Nowe auta są coraz łatwiejsze w obsłudze (oczywiście, dla kierowców, ale już na pewno nie dla mechaników), coraz rzadziej wymagają planowych wizyt w serwisie. W dodatku samochód, inaczej niż kiedyś, nie jest już dorobkiem życia, więc tym, jak mają się nasze auta, nie przejmujemy się aż tak bardzo. Dlatego też, często zupełnie bezwiednie, popełniamy błędy, które na dłuższą metę mogą nas sporo kosztować.

1. Przeciąganie okresów międzyprzeglądowych

Skoro zgodnie z instrukcją od wymiany do wymiany oleju może minąć nawet 30 tys. km, to wielu kierowców sądzi, że przecież konstruktorzy musieli zostawić jakiś margines bezpieczeństwa i wydłużają okresy przeglądowe o kolejne kilka tys. km. To błąd! Standardowe okresy międzyprzeglądowe są zwykle określone nie dość, że bardzo optymistycznie, to do tego z uwzględnieniem optymalnych warunków eksploatacji samochodu. W przypadku wyższych przebiegów lub intensywnej eksploatacji okresy między wymianami oleju warto wręcz skracać. Czym jest intensywna eksploatacja? To nie tylko ostra jazda czy holowanie ciężkich przyczep, to również jeżdżenie w ruchu miejskim na krótkich odcinkach.

Coraz więcej nowych aut ma układy monitorujące zarówno niektóre parametry jakościowe oleju, jak i sposób jazdy. Na podstawie tych danych sterownik określa, kiedy auto powinno trafić do serwisu na wymianę oleju. Warto wiedzieć, że w sterowniku silnika są zapisywane informacje o tym, jak długo od wyświetlenia monitu o konieczności wymiany oleju kierowca zwlekał z wizytą w warsztacie, coraz częściej informacje takie są wręcz online w czasie rzeczywistym wysyłane przez auto wprost na serwery producenta. Takie dane to dla producenta świetny argument, np. w razie jakichkolwiek roszczeń gwarancyjnych!

Foto: Auto Świat Archwium
Przeciąganie okresów między wymianami oleju

2. Oszczędności na materiałach eksploatacyjnych

To, że interwały międzyprzeglądowe wielu nowych aut są ustalane przez producentów bardzo optymistycznie, nie ulega wątpliwości. Warto jednak też wiedzieć, że są one określane przy założeniu, że w aucie będą stosowane materiały eksploatacyjne o najwyższej jakości. W praktyce często zdarza się, że kierowca wprawdzie chce korzystać z wydłużonych okresów międzyprzeglądowych, bo przecież tak jest taniej i wygodniej, a z drugiej strony nie chce „przepłacać” za filtry czy oleje o wysokiej jakości. Tymczasem często bywa właśnie tak, że filtr za 20 zł, choć wygląda na pierwszy rzut oka niemal tak samo, jak ten za 60 zł, różni się właśnie tym, że ma w sobie mniej materiału filtracyjnego, więc zamiast po 30 tys. km jego pory zapełnią się brudem już po połowie tego dystansu.

Większość filtrów ma oczywiście zabezpieczenie przed tym, żeby zatkanie bibuły nie wstrzymało cyrkulacji oleju w układzie – chroni przed tym specjalny zawór. Problem polega jednak na tym, że wtedy olej krąży po silniku z pominięciem filtra, niosąc ze sobą opiłki metalu i inne zanieczyszczenia.

Foto: Auto Świat Archwium
Niskiej jakości filtr może się zapchać przed kolejną planową wymianą

3. Jazda na rezerwie

Jazda na głębokiej rezerwie to częsty nawyk szczególnie u kierowców aut wyposażonych w instalację LPG, ale nie tylko. Dlaczego to zły pomysł? Przede wszystkim w ten sposób niepotrzebnie „gotujemy” paliwo – kiedy silnik pracuje, tylko niewielka część tłoczonego przez pompę paliwa rzeczywiście trafia do cylindrów, większość wraca do baku, tyle że po drodze znacznie się nagrzewa. Jeśli paliwa w baku jest dużo, to żaden problem, ale gdy pozostały tylko jego resztki, to temperatura robi się naprawdę wysoka, co nie robi dobrze ani paliwu, ani układowi zasilania, może też zakłócać pracę silnika. Inne problemy: zarówno pompa paliwa, jak i wtryskiwacze są smarowane i chłodzone paliwem – jeśli pompa zasysa choćby raz na jakiś czas powietrze, to te drogie podzespoły naprawdę mogą ucierpieć.

