• Jesteśmy narodem piwoszy – piwo to najpopularniejszy napój alkoholowy w Polsce
  • W ostatnich latach spożycie piwa nieznacznie spadło, ale z roku na rok sprzedaje się więcej piw bezalkoholowych
  • Piwo bezalkoholowe może zawierać do 0,5 proc. alkoholu
  • Po piwie bezalkoholowym można prowadzić auto. A czy wolno je pić także podczas jazdy?
  • Więcej takich tekstów znajdziesz na stronie Onetu

Piwo bezalkoholowe? Piję je częściej od alkoholowego! Mój pierwszy kontakt z piwem bezalkoholowym? To zabawna historia sprzed ponad 30 lat. Na początku lat 90. na wycieczce szkolnej w góry koledzy postanowili spróbować "zakazanego owocu" i po kryjomu kupili w sklepiku w Poroninie kilka puszek piwa. Niestety (a raczej stety, bo do pełnoletności sporo im wtedy brakowało), przez marną znajomość języka nie zauważyli, że na puszkach piwa Bavaria znajdował się napis "Alkoholfrei".

Trunek został skonsumowany w absolutnej konspiracji, a pijącym humory dopisywały, wręcz pojawiły się typowe objawy upojenia. Popsułem zabawę, tłumacząc, że dali się nabrać i że cały ten szum w głowie to autosugestia. Na pozostałe jeszcze puszki chętnych później nie było – postanowiłem więc sam spróbować. To nie było miłe doświadczenie! Napój może i miał piwny kolor i piankę, ale smakował jak bułka rozmoczona w gazowanej wodzie. Wystarczyło mi na niemal 30 lat!

W międzyczasie kilka razy przy różnych okazjach piłem jeszcze piwo bezalkoholowe, zwykle lepiej schłodzone, nieco smaczniejsze, ale traktowałem je zawsze jako marną namiastkę prawdziwego piwa. Do czasu! Kilka lat temu podczas testu piw bezalkoholowych przygotowywanego na potrzeby "Auto Świata" znalazłem swoje piwo bezalkoholowe. Smakujące tak, że gdyby podano mi je w restauracji, nie zgadłbym wcale, że to napój "bez procentów". Świetna cytrusowo-chmielowa IPA smakowała tak dobrze, że na wszelki wypadek… po jej wypiciu skorzystałem z precyzyjnego alkomatu. Doskonałe piwo bez alkoholu?

To niemożliwe! A jednak! Od tamtej pory udało mi się znaleźć kilka piw bezalkoholowych, które smakują mi tak dobrze, że sięgam po nie nawet wtedy, kiedy mógłbym pozwolić sobie na wypicie alkoholu, bo np. nie mam w planach prowadzenia auta. Po prostu lubię piwo, a nie alkohol!

Piwo bezalkoholowe: coraz większy udział w rynku

Jeszcze nie tak dawno temu piwa bezalkoholowe stanowiły absolutny margines rynku. Znalezienie kogoś, kto otwarcie przyznawał, że je lubi, graniczyło z cudem. Był to raczej napój, który zamawiano niemal wstydliwie, w sytuacjach, kiedy ktoś nie chciał się rzucać w oczy wśród pijących zwykłe piwa.

Sytuacja się jednak zmienia. Polacy piją coraz mniej piwa – w 2020 roku odnotowano najniższe spożycie tego trunku od 10 lat i wszystko wskazuje na to, że ten trend będzie się w najbliższych latach utrzymywał. Oczywiście, nie znaczy to jednak, że od piwa stronimy – w 2020 roku statystyczny Polak wypił 93,6 l piwa, podczas gdy jeszcze w 2018 było to 100,5 l. Jesteśmy narodem piwoszy, statystyczne roczne spożycie innych alkoholi jest znacznie niższe, np. w 2020 roku (nowszych oficjalnych statystyk wciąż brak) wódek i innych alkoholi wysokoprocentowych spożywaliśmy 3,7 l na głowę, a win i miodów pitnych – 6,4 l na jednego mieszkańca.

Ile litrów piwa wypijamy rocznie?

Wygląda jednak na to, że zmieniają nam się piwne gusta – największe spadki sprzedaży dotyczą mocnych piw, za to segmentem, który od kilku lat rośnie w niezwykle szybkim tempie, są piwa bezalkoholowe. Jeszcze 10 lat temu tylko nieliczne, i to z reguły duże, browary miały w swoich ofertach piwa bezalkoholowe, a kupienie takiego napoju w sklepie czy restauracji nie było wcale takie łatwe.

