Radary mierzące odstęp od poprzedzającego pojazdu. Systemy, które zaparkują nasz samochód. Kamery rozpoznające znaki drogowe i wiązki laserów, które monitorują „martwe pole”. Układy wspomagające jazdę przestały być wyróżnikiem wyłącznie samochodów luksusowych.

Postęp technologiczny w ciągu ostatnich kilku lat sprawił, że wymienione rozwiązania montuje się obecnie w kompaktach oraz autach klasy średniej. Niektóre systemy są jeszcze po prostu niedopracowane. Ingerują zbyt gwałtownie lub reagują ospale, psując radość z jazdy i działając kierowcy na nerwy.

Przy wyborze elektronicznych pomocników zachowajmy więc zdrowy rozsądek. Najważniejsze, by kierowca odnalazł się w tej „elektronicznej dżungli”. Pomocny będzie w tym nasz przegląd systemów wspomagających jazdę.

Pokazujemy w nim, co oferują producenci, jak działają poszczególne rozwiązania oraz w przypadku których systemów klienci powinni uważać na koszty. Doradzamy też od strony praktycznej, co opłaca się kupić, a co (jeszcze) nie.

Tempomat z radarem odległości

System połączony z tempomatem monitoruje ruch przed naszym samochodem i automatycznie utrzymuje bezpieczny odstęp od poprzedzającego pojazdu.

Czujniki radaru ukryte w przedniej części nadwozia monitorują obszar kilkuset metrów przed pojazdem. Gdy rozpoznają inne samochody, ingerują w układ napędowy oraz hamulcowy tak, by utrzymać określony odstęp, który zwykle zwiększa się w miarę wzrostu prędkości jazdy. Najbardziej skomplikowane systemy potrafią wyhamować auto do zatrzymania, po czym rozpędzić je do zaprogramowanej prędkości.

Ford oferuje w przypadku Focusa układ utrzymujący stałą odległość już za 3,7 tys. zł, jednak aby skorzystać z tej opcji, musimy najpierw zamówić auto z mocnym silnikiem w najdroższej wersji wyposażeniowej. W Audi A4 za podobny system trzeba zapłacić 6210 zł, z tym że wymaga on jednoczesnej dopłaty za wybrane radio.

Mądry system, ale kierowcy nie zastąpi

ACC pozwala utrzymywać bezpieczną odległość od poprzedzającego nas pojazdu, co jest ważne nie tylko na autostradzie, lecz przede wszystkim w czasie jazdy w korkach czy gęstym ruchu podmiejskim. ACC szybciej niż kierowca reaguje na hamowanie pojazdu jadącego przed nami.

Szczególnie jest przydatne dla kierowców mających kłopoty z koncentracją uwagi, zdenerwowanych, przewożących np. dzieci lub kłótliwego pasażera. Jednak traktowanie ACC jako autopilot byłoby błędem.

Adaptacyjne reflektory

System dopasowuje optymalny strumień światła do sytuacji panującej na drodze (miasto, droga pozamiejska, autostrada, zła pogoda). Proste systemy dopasowują strumień światła jedynie do prędkości pojazdu. Bardziej skomplikowane (np. w Mercedesach, Oplach i Skodach), wyposażone dodatkowo w kamerę w lusterku wstecznym, rozpoznają również deszcz oraz mgłę. Adaptacyjne reflektory coraz częściej mają funkcję doświetlania zakrętów oraz aktywne światła drogowe, adaptacyjne reflektory łączone są najczęściej z drogimi lampami ksenonowymi. Taki pakiet w Mercedesie klasy C kosztuje dodatkowo ok. 7,7 tys. zł.

Te światła są mądrzejsze od kierowcy

Światła, które są mądrzejsze od kierowcy? Tak wygląda (świetlana) przyszłość samochodowych reflektorów. Nieważne, czy jedziemy po drodze pozamiejskiej, czy podróżujemy nocą po autostradzie – adaptacyjne reflektory zapewniają najlepszą widoczność w każdych warunkach, nie oślepiając przy tym prowadzących pojazdy jadące z przeciwka.

