• Nowoczesny diesel może mieć czasem „gorszy dzień” – jeśli sterownik uzna, że czas wypalić sadzę z filtra cząstek stałych, zużycie paliwa gwałtownie wzrośnie
  • W wielu autach można wybrać „tryb ekonomiczny” – przyjemność z jazdy odczuwalnie spada, ale zużycie paliwa obniża się o kilka-kilkanaście proc. 
  • Z oszczędzaniem paliwa jest jak z innymi rzeczami w życiu – nie można z nim przesadzać, bo może się to okazać nadspodziewanie kosztowne.

W minionym roku jednym z głównych tematów rozgrzewających branżę motoryzacyjną było wprowadzenie nowych zasad wykonywania pomiarów emisji spalin i zużycia paliwa, znanych pod nazwą „WLTP”. Wielu producentów miało (niektórzy wciąż mają) z tym problem – setki modeli w tysiącach odmian musiały zostać od nowa przebadane. Wszystko po to, żeby deklarowane przez producentów parametry dotyczące zapotrzebowania auta na paliwo i tego, co wylatuje z rur wydechowych, były bardziej zgodne z rzeczywistością. Od dłuższego czasu jest tak, że uzyskiwane w codziennej jeździe wyniki są o kilkadziesiąt proc. wyższe od tych, które obiecywano w folderach. 

Czy rzeczywiście nowymi autami w praktyce nie da się jeździć tak oszczędnie, jak obiecują producenci? Niedawno na potrzeby porównania rzeczywistego zużycia paliwa diesla i auta z napędem hybrydowym wykonaliśmy prosty eksperyment – trasa o długości 100 km przez Warszawę i okolice, w normalnym ruchu. Założenia co do techniki jazdy: podróżujemy przepisowo, nie przekraczając ani przez chwilę maksymalnych dopuszczalnych prędkości. W przypadku auta z silnikiem Diesla i manualną skrzynią biegów kierowca rygorystycznie stosował się do sugestii wskaźnika zmiany przełożenia na desce rozdzielczej. Jazda miała być płynna, przewidująca i nienerwowa.

I wiecie co? W takich warunkach, bez silenia się na ecodriving i stosowania wyszukanych technik jazdy znanych z „rajdów o kropelce”, Peugeot 308 z nowym silnikiem 1.5 o mocy 130 KM spalił zaledwie 4,4 l/100 km. Co ciekawe, ta płynna jazda wcale nie pozwoliła na uzyskanie rekordowo niskiego zużycia paliwa w hybrydowej Toyocie Prius, gdyż na tej samej trasie spaliła o litr więcej. Dlaczego? Bo akurat warunki ruchu okazały się dla Priusa mniej korzystne – tego dnia było wyjątkowo mało korków, a w dodatku spora część trasy prowadziła obwodnicą, na której można jechać z prędkością 120 km/h. W takich warunkach układ hybrydowy nie potrafi wykorzystać swoich atutów. Innego dnia, jeśli miasto byłoby bardziej zakorkowane, wyniki mogłyby być zupełnie inne. Sam samochód też może mieć „gorszy dzień” – w przypadku diesla dzieje się tak, jeżeli np. filtr cząstek stałych jest już mocno zapełniony i sterownik silnika musi regularnie i często wymuszać jego dopalanie, które wiąże się ze znacznym wzrostem zużycia paliwa. 

Po co o tym piszemy? Wprawdzie istnieją generalne zasady oszczędnej jazdy, ale w przypadku konkretnych, specyficznych rozwiązań stosowanych w określonych modelach aut mogą one po prostu się nie sprawdzić albo wręcz powodować wzrost zużycia paliwa.

Za co dopłacisz na stacji?

Co obowiązuje zawsze? W czasie jazdy w aucie nic nie jest za darmo. Przewozisz więcej ładunku? Dopłacisz za to na stacji benzynowej, bo obciążone auto więcej pali! Korzystasz z wyposażenia poprawiającego komfort lub uprzyjemniającego jazdę (np. z radia, podgrzewania szyb i foteli) albo jeździsz przez cały czas na światłach mijania zamiast na dziennych – prąd, którym wszystko to jest zasilane, też kosztuje. Im wyższe jest zapotrzebowanie na energię, tym alternator większy opór stawia silnikowi, a co za tym idzie – tym bardziej wzrasta zużycie paliwa. 

