Tak naprawdę powyższe rozwiązanie nie jest trudne. Co więcej, ono należy do tych najłatwiejszych. Tylko czy to jest rozsądne? Zobaczmy, co mogło być dalej, kiedy kierowca „bałwana” na czterech kołach wyruszył w trasę po mieście. Oczywiście, mogło mu się udać dotrzeć szczęśliwie do pracy. Ale mogło też być zupełnie inaczej…

Wyobraź sobie, że właśnie wsiadłeś do auta, które było solidnie zasypane śniegiem. Oczyściłeś jedynie przednią szybę, przetarłeś boczne okna. Przekręcasz kluczyk. Silnik zaskoczył. Jest dobrze! Na szczęście na szybach Twojego samochodu od wewnątrz nie osadził się szron, więc widoczność jest przyzwoita. Cofasz kompletnie w ciemno, żeby wyjechać z miejsca parkingowego, w zamarzniętych lusterkach niewiele widać, śnieg na tylnej szybie nie przepuszcza światła. Udało się!

Jak zwykle po pierwszych obfitych opadach śniegu ruch nie jest zbyt gęsty. Wielu kierowców rezygnuje z odśnieżania i uruchamiania pojazdu, którego za sprawą śniegu prawie nie widać, i wybiera autobus lub tramwaj. Kiedy Twoje auto nabiera prędkości, pojawia się pierwszy problem – śnieg z maski silnika zaczyna nawiewać na przednią szybę.

Odruchowo włączasz wycieraczki i w tej samej sekundzie przypominasz sobie, że przecież były przymarznięte do szyby, a Ty ich od niej nawet nie próbowałeś oderwać. Silnik wycieraczek rusza. Ramiona drgnęły, na moment jakby się zawahały, by po chwili przesunąć się z hałasem po oblodzonej szybie.

Przyczynę początkowego zawahania wycieraczek zauważasz już po chwili: pióro lewej wycieraczki, po lewej stronie, zostało naderwane. Ale nic – myślisz – gumki wycieraczek są tanie, założysz nową. Teraz trzeba jechać dalej. Nie ma czasu na to, by ręcznie oczyścić szybę, albo maskę, z której nawiewa śnieg.

Co jakiś czas mijają cię kierowcy z minami, które na pewno nie wyrażają aprobaty. Jeden z nich popukał się właśnie w głowę. Ale Ty nie możesz widzieć, dlaczego, bo przecież masz zaśnieżoną tylną szybę. Tymczasem każdy, kto za Tobą jedzie, musi zmagać się z zamiecią śnieżną, zwiewaną z dachu Twojego samochodu. Kątem oka dostrzegasz czerwone światło. Hamujesz dość ostro.

Już masz ruszać dalej, kiedy w szybę puka jakiś człowiek. Uchylasz drzwi. „Niech Pan zdejmie śnieg z dachu swojego samochodu, bo jak za Panem jadę, to ledwo co widać. Światła też ma Pan nieodśnieżone. Z trudem zdążyłem wyhamować, żeby nie rozwalić zderzaka!” – słyszysz. Ale na szczęście jest zielone światło i możesz uniknąć dalszego ciągu tej niezręcznej sytuacji. Gość jedzie z tyłu – jego problem.

Jedziesz dalej. Z ulgą stwierdzasz, że w aucie robi się coraz cieplej, a śnieg z tylnej szyby zaczyna się topić i zjeżdżać na dół. Boczne szyby też już są prawie czyste. To tylko utwierdza Cię w przekonaniu, że nie opłacało się pół godziny szurać szczotką po samochodzie, tak, jak to robią Twoi sąsiedzi. Jak się lubią pieścić z samochodem, to niech sobie odśnieżają.

Nagle stało się coś niespodziewanego. I to stało się bardzo szybko. Ruch zaczynał gęstnieć, ale nadal mogłeś jechać dość szybko. Na tyle szybko, aby wiatr, opływający nadwozie, zdołał odkleić od zaczynającej się ogrzewać od silnika maski samochodu spory kawałek podszytego lodem śniegu i rzucić go na szybę tuż przed Tobą.

Nie bądź bałwanem! Odśnieżaj auto Foto: Robert Magdziak / Auto Świat
Nie bądź bałwanem! Odśnieżaj auto

Głośne uderzenie, kawałki lodu i śnieg na szybie. Włączasz wycieraczki i wystraszony zdejmujesz nogę z gazu. Po chwili kolejny płat śniegu odrywa się od maski i uderza w szybę. Odruchowo na moment wciskasz hamulec. Krótko, ale mocno. I to wystarczyło. Cały śnieg z dachu zsuwa się na przednią szybę Twojego samochodu!

Widoczność – zerowa. W panice myślisz, co robić. Chcesz otworzyć szybę, by wyjrzeć przez okno, ale jest zamarznięta i nie daje się opuścić. Czas płynie, Twoje auto pokonuje kolejne dziesiątki metrów. Postanawiasz nacisnąć na hamulec i łagodnie zwolnić. Udaje Ci się bezpiecznie zatrzymać. Ostrożnie wysiadasz z samochodu. Zatrzymałeś się dziesięć metrów za przejściem dla pieszych. Akurat nikt tamtędy nie przechodził. Miałeś ogromne szczęście!

To oczywiście dość drastyczny scenariusz, ale jednak możliwy. Ten, kto nie odśnieża maski, dachu auta, albo nawet tylnej szyby i lusterek, przed rozpoczęciem jazdy, niech sam oceni, czy warto ryzykować. Ale taki kierowca nie jest sam na drodze. Dlatego apelujemy do niego: nie bądź bałwanem. Odśnieżaj auto!

A jakie jest Wasze zdanie na temat odśnieżania całego samochodu przed jazdą? Czy to nadgorliwe, czy rozsądne działanie? Odśnieżacie dach przed wyruszeniem w drogę, czy tylko szyby? Zapraszamy do komentowania.