Foto: Auto Świat Archwium
Częsta jazda na rezerwie szkodzi układowi paliwowemu

4. Za niskie ciśnienie w oponach

Niedopompowane opony powodują wzrost oporów toczenia, przez co rośnie zużycie paliwa. Auto prowadzi się gorzej, ale na tym nie koniec potencjalnych problemów. Zbyt niskie ciśnienie oznacza też wzrost temperatury opon w czasie jazdy, i to do takiego stopnia, który nie tylko skraca ich żywotność, lecz nawet grozi tym, że od opony odklei się bieżnik. Już po 20 minutach szybkiej jazdy na niedopompowanych oponach ich temperatura może sięgnąć 120 stopni Celsjusza. Fachowcy przyjmują, że opony z ciśnieniem niższym o 0,4 bara od zalecanego zużywają się o 30 proc. szybciej. Miękka, niedopompowana guma jest też bardziej podatna na uszkodzenia i gorzej chroni przed nimi felgę. Uwaga! Problem dotyczy również nowych aut wyposażonych w proste układy nadzorujące ciśnienie w oponach, bo alarmują one kierowcę tylko wtedy, kiedy ciśnienie w jednym z kół jest inne niż w pozostałych – jeśli we wszystkich oponach powietrza będzie za mało, system może tego nie zauważyć!

Foto: Auto Świat Archwium
Niedopompowana opona starzeje się w zastraszającym tempie

5. Jazda ze zbyt niskimi obrotami

Na czym polega oszczędna jazda? Dla wielu kierowców to wczesne włączanie jak najwyższych biegów, po to, żeby silnik pracował na możliwie niskich obrotach. Nowoczesne jednostki wydają się znosić to bez większych protestów, znacznie trudniej doprowadzić je do dygotania spowodowanego zbyt niskimi obrotami. To jednak często tylko pozory – dygotania nie czuć, bo zwykle tłumi je dwumasowe koło zamachowe. Niestety, do czasu – w wyniku częstej przesadnie niskoobrotowej jazdy „dwumas” jest poddawany takim obciążeniom, którym na dłuższą metę nie jest w stanie sprostać. Warto też wiedzieć, że przyspieszanie na wysokim biegu od niskich obrotów to coś, co bardzo obciąża układ korbowo-tłokowy, silnik zużywa się od tego szybciej niż od bardziej dynamicznej jazdy. Może się okazać, że uzyskane w taki sposób oszczędności na paliwie nie wystarczą na pokrycie kosztów przedwczesnego zużycia silnika.

Foto: Auto Świat Archwium
Jazda z bardzo niskimi obrotami pomaga oszczędzać paliwo, ale niszczy silnik i układ przeniesienia napędu

6. Długotrwałe trzymanie nogi na sprzęgle

Dojeżdżasz do świateł, zatrzymujesz się, ale chcesz być gotowy do natychmiastowego ruszenia, kiedy znów zapali się zielone. Co w takiej sytuacji robisz? Trzymasz samochód na biegu z wciśniętym sprzęgłem? Jeśli zdarza ci się to często, nie zdziw się, jeśli po jakimś czasie usłyszysz, że hałasuje łożysko oporowe sprzęgła albo sprzęgło zacznie poszarpywać. Sam jesteś sobie winien! Zatrzymujesz się – wrzuć na luz, a stopę trzymaj na hamulcu (lub włącz ręczny)! No, chyba że masz samochód z automatyczną skrzynią biegów – w takiej sytuacji po prostu trzymaj nogę na hamulcu, bo tu akurat przełączanie na „neutral” nie ma sensu.

Foto: Istockphoto
Błędy kierowców

7. Trzymanie ręki w czasie jazdy na dźwigni zmiany biegów

To odruch, którego naprawdę trudno się pozbyć, bo w wielu samochodach po zajęciu wygodnej pozycji za kierownicą prawa ręka niemal automatycznie wędruje na dźwignię zmiany biegów – w tym miejscu trzyma się ją często wygodniej niż na kierownicy. Tyle że ciągłe trzymanie ręki na gałce dźwigni to poważny błąd, i to z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, trzymanie kierownicy tylko jedną – i to lewą – ręką ogranicza kontrolę nad samochodem. Po drugie, nawet delikatny nacisk dłoni na lewarek powoduje za sprawą układu dźwigni znaczne obciążenie podzespołów przekładni – m.in. wybieraka, synchronizatorów. Nie zmieniasz akurat przełożenia? Ręce na kierownicę!

Foto: Auto Świat Archwium
Opieranie podczas jazdy dłoni na dźwigni zmiany biegów to błąd