Cadillac pracuje nad kolejną generacją Bestii, ale mimo, że zamaskowane prototypy były widziane w USA, wciąż nowa pancerna limuzyna prezydencka nie jest gotowa, a jej debiut odsuwany w czasie. Dlatego w Polsce Donald Trump będzie podróżował takim samym samochodem z jakiego korzystał Barack Obama podczas ostatniej wizyty w Warszawie.

Ma 5,5 m długości, 1,8 m wysokości i waży 8 ton. Potężna masa jest głównie konsekwencją opancerzenia. Grubość przedniej szyby sięga 15 cm, a płyt pancernych w niektórych miejscach dochodzi do 20 cm. Dokładne dane są pilnie strzeżoną tajemnicą, ale podobno karoseria tworzona jest z kilku warstw stali, aluminium, tytanu, ceramiki oraz innych odpornych na zniszczenia materiałów. Dzięki temu Bestia wytrzymuje atak rakiet Stinger, wybuchy granatów, najechanie na minę, czy ostrzał z broni maszynowej. Samochód zapewnia prezydentowi USA bezpieczeństwo również w przypadku ataków bronią chemiczną. W wnętrzu znajdują porcje tlenu oraz krwi do transfuzji, noktowizor oraz shotguny w schowkach drzwi, którymi Secret Service może potraktować potencjalnego zamachowca. Istnieją dwie Bestie, po to, by nie wiadomo było, w którym samochodzie jedzie prezydent USA.

Pod maską Bestii znajduje się Diesel V8 o mocy 600 KM. W wypadku ucieczki kierowca może skorzystać z tymczasowego nitro podnoszącego moc do 1000 KM. Gorzej z zasięgiem. Prezydencka limuzyna na jednym baku przejedzie podobno niewiele ponad 100 km.

Cadillac od lat konkuruje z Lincolnem w zakresie dostaw rządowych limuzyn. Prezydenckie pojazdy marki Cadillac używane są od lat 80. Wtedy Ronald Reagan skorzystał z opancerzonego modelu Fleetwood. Kiedy na urząd mianowano Billa Clintona, otrzymał zmodyfikowany model Cadillac Fleetwood Brougham, który po raz pierwszy opracowano w centrum rozwojowym GM. Wcześniej samochody przygotowywały specjalistyczne firmy.