Każdy z nas nieraz złościł się przecież na kierowcę, który nie zdążył w porę wyłączyć świateł drogowych, a czasami nawet na samego siebie.System wyłącza światła drogowe, gdy z przeciwka nadjeżdża pojazd lub gdy droga jest oświetlona w wystarczającym stopniu (w mieście). Po wyminięciu samochodu jadącego z przeciwka asystent w łagodny dla oczu sposób ponownie włącza mocniejszy strumień światła.

Kamera umieszczona w obudowie lusterka wstecznego rozpoznaje światła samochodów nadjeżdżających z przeciwka i wybiera pomiędzy funkcją świateł krótkich lub długich. Systemy tego rodzaju połączone są zazwyczaj z automatycznym włączaniem świateł i/lub adaptacyjnymi reflektorami.

W Passacie można dokupić asystenta świateł drogowych już za 550 zł. Zdarza się, że jest on dostępny jedynie jako element pakietu – np. w Peugeocie 508 za 4,2 tys. zł dostaniemy dodatkowo biksenonowe reflektory i kilka innych dodatków. W najbogatszej wersji 508 asystent nie wymaga dopłaty.

Lepiej polegać na własnym doświadczeniu

To nie całkiem przydatny gadżet. Jazda krętą drogą lub przy większym natężeniu ruchu sprawia, że światła co chwila włączają się i wyłączają. Podczas dłuższej jazdy potrafi to być denerwujące. Z kolei w trakcie pokonywania pustych odcinków trasy sam mogę włączyć światła drogowe, a przecież ta czynność nie będzie absorbować zanadto mojej uwagi. Zamiast kupować automatyczne światła, lepiej te pieniądze wydać na inne elementy zwiększające komfort lub bezpieczeństwo jazdy.

Asystent wspomagania hamowania City

System wykrywa ryzyko wypadku i bez ingerencji kierowcy rozpoczyna hamowanie. Zapobiega kolizji, zatrzymując auto, lub – gdy jest na to już za późno – łagodzi jej skutki. Asystent wspomagania hamowania City oferowany jest obecnie jedynie przez dwóch producentów: Volvo oraz Forda. Obydwaj stosują tę samą technologię. Do prędkości 30 km/h sięgająca sześciu metrów wiązka lasera mierzy odstęp od poprzedzających pojazdów i rozpoznaje stojące na drodze przeszkody.

Gdy system wykrywa ryzyko kolizji, samochód zostaje automatycznie wyhamowany. Przy prędkości poniżej 15 km/h wystarczy to do uniknięcia zderzenia. Powyżej tej prędkości system łagodzi przynajmniej skutki wypadku.

Warto mieć na uwadze, że możliwość wyhamowania przed przeszkodą maleje wraz ze spadkiem przyczepności kół pojazdu do nawierzchni drogi. Jeżeli jezdnia będzie mokra albo będą na niej liście czy piasek, droga hamowania się wydłuży i może wówczas dojść do kolizji. Układ elektroniczny nie zna ani stanu drogi, ani tego, co pokrywa jej nawierzchnię.

Volvo wyposaża w City Safety modele S60, V60 oraz XC60 i nie żąda za to – uwaga! – ani złotówki dopłaty. Działający na tej samej zasadzie system Forda nosi nazwę „Active City Stop”. Dostępny jest w nowym Focusie. Kosztuje 1,6 tys. zł, jednak nie można go kupić w najtańszej wersji wyposażeniowej. Polecamy ten system, gdyż za niewielkie pieniądze istotnie zwiększa bezpieczeństwo.

Dobrze, kiedy w mieście robi się bezpieczniej

Korki wykorzystuję na... prowadzenie rozmów przez zestaw głośnomówiący. Sprawdzam mejla, bawię się nawigacją i systemami pokładowymi aut. Teoretycznie wszystko zgodnie z literą prawa, ale zdarzają się sytuacje, że po ruszeniu odrywam oczy od drogi.

