O ile propozycje polskich polityków, którzy zapowiadają ograniczenie ruchu starszych aut, można określić jako czysty populizm (za chwilę powiem dlaczego), o tyle bulwersujący wielu ludzi plan mer Paryża, by do 2020 r. wyrzucić diesle z miasta, da się technicznie uzasadnić.

Pomysł jest taki: od lipca tego roku najbardziej smrodliwe ciężarówki, autokary i autobusy miejskie (!), czyli zarejestrowane po raz pierwszy przed 30 września 2001 r., będą mogły wjechać do centrum Paryża tylko w godz. 20:00-8:00. Za rok zakaz zostanie rozszerzony na wszystkie pojazdy zarejestrowane przed 31 grudnia 1996 r. Stopniowe ograniczenia mają doprowadzić do tego, żeby większość diesli wyrzucić ze stolicy Francji do 2020 r.

Chwała władzom Paryża, że zauważyły, iż stary miejski autobus to dla klimatu większe zło niż 100 osobówek. Drakońskie prawo znajduje naśladowców: władze Londynu rozważają podwyższenie dla właścicieli diesli opłaty za każdy wjazd do centrum z 10 do 20 funtów (ok. 110 zł!).

Warto spojrzeć też na to, co dzieje się po sąsiedzku, w Niemczech: Umweltzone (zielone strefy w centrach większości miast) godzą przede wszystkim w... diesle. Zieloną plakietkę może dostać auto benzynowe zarejestrowane po raz pierwszy po 1 stycznia 1993 r.

Tę samą plakietkę w przypadku diesli przewidziano dla samochodów zarejestrowanych po 1 stycznia 2006 r. Diesel musi być o 13 lat młodszy! Podobne kryteria chcą zastosować władze Rotterdamu (Holandia) i ograniczyć właścicielom diesli sprzed 2005 r. prawo parkowania. Mer Paryża ma rację, że każdy diesel, nawet najnowocześniejszy, emituje do atmosfery pył, którego cząsteczki są tak drobne, że wprawdzie nie wywołują astmy (jak grubsze, wydalane przez stare silniki), za to powodują raka.

Ten sam problem, o czym mało kto wie, dotyczy też nowych benzyniaków z bezpośrednim wtryskiem! Diesle, które oficjalnie spełniają najwyższe normy emisji, w codziennym użytku nie potrafią się zbliżyć do tego, co widnieje w papierach.

DPF-y w miastach nie spełniają swej roli. Dlatego „rocznikowe” ograniczenia dla aut, bez względu na rodzaj ich napędu, to czysty populizm. Polscy politycy pójdą w ograniczeniach dalej niż ktokolwiek inny w Europie i postarają się uchwalić zakaz także dla silników benzynowych, które np. w Niemczech są uznawane za nieszkodliwe. Nic gorszego od żarliwości neofity, który właśnie nawrócił się na ekologię!

Nasza opinia

Nie będzie problemu z przekonaniem właścicieli starych aut do oddania ich na złom, gdy zaoferuje im się stosowną alternatywę, np. dopłatę do nowszego pojazdu. Na to bym jednak nie liczył – Polska to nie Niemcy!