Szybkość też ma swoją cenę – wraz z prędkością rosną opory powietrza, przy czym przyrost ten nie przebiega wcale liniowo. Przy niewielkich prędkościach opory aerodynamiczne są znikome, ale już powyżej 90 km/h gwałtownie wzrastają. W bardzo dużym uproszczeniu można powiedzieć, że jeśli podwoimy prędkość, to opory aerodynamiczne będą nawet czterokrotnie wyższe! Warto o tym pamiętać, szczególnie w sytuacji, kiedy wykorzystujemy auto w sposób, który pogarsza jego aerodynamikę, np. jeżdżąc z bagażnikiem dachowym lub rowerami na haku. To też sprawdziliśmy: VW Passat kombi z silnikiem 2.0 TDI przy 90 km/h, bez obciążenia i dodatkowych akcesoriów, pali zaledwie 3,6 l/100 km. Przy 140 km/h zużycie „na pusto” wzrasta do 6,5 l/100 km. Auto z bagażnikiem dachowym (pustym) i rowerami przy 90 km/h spalało wciąż rozsądne 4,6 l/100 km. Przy 140 km/h spalanie wzrosło do ok. 8,5 l, ale już po przekroczeniu 155 km/h zużycie paliwa w superoszczędnym wcześniej Passacie zaczęło gwałtownie zbliżać się do 12 l/100 km!

Ostrożnie z przyspieszaniem

Każde auto zużywa najwięcej energii podczas przyspieszania, szczególnie w czasie ruszania ze startu zatrzymanego. Optymalna technika jazdy polega (zwykle) na tym, żeby dosyć sprawnie przyspieszyć, ale później po prostu się toczyć z „piórkiem” na gazie.

Wróćmy jednak do różnic między poszczególnymi autami – na następnych dwóch stronach podpowiadamy, jak optymalnie wykorzystać potencjał samochodów z różnymi układami napędowymi.

Auto z silnikiem benzynowym

W przypadku nowych i prawie nowych aut z downsizingowymi silnikami (o relatywnie niewielkiej pojemności, ale sporej mocy uzyskiwanej dzięki doładowaniu) bardzo dużo zależy od stylu jazdy. Zasada jest prosta – im bardziej korzystamy z osiągów, tym gwałtowniej wzrasta zużycie paliwa. Takie silniki są naprawdę oszczędne tylko podczas flegmatycznej jazdy. Przyspieszamy do oczekiwanej prędkości, włączamy jak najwyższy bieg i toczymy się z możliwie niskimi obrotami. 

Auto z silnikiem Diesla

Diesle są z natury oszczędniejsze od silników benzynowych, i to z kilku powodów. Zaczniemy od tego, że olej napędowy ma po prostu wyższą tzw. wartość opałową niż benzyna, bo w litrze tego paliwa jest zmagazynowane o ok. 15 proc. więcej energii. Do tego dochodzi większa sprawność silników Diesla, wynikająca m.in. z wyższego stopnia sprężania. W praktyce diesle są znacznie mniej wrażliwe na technikę jazdy od benzyniaków. Ważniejszy jest za to stan techniczny – zużyty układ wtryskowy, niesprawna turbosprężarka, zapchany filtr cząstek stałych czy zanieczyszczony zawór EGR mogą powodować naprawdę znaczny wzrost zużycia paliwa. 

Auto na gaz

Na koszty eksploatacji bardzo duży wpływ mają takie kwestie, jak np. to, kiedy auto przełącza się z benzyny na gaz – nadal większość instalacji LPG działa tak, że do momentu wstępnego rozgrzania silnik jest zasilany benzyną. Ponieważ silnik pracujący bez obciążenia nagrzewa się bardzo powoli, to jeśli mamy zły zwyczaj rozgrzewania go na postoju (np. skrobanie szyb przy pracującym aucie), zamiast relatywnie taniego gazu spalamy benzynę! Warto wiedzieć, że nowe instalacje często są tak konfigurowane, żeby w pewnych sytuacjach nawet po rozgrzaniu silnik spalał jednocześnie i benzynę, i gaz, albo wręcz przełączał się całkowicie na benzynę – tak dzieje się np. powyżej pewnej prędkości obrotowej silnika lub podczas ostrego przyspieszania, kiedy instalacja może nie nadążać z dostarczaniem paliwa, co bez „dolewki” benzyny groziłoby zubożeniem mieszanki i zniszczeniem głowicy. O to, jakie są ustawienia danej instalacji, warto spytać technika, który ją montował lub regulował. Jednak uwaga! Instalację gazową da się zestroić bardzo oszczędnie, tak żeby na gazie auto paliło mniej niż na benzynie. Tyle że nie należy tego robić, bo takie ustawienia grożą przegrzaniem głowicy! 