Oczywiście, są to zazwyczaj 2-3 sekundy nieuwagi, a prędkość auta jest minimalna (10-15 km/h). Co by się jednak stało, gdyby dziecko wbiegło wtedy na ulicę? Właśnie w takich sytuacjach życie może uratować system zapobiegania kolizjom.

Asystent parkowania

Wyręczyć podczas parkowania leniwych lub niezbyt utalentowanych kierowców. Auto rozpoznaje miejsca parkingowe odpowiednich rozmiarów i wjeżdża w nie samo, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Czujniki ultradźwiękowe aktywowane przyciskiem na desce rozdzielczej szukają miejsc parkingowych odpowiedniej wielkości. Jeśli je znajdą, na wyświetlaczu pojawia się komunikat.

Następnie należy jedynie wrzucić wsteczny bieg i delikatnie operować gazem oraz hamulcem – całą resztę zrobi za nas samochód. Zwykle systemy parkujące potrzebują relatywnie dużo miejsca do manewrowania, zarówno z przodu, jak i z tyłu pojazdu, inne pracują dokładniej.

Niektóre rozpoznają miejsca parkingowe usytuowane równolegle do osi jezdni, inne również prostopadle. Nawet jeśli ktoś czuje się na tyle wprawnym kierowcą, że parkowanie nie sprawia mu kłopotu, to może skorzystać z funkcji wyszukiwania odpowiedniego miejsca do zaparkowania. Zresztą bywa ona oferowana także jako oddzielna opcja – wtedy auto wyszukuje jedynie wystarczająco dużą lukę między pojazdami, a kierowca musi zaparkować samodzielnie.

Automatyczne parkowanie to popisowa dyscyplina Volkswagenów. Można je zamówić do wielu modeli marki (w Golfie kosztuje 2730 zł).

Asystent parkowania marnuje miejsce- Kto potrafi zaparkować mój samochód lepiej ode mnie?

Mechaniczny automat na pewno nie.Kierowców zawodowych asystent parkowania doprowadziłby do szału. System marnotrawi miejsce podczas manewrowania – potrzebuje zbyt wiele wolnej przestrzeni jak na zatłoczone centra miast. Niemniej jeżeli ktoś dopiero co zrobił prawo jazdy, będzie zachwycony. Zapewne już niedługo układ zostanie tak dopracowany, że samodzielnie parkować będą jedynie hobbyści.

Wyświetlacz Head-up

Ważne informacje, takie jak prędkość, komunikaty nawigacji oraz (w zależności od systemu) rozpoznane znaki drogowe, są wyświetlane na przedniej szybie lub na ekranie z pleksi umieszczonym przed kierowcą, przez co nie musi on odrywać wzroku od drogi.

Pomysł zapożyczono z lotnictwa, podobne rozwiązania od dziesięcioleci stosowano w myśliwcach. W samochodach umieszczony za zestawem wskaźników projektor wyświetla obraz na przedniej szybie lub (w Peugeotach) na wysuwanym ekranie z pleksi.

Wyświetlacze Head-up były do tej pory rzadkością w autach klasy średniej, oferowano je zazwyczaj w drogich pojazdach. Obecnie np. w Peugeocie 508 trzeba skorzystać z jednego z pakietów (np. Head-up Display + Bluetooth za 2,7 tys. zł) albo wybrać topową odmianę GT – wtedy dopłata nie będzie potrzebna.

Wolę tradycyjne wskaźniki zakierownicą

Pomysł może i dobry, ale kierowca auta to nie pilot samolotu. Nie musi namierzać celu na animowanej mapie terenu, tylko powinien bez przeszkód obserwować drogę. Przeniesienie informacji z tablicy wskaźników na szybę zabiera część pola widzenia.

Zmieniające się wskazania potrafią rozpraszać. Poza tym nie jestem fanem cyfrowych prędkościomierzy – wskazówka daje możliwość zauważenia wzrostu prędkości bez konieczności odczytywania liczb, co dostarcza ważnej informacji o intensywności rozpędzania.

