworzony? Silnik V8 o pojemności 4,6 litra wydaje się wprost stworzony do samochodów sportowych. Niestety (a może “niewysilenie" przełożyło się korzystnie na trwałość jednostki?) moc motoru ograniczono do zaledwie 240 koni mechanicznych, co w samochodzie ważącym dobre 2 tony i wyposażonym w ospałą automatyczną skrzynię biegów nie przekładało się na godne pojemności osiągi. Mimo że jednym ruchem stopy na pedale gazu można zdjąć opony z tylnych kół Town Cara, to jednak limuzyna ta jest znacznie bardziej stateczna, niż można by oczekiwać. Klasyczny Lincoln nie tylko przyspiesza ospale, ale także niechętnie hamuje, a pokonywanie zakrętów za kierownicą tegoż Amerykanina nie odstaje od stereotypów. Coś za coś. W polskich warunkach utrzymywanie klasyków zza oceanu, zwłaszcza...

Pokaż więcej