Według IMGW marznącego deszczu spodziewać się można w poniedziałek w północnej, środkowej i wschodniej części kraju. Ponadto w niektórych powiatach północnej części województwa pomorskiego spodziewane jest silny wiatr dochodzący w porywach do 75 km/h.

Oznacza to, że na drogach może pojawić się tzw. „czarny lód”, czy też gołoledź, czyli jedno z niebezpieczniejszych zjawisk na drogach. To nic innego, jak niewidoczna, cienka warstwa lodu pokrywająca jezdnię. Problem w tym, że wielu kierowców orientuje się o tym dopiero przy pierwszym hamowaniu, a wtedy często jest już za późno, żeby uniknąć poślizgu i wypadnięcia z drogi lub kolizji. Na drogach pokrytych czarnym lodem liczba wypadków może być szesnastokrotnie większa niż na jezdni o suchej nawierzchni!

Gdzie powstaje „czarny lód”?

Czarny lód tworzy się bardzo szybko i niespodziewanie. Niepotrzebne są do tego silne opady deszczu. Gołoledź powstaje, gdy wilgotne powietrze, deszcz, mgła lub roztopiony śnieg zamarza na powierzchni jezdni. Dzieje się tak zwykle w nocy albo wcześnie rano, szczególnie podczas okresów dużej wilgotności, gdy temperatura powietrza spada poniżej zera. Powstała w ten sposób warstwa lodu jest tak cienka, że mogą ją roztopić pierwsze promienie słońca, ale w miejscach zacienionych lub tam, gdzie temperatura szybko się zmienia, czarny lód może utrzymywać się przez dłuższy czas.

Miejsca szczególnie zagrożone powstaniem czarnego lodu to obszary niezabudowane - głównie okolice jezior i rzek, tereny lesiste, pagórkowate, a także mosty, tunele i wiadukty.

Jak rozpoznać „czarny lód” i jak się zachować?

Jakie znaki zdradzają, że droga może być pokryta lodem? Oblodzony asfalt lekko się świeci, jakby był mokry. Lepiej odbija światło latarni i światła innych aut. Pobocze drogi i rośliny na nim się znajdujące zwykle są w tym czasie oszronione. Sygnały daje też nam samochód – opony na oblodzonej drodze nie wytwarzają charakterystycznego szumu, jaki powstaje w zetknięciu z nawierzchnią drogi.

Jeśli już zorientujemy się, że jedziemy po oblodzonej drodze, przede wszystkim nie wykonujmy gwałtownych ruchów, ani nie hamujmy. To mogłoby skończyć się całkowitą utratą przyczepności. Należy wtedy zredukować prędkość zdejmując nogę z pedału gazu. Jak hamować? W takim przypadku najlepiej sprawdzi się hamowanie silnikiem, czyli stopniowa redukcja biegów.

Jeżeli nie ma już czasu na powolne zwalnianie warto poszukać ośnieżonej części drogi. Można wykorzystać ją do wyhamowania naszego samochodu – na śniegu auto ma większą przyczepność niż na lodzie. Trzeba też pamiętać o zwiększeniu dystansu w stosunku do innych samochodów jadących przed nami, nie wspominając już o zredukowaniu prędkości i zastosowaniu zasady ograniczonego zaufania – inni kierowcy mogą później zorientować się, że droga jest oblodzona.