Asystent pasa ruchu

Układ ostrzega kierowcę, jeżeli ten przez nieuwagę zaczyna zjeżdżać na przeciwległy pas ruchu lub pobocze. W przypadku niektórych systemów auto samoczynnie koryguje tor jazdy i powraca na właściwy pas ruchu.

Kamery albo czujniki na podczerwień monitorują poziome znaki drogowe oraz zewnętrzną krawędź jezdni. Elektronika porównuje je z pozycją samochodu i w razie potrzeby uruchamia sygnały ostrzegawcze, wibracje na kierownicy albo koryguje tor jazdy pojazdu. W Citroënie wibruje siedzisko kierowcy – po stronie, po której grozi nam zjechanie z pasa ruchu.

Zaawansowany asystent utrzymania toru jazdy w pakiecie z systemem ochrony przedzderzeniowej oraz aktywnym tempomatem można zamówić do topowej odmiany Toyoty Avensis. Dopłata wynosi 8,1 tys. zł, ale auto nawet bez tego kosztuje grubo ponad 100 tys. zł.

To urządzenie usypia moją czujność!

Skuteczność tych systemów jest tylko taka, jak wyraźne są pasy na drodze. A te w jednym miejscu są nowe, a w innym nie ma ich wcale. Ufając zbytnio elektronice, prędzej czy później wjedziemy do rowu!

Większe wrażenie od ostrzegawczych wibracji fotela w Citroënie robi na mnie rozwiązanie stosowane np. w Toyocie Avensis, które automatycznie koryguje tor jazdy. Wygląda to imponująco, ale wystarczy, że nie ma znaków na jezdni na odcinku kilku metrów, a system gubi ślad. Szkoda pieniędzy!

System rozpoznający zmęczenie kierowcy

System rozpoznaje u kierowcy oznaki pogarszającej się koncentracji i przypomina sygnałem wizualnym lub akustycznym o konieczności zrobienia przerwy w podróży. Działanie prostych systemów, stosowanych np. przez Volkswagena, bazuje na rozpoznawaniu ruchów kierownicy, typowych dla zmęczonych osób.

Bardziej skomplikowane, montowane np. w Mercedesach, tworzą podczas pierwszych minut jazdy wzorzec zachowań kierowcy, uwzględniają porę dnia oraz czas podróży i analizują ok. 70 parametrów z różnych czujników. Ostrzeżenia wyświetlane są w formie symboli na zestawie wskaźników (np. filiżanka kawy). W Passacie Trendline układ wchodzi w skład pakietu za 990 zł. W Passacie Comfortline jest standardem, tak jak np. w Mercedesie klasy E.

Najważniejszy jestzdrowy rozsądek

Samochód, który mówi nam, kiedy powinniśmy iść spać, zamiast siedzieć za kierownicą? Początkowo brzmi dziwnie, ale nie zapominajmy, że sprawcy większości wypadków, do których doszło z powodu zmęczenia kierowcy, tłumaczą się później, że wydawało im się, iż jeszcze dojadą, bo nie są tacy zmęczeni, a właściwie nie wiedzą, jak to się stało. Elektroniczny doradca nie jest wcale taki zły. Czy jednak polscy kierowcy będą skłonni stosować się do jego ostrzeżeń?

Systemy łagodzące skutki wypadków

Samochód samodzielnie rozpoznaje sytuacje na drodze mogące doprowadzić do wypadku. Poszczególne układy z różnych obszarów bezpieczeństwa w okamgnieniu rozpoczynają działania mające na celu złagodzenie skutków ewentualnego zderzenia.

Czujniki rejestrują ostre hamowanie, niestabilne zachowanie pojazdu na drodze oraz sytuacje, gdy bez hamowania zbliżamy się do stojącej przeszkody. W zależności od zaprogramowanych funkcji układ ostrzega kierowcę, rozpoczyna hamowanie lub wyhamowuje auto do zatrzymania.

Niektóre systemy naciągają również pasy bezpieczeństwa, domykają szyby oraz ustawiają przednie fotele w optymalnej pozycji. Tak zaawansowane rozwiązania dostępne są zwykle dopiero w topowych odmianach aut klasy średniej. Pionierski Pre Safe Mercedesa jest standardem w klasie E.