W 2020 roku piwa bezalkoholowe miały już 5,7 proc. rynku, a w 2021 – 6,6 proc. To zresztą nie tylko polska specyfika, lecz także trend występujący w innych krajach Europy – w zamiłowaniu do bezalkoholowego piwa wyprzedzają nas już inne tradycyjne "piwne" nacje, takie jak Czesi czy Niemcy (tam już teraz ok. 10 proc. sprzedawanych piw to napoje bezalkoholowe).

Skąd ta rosnąca popularność piw bezalkoholowych? Na to pytanie nie ma jednej prostej odpowiedzi. Producenci piw w swoich raportach wskazują zwykle na to, że konsumenci świadomie wybierają zdrowy tryb życia, chcą podejmować odpowiedzialne decyzje.

Czy po piwie bezalkoholowym można prowadzić auto? Foto: Jack Frog / Shutterstock
Czy po piwie bezalkoholowym można prowadzić auto?

Dlaczego coraz więcej osób wybiera piwa bezalkoholowe?

W przypadku wielu miłośników piwa powód jest inny. Po prostu żyją oni tak aktywnie i intensywnie, że na alkohol nie mają czasu, bo uniemożliwia on normalne funkcjonowanie – pracę, prowadzenie auta, opiekę nad dziećmi – a piwo bezalkoholowe można sobie bez obaw wypić w ciągu dnia, do obiadu, w czasie pracy czy nawet podczas podróży autem.

Być może też wytłumaczenie jest inne – piwa bezalkoholowe, które teraz możemy kupić, różnią się od tych sprzed lat. Są o wiele lepsze! Znacznie bliżej im do smaku tradycyjnego piwa, a to za sprawą zupełnie nowych technologii używanych przez browary. Próbowaliście kiedyś piwa bezalkoholowego i wam nie smakowało? Spróbujcie teraz, może jednak przypadnie wam do gustu – tym bardziej że wybór jest olbrzymi, znacznie większy niż kiedykolwiek. Obok bezalkoholowych lagerów kupić teraz można m.in. bezalkoholowe piwa ciemne, pilznery, ipy, piwa pszeniczne czy smakowe.

Jak koncerny zarabiają na piwach bezalkoholowych?

Dla koncernów piwowarskich piwa bezalkoholowe to świetny interes – wprawdzie produkcja dobrych jakościowo piw tego typu może wymagać sporych inwestycji (np. w instalacje pozwalające usunąć alkohol bez psucia smaku), ale z drugiej strony za takie napoje nie trzeba odprowadzać akcyzy, a klienci i tak są gotowi płacić za piwo bezalkoholowe tyle, co za klasyczne piwa, więc zarobek na nich może być wyższy. Poza produktami międzynarodowych koncernów na rynku pojawiają się też coraz to nowe bezalkoholowe piwa z mniejszych browarów oraz piwa rzemieślnicze – wiele z nich to napoje, które mogą zadowolić też piwnych koneserów, a nie tylko poszukiwaczy wygodnego zamiennika piwa.

I jeszcze jedno! Jeśli nawet kilka lat temu zraziliście się do piwa bezalkoholowego jakiejś marki, możecie dać mu drugą szansę – piwowarzy sami w prywatnych rozmowach przyznają, że piwa bezalkoholowe sprzed lat były często fatalne, a do dziś część browarów zmieniła stare receptury, zachowała jednak nazwę czy wygląd etykiety i butelki.

Jak produkuje się piwa bezalkoholowe?

Są różne metody i technologie produkcji piwa bezalkoholowego, przy czym piwowarzy niechętnie dzielą się swoimi tajemnicami, więc na butelce raczej nie znajdziecie informacji o tym, jak dane piwo powstało. Są tzw. metody biologiczne, polegające w dużym uproszczeniu na tym, żeby w odpowiednim momencie przeszkodzić drożdżom w produkcji alkoholu. Jak to zrobić? Sposobów jest kilka – od usunięcia drożdży na bardzo wstępnym etapie fermentacji tzw. brzeczki (półprodukt przy produkcji piwa, składający się głównie ze słodu, chmielu i wody), przez skrócenie kontaktu brzeczki z drożdżami, zastosowanie dodatków wstrzymujących aktywność drożdży, aż po silne schłodzenie fermentującej cieczy, przez co drożdże przestają działać.

