Producenci samochodów codziennego użytku walczą o sprzedaż specjalnymi rabatami lojalnościowymi, akcjami promocyjnymi typu „czarny piątek” lub „noc cudów” czy wychodzą naprzeciw klientom poprzez mailing lub call center. W salonach Porsche sytuacja wygląda już nieco inaczej, choć również nie można odmówić tym samochodom wszechstronności, którą nie raz już udowodniono. Kiedy w naszej głowie zapadnie decyzja o zakupie i chcąc coś ugrać zapytamy o rabat, na ustach sprzedawcy pojawi się grymas uśmiechu i padnie odpowiedź „to jest Porsche, tu nie ma rabatów”.

Marki takie jak Ferrari i McLaren idą o krok dalej. Chcąc nabyć np nowego McLarena P1 GTR, nie wystarczy mieć torby pieniędzy, trzeba posiadać „regularne” P1. Czy przekłada się to na zmniejszenie sprzedaży? Nic z tych rzeczy. Producenci śpią spokojnie, a osoby które już kupiły 1 z 58 egzemplarzy, w kilka chwil podwoiły lub nawet potroiły wartość swojego limitowanego McLarena.

Przeszukując internet natrafiliśmy na unikatowy egzemplarz czarno-żółtego P1 GTR w Elsloo w Holandii. W jego przypadku nie musimy mieć standardowego P1, czy w ogóle żadnego samochodu. Jedyny warunek to stan konta przekraczający 3 300 000 $, bo taka jest właśnie jego cena. Posiada numer 34/58, jest niemalże cały żółty, z pojedynczymi czarnymi elementami, wnętrze wykonano z carbonu, a w wyposażeniu nie znajdziemy żadnych elementów poprawiających komfort, wyłącznie osprzęt przydatny podczas wyścigu.

Jego unikatowość nie wynika z ceny czy specyfikacji, a z ultraniskiego przebiegu. Obecny właściciel przejechał nim jedynie 203 km i to po torze. Skąd ta pewność? Samochód jest w specyfikacji torowej i nie posiada homologacji drogowej. W związku z tym, jeżeli już wyskrobiemy z portfela 3,3 mln $, parę „groszy” na ubezpieczenie, aby pojechać do znajomych pochwalić się nowym nabytkiem, musimy odbyć wizytę w Lanzante Motorsport, która przerabia P1 GTR do użytku publicznego.

Co sądzicie o P1 GTR? Zasługuje na miejsce w waszym Top Garage? Zapraszamy do komentowania.