• Ze zmianą opon na letnie nie można się przesadnie spieszyć – lepiej poczekać, aż skończą się przymrozki
  • Formułka o wymianie, kiedy średnia temperatura dobowa przekracza 7 stopni Celsiusza, nie jest precyzyjna
  • Opony zimowe źle znoszą wysokie temperatury – w takich warunkach zużywają się bardzo szybko
  • Ten materiał pochodzi z wydania drukowanego, dostępnego w punktach sprzedaży prasy od 21 do 27 marca. Dzięki aktywnej subskrypcji możesz przeczytać go już teraz

Przy wymianie opon zimowych na letnie pośpiech nie jest aż tak wskazany, jak w przypadku wymiany opon letnich na zimówki – ale też nie ma co czekać z tym do lata, bo opony zimowe źle znoszą jazdę w upałach, a na suchej i mokrej nawierzchni radzą sobie gorzej od opon letnich.

Kiedy więc wymieniać opony na letnie? Eksperci zwykle powołują się na utartą formułkę: wtedy, kiedy średnia dobowa temperatura przekracza 7 stopni Celsiusza. To z jednej strony spore uproszczenie, a z drugiej strony żadna pomoc, bo kogo interesują średnie temperatury. Nasza rada: na pewno nie należy wymieniać ich po pierwszych, cieplejszych dniach, lepiej poczekać, aż pogoda się nieco ustabilizuje! Cała trudność polega na tym, żeby opony zmienić wtedy, kiedy ryzyko wystąpienia opadów śniegu albo oblodzenia na drodze jest najwyżej znikome. Bo na oponach zimowych latem – byle jak bo byle jak, ale jeździć się da, zużywając je w zastraszającym tempie, za to na oponach letnich jazda po śniegu jest czasem wręcz niemożliwa.

Opony letnie zakładamy nie za wcześnie, żeby nie dopadł nas na nich ostatni atak zimy, ale też nie za późno, żeby nie zniszczyć ich przy upałach i nie ryzykować dłuższych dróg hamowania i gorszej przyczepności na suchej i mokrej drodze.

Powstaje jeszcze pytanie: czy opony letnie, na których jeździliśmy w poprzednim sezonie, nadają się na kolejny rok, czy już czas poszukać nowych?

Uwaga! Jeśli potrzebujecie nowych opon, to zacznijcie się za nimi rozglądać już teraz – ze względu na skomplikowaną sytuację gospodarczo-polityczną, trzeba się liczyć z problemami z dostępnością i rosnącymi cenami.

Czy opony mają termin przydatności do użycia?

Teoretycznie opony przechowywane w idealnych warunkach powinny nadawać się do użytku nawet do 10 lat od wyprodukowania, W praktyce jednak po 6-8 latach, nawet jeśli bieżnik jest jeszcze wysoki, opony mogą wymagać wymiany, bo mieszanka gumowa, z których są wykonane, traci elastyczność i pęka. Jeśli opona jest spękana, zdeformowana, to nawet jeżeli ma dopiero 3-4 lata i wysoki bieżnik, to lepiej ją wymienić!

Jaka jest minimalna głębokość bieżnika opon?

Według wciąż obowiązujących przepisów minimalna głębokość bieżnika to 1,6 mm. Warto jednak wiedzieć, że podczas jazdy po mokrej nawierzchni tak płytki bieżnik nie zapewnia bezpieczeństwa. Eksperci zalecają, żeby wymieniać opony letnie, gdy ich bieżnik jest płytszy niż 3 mm, a w przypadku zimówek i opon całorocznych używanych zimą za minimalną głębokość uważa się 4 mm.

Sprawdzanie głębokości bieżnika opony Foto: SpeedKingz / Shutterstock
Sprawdzanie głębokości bieżnika opony

Czy opona nieużywana, ale 2-3-letnia , może być sprzedawana jako nowa?

Po problemach z dostępnością opon w ubiegłych sezonach „leżaki magazynowe” to coraz rzadsze zjawisko. Przyjmuje się, że opony do 3 lat od daty wyprodukowania można uznać za „fabrycznie nowe”. Warto się im jednak dobrze przyjrzeć – jeśli były przechowywane pod chmurką albo zostały źle ułożone, mogą już być w takim stanie, że nie nadają się do montażu.

Komu opłacają się opony całoroczne?

Opony wielosezonowe od kilku lat sprzedają się coraz lepiej. Nie bez przyczyny – dzięki nowym technologiom stały się znacznie lepszą alternatywą dla ogumienia sezonowego, niż były kiedyś. Tyle że nie jest to rozwiązanie dla każdego. W największym uproszczeniu – jeśli nie masz ciągot do sportowej, ostrej jazdy, nie robisz ponadprzeciętnych przebiegów, nie mieszkasz w okolicach, w których przez znaczną część roku ledwie radzą sobie zimówki, to opony całoroczne rzeczywiście mogą być świetną alternatywą, Trzeba się jednak liczyć z tym, że na ośnieżonych krętych drogach będą zachowywały się nieco gorzej od zimówek, a latem na mokrej lub suchej nawierzchni wydłużą nieco drogę hamowania.

Czy auta elektryczne wymagają specjalnych opon?

Samochody elektryczne mają specyficzne wymagania wobec ogumienia. Przez to, że auta te mają cichy napęd, stosowane w nich opony również powinny być możliwie ciche – z racji braku hałasów z napędu hałas emitowany przez ogumienie może wydawać się bardziej uciążliwy. Elektryki są też z reguły cięższe od aut z silnikami spalinowymi, wymagają więc opon o wysokich indeksach nośności, takich, które też radzą sobie z potężnym momentem obrotowym generowanym przez napęd elektryczny. To wszystko przy możliwie niskich oporach toczenia, żeby niepotrzebnie nie ograniczać i tak skromnego zasięgu.

Auta elektryczne często mają opony w nietypowych rozmiarach. Foto: Szypulski Piotr / Auto Świat
Auta elektryczne często mają opony w nietypowych rozmiarach.

Czy warto inwestować w drugi komplet felg, czy wystarczy przekładać sezonowo same opony?

Jeśli zdecydujecie się na ogumienie sezonowe, posiadanie dwóch kompletów kół jest lepszym pomysłem niż sezonowe przekładki samych opon. Szczególnie w przypadku opon niskoprofilowych i runflatów, a także felg wyposażonych w czujniki ciśnienia powietrza w kołach, każda przekładka wiąże się z niepotrzebnym ryzykiem uszkodzenia albo opony, albo czujnika. Warto wiedzieć, że część takich uszkodzeń nie jest wcale widoczna od razu, niektóre ujawniają się dopiero po przejechaniu wielu kilometrów.

Obsługa kół wyposażonych w czujniki ciśnienia wymaga ostrożności  i specjalistycznego sprzętu – uszkodzenia czasem się zdarzają. Foto: Materiał powstał we współpracy z marką ProfiAuto.pl
Obsługa kół wyposażonych w czujniki ciśnienia wymaga ostrożności i specjalistycznego sprzętu – uszkodzenia czasem się zdarzają.