Niestety, skutkiem ubocznym takiego procesu może być niezbyt przyjemny, słodkawy, chlebowo-zbożowy posmak napoju, wynikający z tego, że cukry nie zostały przetworzone przez drożdże. Można jednak stosować specjalne szczepy drożdży, które wytwarzają tylko minimalne ilości alkoholu. Innym sposobem, zaliczanym do tzw. metod fizycznych, jest uwarzenie piwa normalnie, tak jak robi się to w przypadku zwykłych piw zawierających alkohol, a następnie pozbycie się z niego niepożądanego w tym przypadku składnika. Można to zrobić na drodze destylacji – piwo się podgrzewa, a alkohol mający niższą temperaturę wrzenia od wody odparowuje wcześniej. Później takie przegrzane piwo trzeba wzbogacić dwutlenkiem węgla, bo przecież w trakcie podgrzewania bąbelki uleciały.

Są też bardziej finezyjne metody, polegające na tzw. destylacji (ekstrakcji) próżniowej – przy obniżonym ciśnieniu temperatura wrzenia alkoholu spada (proces odbywa się w ok. 40 stopniach Celsjusza), przez co można go oddestylować bez podgrzewania piwa do temperatur, które mogą zniszczyć inne składniki dające mu smak i barwę. Część browarów stosuje metodę odwróconej osmozy, czyli odfiltrowywania alkoholu przy użyciu specjalnych membran. Bywa też, że produkcja oparta jest na odpowiednim miksie powyższych metod. Jedno jest pewne – piwowarzy poczynili w tej dziedzinie olbrzymie postępy.

Czy piwo bezalkoholowe rzeczywiście nie zawiera alkoholu?

Piwa sprzedawane w Polsce jako bezalkoholowe mogą zawierać do 0,5 proc. alkoholu, ale zwykle jego stężenie jest mniejsze. Nawet jeśli piwo zawiera dawkę alkoholu zbliżoną do granicznej, to jest to naprawdę minimalne stężenie, które w żaden sposób nie wpływa na zdolności psychomotoryczne czy zdolność koncentracji. Tak słabym piwem nie można się upić, bo nasz organizm szybciej radzi sobie z jego metabolizowaniem, niż wraz z piciem kolejnych porcji napoju wzrasta stężenie alkoholu we krwi. Często więcej alkoholu jest np. w kefirze lub w kiszonkach!

Nawet po kilku piwach bezalkoholowych alkomat nic nie wykaże Foto: Andrzej Kondratczyk / Auto Świat
Nawet po kilku piwach bezalkoholowych alkomat nic nie wykaże

Czy piwo bezalkoholowe jest zdrowe?

Na pewno jest znacznie zdrowsze od piw zawierających alkohol! Nawet pomijając kwestię wpływu alkoholu na organizm i tego, że jest on silnie uzależniającym środkiem psychoaktywnym – piwa bezalkoholowe są mniej kaloryczne od tych alkoholowych (bo alkohol to też kalorie) i z reguły znacznie mniej kaloryczne od popularnych słodzonych napojów gazowanych. Wyjątek od tej reguły mogą stanowić bezalkoholowe piwa smakowe z dużą domieszką słodkich syropów (w tym popularnego, taniego, ale zgodnie krytykowanego przez dietetyków syropu glukozowo-fruktozowego), karmelu, soków i innych dodatków.

Tak jak w przypadku innych napojów, warto przed wypiciem starannie przestudiować etykietę. Uwaga! Również w przypadku piw smakowych występującą praktyką jest umieszczanie dwóch wariantów receptury – np. zdrowszej, zawierającej zwykły cukier i soki, oraz gorszej, wzbogaconej syropem glukozowo-fruktozowym. Tego, z którym składem mamy do czynienia w przypadku konkretnej butelki, możemy się dowiedzieć po np. określonej literze lub cyfrze w numerze partii produkcyjnej. Jeśli warianty są dwa, to można przyjąć, że większość butelek zawiera ten gorszy.

A skoro już o zawartości cukrów (czyli węglowodanów) mowa, to w klasycznych piwach bezalkoholowych więcej jest cukrów złożonych, które są dla nas mimo wszystko zdrowsze od fruktozy czy glukozy dodawanych do napojów gazowanych. Czas zatem na konkrety: 100 ml napoju typu cola ma ok. 42 kalorii, mniej więcej tyle samo ma typowe jasne piwo alkoholowe, piwo alkoholowe ciemne to nawet ok. 70 kcal/100 ml. W przypadku jasnego piwa bezalkoholowego, np. popularnego Lecha Free (Lager), wartość energetyczna 100 ml to 19 kcal (o ponad połowę mniej niż w przypadku coli), ale już Lech Free w wersji limonka z miętą ma 27 kcal/100 ml – wciąż lepiej niż większość słodkich napojów gazowanych, ale wcale nie tak mało.

