Materiał przygotowany we współpracy z firmą President.

Jak najwygodniej i najbezpieczniej dojechać do celu samochodem? Wybierając się w dłuższą podróż coraz chętniej podróżujemy drogami najwyższych kategorii takimi jak autostrady i skrzyżowania. A2 szybko dotrzemy z Warszawy do Łodzi, Poznania czy zachodniej granicy. A1 sprawnie dojedziemy na wybrzeże. A A4 łatwo pokonamy dystans z Wrocławia do Krakowa czy jeszcze dalej w stronę Rzeszowa. S3 jest najlepszą trasą na podróż między Szczecinem a Gorzowem Wielkopolskim. S7 szybko dotrzemy do Radomia a S17 łatwo ominiemy Lublin. Duży ruch panuje na S8 nie tylko w stronę Warszawy.

W teorii ryzykujemy mniej, gdyż nie napotykamy po drodze niebezpiecznych skrzyżowań, krętych wąskich dróg, słabo wyprofilowanych łuków oraz tras przez duże kompleksy leśne, w których pełno dzikiej zwierzyny. Paradoksalnie jednak najbardziej groźne w skutkach zdarzenia mają miejsce tam gdzie powinniśmy podróżować bezpieczniej. O karambol czy inne poważne wypadki z udziałem wielu aut łatwiej na autostradzie czy drodze ekspresowej niż na mniej uczęszczanych drogach wojewódzkich, powiatowych czy nawet gminnych.

Jak ostrzegać się przed utrudnieniami? W epoce smartfonów kierowcy sięgają po różne aplikacje do zgłaszania zdarzeń i wzajemnego ostrzegania. Trudno odmówić zalet popularnym programom. Wszystkie mają jedną istotną wadę – ich użyteczność i przydatność jest ściśle związana z dostępem do internetu. A ten wbrew pozorom nie jest tak idealny jak mogłoby się wydawać. Wciąż zdarzają się miejsca, w których brakuje odpowiedniego zasięgu sieci telefonii komórkowej (problemy są nawet w centrach dużych miast). Paradoksalnie o problemy łatwo na nowych odcinkach dróg ekspresowych i autostrad, które wytyczono daleko od miejsc zabudowanych. I zwykle daleko od masztów sieci telekomunikacyjnych, które w pierwszej kolejności stawiane są tam, gdzie przebywa najwięcej potencjalnych klientów. A bez dostępu do sieci trudno wysłać ostrzeżenie o karambolu czy innym poważnym wypadku.

President Andy ASC

Nie dziwi zatem, że wśród użytkowników którzy najwięcej korzystają z dróg (przewozy osobowe i towarowe) niezmiennie króluje radio CB, które jest wolne od problemów z dostępem do sieci telefonii komórkowej. Kierowcy mogą się wzajemnie informować o utrudnieniach. Nie tylko o przysłowiowych krokodylach (ITD) czy policyjnych kontrolach prędkości. CB świetnie sprawdza się nawet w sytuacji klęsk żywiołowych czy niekorzystniej pogody, gdy zerwane są linie energetyczne i brakuje zasilania dla infrastruktury sieci telefonii.

Wbrew pozorom z CB korzysta wciąż wielu kierowców. Charakterystyczną antenę znajdziemy na dachu niemal każdej ciężarówki, samochodu dostawczego oraz aut przedstawicieli handlowych. Według pomiarów ruchu prowadzonych przez GDDKiA średni ruch pojazdów ciężarowych w ciągu dnia i nocy jest dość duży (odpowiednio 22,8 proc i 77,2 proc całego ruchu). A to oznacza, że dalej mamy spore szanse uzyskać ważne informacje o obranej trasie od trakera. I równie duże szanse od kierowcy autobusu, pojazdu dostawczego czy osobowego.

Informacje o karambolu i innych zagrożeniach kierowcy mogą sobie wzajemnie przekazywać na bardzo duże odległości, by z dużym wyprzedzeniem zaplanować ominięcie lokalizacji. Bardzo pomocni w różnych sytuacjach są także entuzjaści, którzy stale prowadzą nasłuch korzystając z anten stacjonarnych. W wielu polskich miastach łatwo o osoby, które społecznie udzielają pomocy i wspomagają kierowców na kanale 19. Dzięki temu mogą z dużym wyprzedzeniem ostrzec zmierzających w kierunku miejsca zagrożenia. A takie informacje trudno przecenić.

Wybierając się zatem w podróż warto zabrać ze sobą dobre radio CB z porządną anteną, szczególnie gdy na co dzień leży na półce w garażu. Sprzęt może się bowiem przydać w najbardziej nieoczekiwanej sytuacji. I ocalić nasze zdrowie, a niekiedy nawet życie.

Materiał przygotowany we współpracy z firmą President.