Technika prewencyjna to dobry kierunek

System traktuje mnie po przyjacielsku i za to go lubię. Nie odbiera kontroli nad samochodem, nie poucza, za to w awaryjnej sytuacji pomaga uniknąć nieszczęścia. Szkoda tylko, że jest przywilejem zamożnych, których stać na drogie samochody lub bardzo kosztowne opcje. To, przed czym chciałabym przestrzec kierowców, to nadmierna pewność siebie, wynikająca z posiadania auta z licznymi systemami minimalizującymi skutki kolizji. Praw fizyki nie da się ominąć.

Asystent martwego pola - co potrafi? Asystent martwego pola monitoruje ruch pojazdów na sąsiednich pasach ruchu, jadących w tym samym kierunku co nasze auto. Kierowca, który przy zmianie pasa ruchu włączy kierunkowskaz, jest ostrzegany za pomocą lampki bądź sygnału dźwiękowego o tym, że w jego „martwym polu” znajduje się inny pojazd.

Obszar po bokach pojazdu monitorowany jest przez radary, kamery albo lasery

Czujniki, podobnie jak lampki ostrzegawcze, umieszczone są najczęściej w lusterkach bocznych. Czułość układu i sytuacje, w jakich reaguje, w pewnym stopniu zależą od konkretnego rozwiązania. Niemniej im nowszy system, tym trafniej ocenia ryzyko.

Na asystenta „martwego pola” lusterek postawiło kilka lat temu Volvo i konsekwentnie wprowadzało go do swojej gamy modelowej. Np. w sedanie S60, SUV-ie XC60 oraz luksusowym S80 kosztuje 2290 zł.

Lepiej poćwiczyć oglądanie się przez ramię

W mieście lampka ostrzegająca niemalże nie gaśnie, a na autostradzie system „wariuje”, kiedy auto porusza się wzdłuż barierki ochronnej. Po co kierowcy układ, który najczęściej będzie wyłączony? Lepszym rozwiązaniem jest oglądanie się przez ramię, tak jak uczono nas na kursie nauki jazdy.

Za to jeżeli użytkujemy auto na drogach o niewielkim natężeniu ruchu, to w specyficznych, optymalnych warunkach, system może okazać się skutecznym zabezpieczeniem przed zajechaniem drogi innym.

System rozpoznawania znaków - co potrafi?

Automatycznie rozpoznaje znaki drogowe (np. ograniczenia prędkości, zakazy wyprzedzania) i pokazuje kierowcy odpowiednie symbole na wyświetlaczu graficznym na tablicy zegarów.

Kamera umieszczona w obudowie lusterka wstecznego analizuje gąszcz znaków drogowych przy krawędzi jezdni oraz tablice nad jezdnią i porównuje rozpoznane dane z zaprogramowanymi obrazami znaków drogowych.

W przypadku zgodności pokazywany jest komunikat. Wyświetlanie ograniczeń prędkości umożliwiają także wybrane systemy nawigacyjne, tam jednak informacja pobierana jest z mapy, a nie ze skanowania znaków, które akurat mijamy, jadąc samochodem.

Pionierem w rozpoznawaniu znaków jest Opel. W Insignii kamera Opel Eye skanująca ograniczenia prędkości kosztuje 2 tys. zł.

Dobry pomysł, ale wymaga dopracowania

Po co nam elektroniczny pomocnik, który ciągle się myli? W drodze do redakcji znalazłem miejsca, w których system rozpoznawania znaków pokazywał wartości wyższe niż dozwolone. Nieważne, czy jechałem Fordem, czy Oplem: 60 zamiast 50 km/h, 30 zamiast 50 km/h i na koniec najlepsze – 100 zamiast 50 km/h. Większe prawdopodobieństwo trafienia jest przy rzucie kostką. Jeżeli założymy, że system ma przypominać o tym, że pora spojrzeć na znak przy drodze – ma to sens.