Pathfindera polubiliśmy głównie za dużą ilość miejsca, jaką oferuje. W przypadku wielu modeli porównywalnej długości musimy się zastanawiać, czy na urlop zabrać rowerek trójkołowy czy hulajnogę. W Pathfinderze po prostu otwieramy tylną klapę i pakujemy obydwie rzeczy. Na wycieczkę niedzielną chcą pojechać dziadkowie? Nic prostszego - raz, dwa i z podłogi bagażnika wyczarowujemy trzeci rząd siedzeń (wyposażenie seryjne w bogatszych wersjach). Jednak nie tylko praktyczność kanciastego, zaprojektowanego na rynek europejski i produkowanego w Hiszpanii Japończyka przypadła nam do gustu. Również na asfalcie zwinnie mkniemy do przodu, a do wystarczająco dużego zbiornika paliwa podłączony jest mało "zachłanny" silnik. Docenimy system nawigacji oraz centrum rozrywki, którego obsługa już po krótkim przyzwyczajeniu okazuje się bardzo prosta. W jego skład wchodząm.in. odtwarzacz MP3 i zmieniarka CD na 6 płyt, co gwarantuje wystarczającą ilość muzyki na długich trasach. Wspomnieć też należy o przydatności w terenie. Zapewnia ją stabilne zawieszenie, duży prześwit oraz rozwiązania techniczne typowe dla samochodu terenowego (rama, skrzynia redukcyjna). Duży jest też ciężar, jakim możemy obciążyć hak holowniczy. Wprawdzie już od pierwszych metrów czujemy, że nie siedzimy w samochodzie sportowym, ani w komfortowej limuzynie, ale właśnie uczucie pewnego prowadzenia budzi zaufanie.Podczas pierwszych 40 tys. km testowany ciemnoczerwony samochód potwierdzał wrażenie solidności nieskazitelną niezawodnością. Denerwowały jedynie sprzężone z instalacją spryskiwaczy szyb wysokociśnieniowe spryskiwacze reflektorów. Podczas zimowych podróży zbiornik płynu był opróżniany tak szybko, że trzeba było go uzupełniać... pomiędzy tankowaniami. Problem rozwiązaliśmy sami − od tej pory bezpiecznik od żarłocznej pompy podróżowałw schowku na rękawiczki, a płynu do szyb wystarczało na kilka tygodni. Szkoda, że odkąd rządy objął bezlitosny Carlos Ghosn Nissan nie mógł wydać pieniędzy na oddzielny zbiornik na płyn do spryskiwaczy reflektorów. To, że obecny gospodarz Nissana - Renault - na przełącznikach oszczędzał bez umiaru, okazało się już przy przebiegu 44 300 km.W kalkulacji nie zmieściło się kilkadziesiąt eurocentów na porządny zawór odpowietrzający przewody ogrzewania. Zamiast niego posłużono się małą gumową zatyczką zamykaną blaszaną klamerką, co musiało wydać się zabawne również kunie, która wygryzła jąw ciągu nocy. Ponieważ następnego dnia było zimno, szybko wyszło na jaw, że ogrzewanie nie działa prawidłowo. Nie stwierdzono jednak innych usterek. Wskaźnik temperatury cieczy chłodzącej znajdował się w normalnym zakresie, brak niestety oddzielnego systemu kontrolującego poziom płynu. Po rozmowie z najbliższym serwisem Nissana, który zadeklarował gotowość przeprowadzenia naprawy, nasz "pacjent" za poradą szefa serwisu miał dojechać do warsztatu na własnych kołach. To był błąd - w przypadku takiej usterki stanowczo trzeba domagać się lawety. Obejrzano szkody i rzekomo dokonano naprawy. Dwa dni później, po przejechaniu 300 km Pathfinder ponownie znalazł sięw tym samym serwisie. Wynik tym razem bardziej szczegółowej kontroli: uszkodzenie głowicy cylindrów lub jej uszczelki spowodowane niezauważonym przegrzaniem silnika, które nie zostało stwierdzone również przez wskaźniki pokładowe (!), najprawdopodobniej z powodu wadliwie skonstruowanych urządzeń kontrolnych. Demontaż ujawnił uszkodzenie głowicy cylindrów. Niestety (zapewne kolejne oszczędności...), Nissan nie prowadził wystarczających zapasów części. Również na linii produkcyjnej nie ma magazynu z podzespołami, dlatego aż dwa miesiące czekaliśmy, zanim w fabryce w Hiszpanii... wygospodarowano głowicę cylindrów! Obecnie głowica powinna dotrzeć do serwisu rzekomo w ciągu 2 tygodni. Przykłady podniesienia rentowności Nissan pokazał też w kwestii udziału w kosztach argumentując, że chodzi tu o uszkodzenie spowodowane przez kuny, czego oczywiście nie obejmuje gwarancja. Nie przyznano nawet udziału w kosztach wynikających z rzetelności producenta. Rachunek opiewał na kilkanaście tysięcy! Na pocieszenie Pathfinder bezawaryjnie pokonał kolejne 30 tys. km, jeśli pominiemy zgubioną ozdobną listwę zderzaka, która zginęła w czasie pokonywania zaspy śnieżnej. Od 74 408 km rozpoczęła się jednak seria zdarzeń związanych z uszkodzeniami elementów plastikowych we wnętrzu, co pokazuje znaczenie kosztów przy wyborze materiałów: najpierw rozpadł się rzadko używany przełącznik oświetlenia wnętrza. Od tej pory przy otwieraniu drzwi nie było światła. Przełącznik elektrycznego ustawiania siedzenia kierowcy zaczął zwisać w obszyciu ze sztucznej skóry, jednak nadal działał. Chwilę później posłuszeństwa odmówiły trzy z czterech dysz spryskiwaczy przedniej szyby. Zabawnie wyglądał rozpadający się na kawałki podczas wyjmowania butelki uchwyt na napoje w konsoli środkowej: "zmęczone" końcówki w końcu odpadły. Oprócz oświetlenia żadnegoz tych uszkodzeń nie naprawiono w ramach gwarancji. "Drobnostki" kosztowały blisko 3 tys. zł, wliczając zniszczoną przez kuny matę izolacyjną komory silnika (540 zł) i rozbite szkło tylnych świateł. Takim sposobem oszczędzania i polityką dystrybucji części zamiennych irytuje się klientów. Tym sposobem Nissan może stracić dobrą reputację u kierowców - drogiego przecież - segmentu 4x4. Podsumowanie Wygodne wnętrze i dobra dynamika to niewątpliwe atuty Pathfindera. Jednak nasz test obnażył również niedoskonałości konstrukcji i obsługi posprzedażnej Nissana. Usterka silnika nie była co prawda zawiniona bezpośrednio przez Nissana, ale też nie doszukamy się w niej naszej winy, a musieliśmy ponieść konsekwencje. Dodatkowym minusem jest nadspodziewanie długi okres oczekiwania na naprawę. Miejmy nadzieję, że kierownictwo Nissana zrozumie, że z oszczędnościami nie można przesadzać.