Hybryda

Auta z hybrydowym układem napędowym są niemal bezkonkurencyjne w miejskich korkach. Dzieje się tak za sprawą tego, że podczas hamowania odzyskują część energii kinetycznej, która w autach ze zwykłym napędem jest bezpowrotnie tracona w formie ciepła z rozgrzewających się hamulców. Tu energia ta jest magazynowana w postaci energii elektrycznej w akumulatorze i wykorzystywana do napędzania auta oraz wspomagania silnika spalinowego w sytuacjach, w których zużywa on najwięcej paliwa, czyli w czasie przyspieszania. Niestety, cały ten trik działa tylko wtedy, kiedy rzeczywiście regularnie hamujemy. Stosowanie technik ecodrivingu, czyli jazda maksymalnie płynna i unikanie hamowania, nie przynosi tu żadnych oszczędności. Jeżeli dany model hybrydy pozwala regulować odzyskiwanie energii, to w mieście warto ustawić je tak, żeby przy zdjęciu nogi z pedału przyspieszenia samochód maksymalnie odzyskiwał energię. Podczas jazdy w trasie hybryda nie ma się czym pochwalić, w przypadku jednostajnej jazdy może palić więcej niż auto z klasycznym silnikiem benzynowym pod maską. W trasie nie pozostaje nic innego, jak tylko zwolnić. Szczególnie paliwożerne bywają hybrydy plug-in, czyli takie, które mają większe akumulatory, pozwalające pokonać kilkadziesiąt kilometrów w trybie czysto elektrycznym. Dopóki w akumulatorze jest prąd ładowany z sieci, spalanie jest minimalne – kiedy się skończy, może ono gwałtownie wzrosnąć, bo puste, ciężkie akumulatory stają się niepotrzebnym balastem, ponadto mogą być doładowywane w czasie jazdy energią produkowaną przez silnik zasilany benzyną. A to oznacza dodatkowe zużycie paliwa. 

Auto elektryczne

Jeżdżąc autem elektrycznym, można sobie bardzo szybko uświadomić, jak energochłonne są niektóre gadżety, z których bez zastanowienia korzystamy w samochodach z silnikami spalinowymi. Tu energii zmagazynowanej w akumulatorach jest relatywnie mało, więc każde włączenie klimatyzacji, ogrzewania, podgrzewania szyb czy nawet sprzętu audio powoduje zauważalny spadek zasięgu. Jeśli chcemy na jednym ładowaniu możliwie daleko ujechać, o dodatkach poprawiających komfort możemy zapomnieć. Warto za to ostrożnie wybierać miejsca, w których auto ładujemy. Czas darmowych ładowarek właśnie się kończy – prąd drożeje, a aut elektrycznych powoli, ale przybywa. Już teraz, jeśli nie mamy podpisanej stałej umowy z operatorem stacji ładowania, może się okazać, że koszty prądu będą zbliżone lub wyższe od kosztów paliwa potrzebnego do pokonania podobnego dystansu autem z napędem spalinowym. Domowy prąd też nie jest za darmo, ładowanie elektryka we własnym garażu odbija się na rachunkach – warto pomyśleć o odpowiedniej taryfie. 

Auto ze skrzynią automatyczną

W nowych samochodach skrzynie biegów „uczą się” stylu jazdy – jeśli kierowca jeździ ostro i dynamicznie, przekładnia może dostosować do tego swoją charakterystykę, a także... nabrać złych nawyków. Skrzynia przełącza wtedy biegi później, silnik niepotrzebnie wkręca się na zbyt wysokie obroty. Jeżeli zależy wam na niskim zużyciu paliwa, w miarę możliwości wybierajcie tryb ekonomiczny (o ile dane auto daje taką możliwość) lub po prostu starajcie się jeździć delikatnie. Manualne wymuszanie wcześniejszej zmiany przełożenia na wyższe również może pomagać w oszczędzaniu. 

Naszym zdaniem

Mniejsze zużycie paliwa to nie tylko więcej pieniędzy pozostałych w portfelu, to też korzyść dla środowiska. Przestrzeganie najprostszych zasad niemal każdemu pozwoli obniżyć koszty tankowania o co najmniej kilkanaście procent. Niestety, w polskich warunkach wymaga to sporej dawki asertywności – jeżdżąc płynnie i ekonomicznie, szczególnie w dużych miastach, możecie okazać się... najwolniejsi na drodze.