Warto wiedzieć, że ze względu na swój skład piwa bezalkoholowe są świetnymi, bardziej naturalnymi zamiennikami napojów izotonicznych – dobrze nadają się do uzupełniania elektrolitów np. po intensywnym treningu czy po ciężkiej pracy. Trzeba jednak pamiętać, że piwo – również bezalkoholowe – to napój pobudzający apetyt!

Piwa bezalkoholowe Foto: Auto Świat
Piwa bezalkoholowe

Piwa bezalkoholowe nie są dla alkoholików

Niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z piwem, które rzeczywiście nie zawiera ani miligrama alkoholu, czy z piwem o śladowej domieszce alkoholu, specjaliści od uzależnień są zgodni – osoby, które kiedykolwiek miały problemy z alkoholem, powinny z takiego napoju zrezygnować. Dlaczego? To, że osoby leczące się z uzależnienia od alkoholu nie powinny mieć styczności nawet z jego niewielkimi dawkami, jest raczej oczywiste. W przypadku piw rzeczywiście bezalkoholowych problemem może być jednak to, że ich picie na tyle przypomina spożywanie napoju alkoholowego (z wyjątkiem efektu w postaci upojenia), że może się ono stać bodźcem, który spowoduje gwałtowny nawrót choroby – sam widok złocistego napoju z pianką, zapach i smak piwa mogą u alkoholika wywołać powrót głodu alkoholowego.

Piwa lekkie, radlery – nie dla kierowców i nie dla rowerzystów!

Obok piw bezalkoholowych (i zaliczanych do tej grupy piw o niskiej zawartości alkoholu, nieprzekraczającej 0,5 proc.) na rynku jest coraz więcej piw smakowych o niskiej zawartości alkoholu, rzędu np. 2 proc. Część z nich to tzw. radlery – zwykle będące piwami z dużym dodatkiem soku czy lemoniady. Sama nazwa "radler" sugeruje, że są to piwa dla rowerzystów – i rzeczywiście, powstały one ok. 100 lat temu w Bawarii z myślą o rowerzystach. Czasy się jednak zmieniły, a Polska to nie Bawaria!

Nawet po lekkim, małym piwie przez dłuższą chwilę w wydychanym powietrzu alkoholu może być więcej, niż dopuszczają przepisy. Foto: Andrzej Kondratczyk / Auto Świat
Nawet po lekkim, małym piwie przez dłuższą chwilę w wydychanym powietrzu alkoholu może być więcej, niż dopuszczają przepisy.

Naszym zdaniem jakiekolwiek eksperymenty czy wyliczenia dotyczące tego, ile słabszego piwa można wypić bez obaw o przekroczenie dopuszczalnej prawem zawartości alkoholu we krwi (czy w wydychanym powietrzu), są w polskich realiach stanowczo zbyt ryzykowne. To, jak organizm zareaguje na alkohol, zależy nie tylko od cech fizjologicznych konkretnej osoby, lecz także od jej chwilowego stanu (zmęczenie, kondycja, zażywane leki i wiele innych).

Owszem, piwem o zawartości alkoholu rzędu 2 proc. upić się jest bardzo trudno, ale jeśli np. policja zatrzyma nas tuż po wypiciu takiego napoju i zostaniemy poproszeni o "dmuchnięcie w balonik", to stężenie alkoholu w wydychanym powietrzu może wykraczać poza dopuszczalną normę. Oczywiście, kilka-kilkanaście minut później może ponownie spaść, ale w najlepszym razie czekają nas wtedy kolejne badania alkomatem w odpowiednich odstępach czasu (po to, żeby policjant mógł określić, czy stężenie alkoholu spada, czy rośnie), a sprawa może i tak trafić do sądu. W takiej sytuacji niektórzy od razu sugerują, żeby kierowca domagał się badania stężenia alkoholu we krwi (alkohol resztkowy w jamie ustnej tego badania nie zafałszuje), zapominają jednak, że w takim przypadku funkcjonariusz i tak zatrzyma podejrzanemu prawo jazdy – do czasu, kiedy pojawią się wyniki badań, a te nie są wykonywane od ręki, bo próbki trafiają do uprawnionych laboratoriów. To może trwać, niestety, nawet miesiąc!