• Do korzystania z buspasów oprócz autobusów mają prawo: samochody służb miejskich, taksówki, i samochody elektryczne, gdzieniegdzie także kierujący motocyklami
  • W związku ze zmianą prawa już wkrótce gwałtownie wzrośnie liczba samochodów oznakowanych jako „taxi”
  • Ściganie kierowców nielegalnie korzystających z buspasów jest bardzo nieefektywne, a już wkrótce może być prawie niemożliwe

Przykładowo w Warszawie jest ponad 2800 km dróg, z czego dróg publicznych jest nieco ponad 2,5 tysiąca. Buspasów jest 70 km. Dużo czy niedużo? I jaka jest realna korzyść z takiego uprzywilejowania?

By to sprawdzić, wsiadam do „elektryka” i zaczynam kombinować. Gdzie mam na drodze jakiś buspas? Plan wydaje się dobry – teoretycznie ładujesz się w korki, a praktycznie omijasz je bokiem i to bez nadkładania drogi. Niestety, pierwszy odcinek i to o długości zaledwie kilkuset metrów mam jakieś 5 km od biura. Nie zyskuję wiele, bo akurat sąsiednie dwa pasy wcale nie stoją, sprawnie jadą. Ale będę przejeżdżał przez most – nawigacja mówi o korku wydłużającym jazdę aż o 15 minut!

Wielu uprawnionych, a cwaniaków nie mniej!

Przed buspasem na moście zator. Dwa pasy stoją, i buspas stoi... samochody, które wjeżdżają na tę drogę, muszą na dystansie ok. 100 metrów zjechać z buspasa na jeden z zakorkowanych pasów. Prawo jest proste – gdy mijasz pionowy znak mówiący o początku buspasa, ma cię już na nim nie być – i niektórzy się do tego stosują. Masz prawo stanąć i stać, aż ktoś cię wpuści na sąsiedni pas. Czekam ja, czekają autobusy, tworzy się kolejka taksówek. Czy powinna obowiązywać tu zasada jazdy na suwak? Nie wiadomo – komuś pas się kończy, ale w ogóle to się nie kończy.

Ruszam, ale niezbyt szybko – w kolumnie taksówek, dwóch autobusów miejskich, miejskiego busa do przewozu niepełnosprawnych (znaczek MTON – ma prawo), jakiegoś BMW i3 z wypożyczalni oraz cwaniaków, którzy „jadą na lewo”; w sumie nie dziwię się że ci, co obok stoją, czują się frajerami. Dojeżdżamy powoli do Wisły, gdy nagle widzę, jak elektryczne BMW (na buspasie jest „w prawie”) przecina ciągłą linię i zjeżdża na lewo, na pas wspólny. Po co? Za chwilę już wiem, po co: buspas staje w korku, bo z prawej dołącza droga, samochody blokują go. Lewa strona tymczasem... jedzie. Okazuje się, że buspasów nie tylko jest strasznie mało, ale i że niewiele dają – w sumie omijając największy na swojej trasie korek, zyskuję nie więcej niż jakieś 2 minuty.

Trzy razy więcej taksówek?

Na buspasach tłok, a tymczasem liczba uprawnionych do korzystania z nich rośnie. Oto najpóźniej do początku kwietnia tysiące Uberów, Boltów i innych przewoźników uzyska bez większych formalności licencje taksówkarskie i koguty „Taxi” do ustawienia na dachach aut. Przybędzie trochę pojazdów na prąd, choć nikt naprawdę nie wie, ile – prawo do korzystania z buspasów mają gwarantowane do początku 2026 r. Idea buspasa rozmywa się.

Tymczasem premier Morawiecki, jak na rasowego populistę przystało, obiecuje wpuszczenie samochodów z rodzinami na buspasy – i wtedy już nawet w teorii nie da się wyłapać cwaniaków, których i dziś już nie brakuje. O to chodzi?

Jak uzyskać prawo do jazdy buspasem?

Za darmo podpowiem, jak każdy chętny może uzyskać prawo do jazdy buspasem: wystarczy przebadać się, a następnie złożyć wniosek o licencję „taxi” – od początku roku nie wymagają taksometrów, nie robią egzaminów, opłaty są niskie. Montujesz kogut „taxi” i w drogę! Gorzej, jeśli miasto ograniczy prawo taksówkarzy do korzystania z buspaów – bo, w przeciwieństwie do aut na prąd, taksówki można z nich wyrzucić, a być może nawet będzie trzeba to zrobić.