To mógł być trudny przypadek: klima w świeżo kupionym Mercedesie W126 z 1991 roku po prostu nie działała. Mało tego: z kratek nawiewu, niezależnie od ustawienia pokrętła temperatury, wylatywało ciepłe powietrze. W „klimę do nabicia” lepiej w takiej sytuacji nie wierzyć, zresztą poprzedni właściciel auta nie próbował ściemniać: Nie działa, nie wiem, nie twierdzę, że wystarczy ją nabić.

W takiej sytuacji próba „ruszenia” klimatyzacji w warsztacie szybkiej obsługi to strata czasu. Zresztą ten Mercedes W126 ma na pokładzie klimę działającą na stary czynnik R12 (freon). Przynajmniej w teorii, i to już od ponad 10 lat, sprzedaż freonu jest zabroniona. Tymczasem tzw. kombajny do obsługi klimatyzacji w stacjach szybkiej obsługi są w stanie obsłużyć klimę pracującą na czynniku R134a.

R12? Wykluczone! W przypadku podejrzenia nieszczelności układu serwisowanie klimatyzacji „kombajnem” bywa zawodne: takie urządzenia sprawdzają szczelność, wytwarzając w układzie podciśnienie. Tymczasem inaczej zachowują się stare uszczelnienia „wysysane” podciśnieniem, a inaczej w warunkach normalnej pracy – poddane działaniu nadciśnienia.

Stąd też wiele porządnych warsztatów sprawdza szczelność w staroświecki, lecz skuteczny sposób: opróżniony układ napełnia się tanim gazem (np. azotem) i pozostawia na kilkadziesiąt minut podłączony manometr, który pokazuje, czy ciśnienie spada, czy też nie. Jeśli nie, układ można napełnić, nie ryzykując, że zaaplikowany czynnik chłodniczy uleci w powietrze, a klient za kilkanaście dni zostanie znów z „klimą do nabicia”.

Nasz Mercedes okazał się zagadkowym przypadkiem. Po podłączeniu aparatury okazało się, że klimatyzacja jest całkiem pusta, ale po nabiciu azotem ładnie trzymała ciśnienie. Minęło pół godziny, godzina, dwie – i nic nie wyleciało. Diagnoza: układ jest szczelny, choć był pusty. Jak to możliwe? To tylko przypuszczenie: być może przed załadowaniem na statek w Japonii (auto pochodzi z Japonii) klimę opróżniono, by nie wozić do Europy freonu. Może robi różnicę to, czy gaz uleci u nas czy za oceanem?

A zatem – nabijamy! Tu uwaga: nie jest wcale konieczne przezbrajanie klimatyzacji na nowy czynnik – jest to dość kosztowna inwestycja. Warsztaty mają zamienniki niedozwolonego gazu, a niektóre dysponują też zapasami freonu na następne kilkadziesiąt lat. W każdym razie po napełnieniu klimy i jej włączeniu mechanik na podstawie manometrów podłączonych do układu stwierdził: działa idealnie, jest wydajna.

Niestety, z kratek nawiewu cały czas leciało ciepłe powietrze... Prawda jest bowiem taka, że niedziałanie klimatyzacji wcale nie musi być spowodowane uszkodzeniem tego układu. Mając nabitą i sprawdzoną klimatyzację (koszt 180 zł), nasz pacjent trafił do kolejnego warsztatu.

Podejrzenie: niesprawny (zablokowany) elektrozawór układu ogrzewania. W tym aucie (a także w innych modelach z pierwszej połowy lat 90.) pokrętła ogrzewania w kokpicie to potencjometry, które „by wire” sterują elektrozaworem (lub elektrozaworami – w przypadku układów dwustrefowych) dawkującym ciepły płyn chłodniczy do nagrzewnicy.

Podejrzenie okazało się słuszne, co oznacza wydatek ok. 900 zł za zaworek. Zamienników czy skutecznych sposobów na „reanimację” tego elementu – brak! Klima w Mercedesie chłodzi już jak w nowym aucie, co jest dowodem na to, że nie trzeba godzić się z jej niedziałaniem nawet w samochodzie 20-letnim i starszym.

Za pomoc w realizacji materiału dziękujemy warsztatom: Auto Klimatyzacja przy ul. Górczewskiej 146 oraz Ares Elektro przy ul. Orzechowej 21 w Warszawie